Śpię w swoim nowym pokoju. Muszę przyznać, że mój braciszek się ładnie urządził chociaż i tak myślę, że brakuje tu kobiecej ręki. Zaczęłam nowe życie, które już bardzo mi się podoba. Spałam spokojnie. Wstałam o 10 00 i poszłam do kuchni. Robię mi i Dezemu tosty, które zawsze kochaliśmy jeść. Gdy wszystko było
-
Wstawaj! - krzyknęłam z śmiechem.
- Wal się. - odpowiedział
zaspanym głosem. Co proszę!?
- Ładnie to tak do siostrzyczki
mówić? - spytałam z założonymi rękami. Patrzyłam na niego z uśmiechem. Budzenie go sprawiało mi dużo zabawy.
-
Emilia daj mi spokój, chcę się wyspać. - mruczał, jednak ja nie
miałam zamiaru się poddać, tosty mu ostygną!
-
No Dezy weź! Śniadanie ci zrobiłam, a ty taki nie miły jesteś! -
powiedziałam udając fochniętą. Wzięłam jego rękę i zaczęłam
wyciągać go z łóżka.
- Odwal
się sis. I tak ci się nie uda. - powiedział zadowolony z siebie.
Mi się nie uda!? Że niby mi tak!? Idiota kuźwa ma racje. Sama nie
dam mu rady, ale myślę, że wiadro i woda mi pomogą. Klasyczna
pobudka. Wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami, by myślał, że się
poddałam. Teraz tylko trzeba poszukać wiadra. Nie znam jeszcze
dokładnie domu Dezego, w końcu jestem tu dopiero od kilku godzin.
Pokierowałam się do kuchni i zaczęłam otwierać wszystkie szafki.
Znalazłam jakiś garnek...Nada się. Wlałam do niego wodę i z
wrednym uśmiechem pokierowałam się do pokoju Dezego aka Czułka.
Ciekawe czy pokazał w końcu swoją twarz na tubie. W domu nie
miałam kompa ani nic, więc nie miałam go jak oglądać. Kurczę
jak tu otworzyć po cichu drzwi z tym garnkiem?! Nie miałam wyboru i
musiałam odstawić naczynie na ziemię. Otwieram po cichutku drzwi,
po czym biorę garnek. Wchodzę do pokoju i patrzę na śpiącego
Dezyderego. Bez skrupułów wylałam na niego całą zawartość. Od
razu się obudził. Wybuchłam śmiechem widząc jego zdezorientowaną
minę.
-
Wiesz kuźwa co właśnie zrobiłaś!? - spytał, a raczej wydarł
się. Wybuchłam jeszcze większym śmiechem.
- Z
cukru nie jesteś nic ci nie będzie. - powiedziałam dumna z tego co
zrobiłam. Nagle Dezy uśmiechnął się. Znałam ten uśmiech bardzo
dobrze...Oznaczał on, że trzeba uciekać. I tak mnie złapał
idiota jeden -_-
- I co teraz!? - zaśmiał się wsadzając
mnie do wanny. Chciałam szybko wyjść, ale jego ręce mi to
uniemożliwiały.
- Nie zrobisz tego! - krzyknęłam i wtedy
poczułam letnią wodę na ciele. Wystraszyłam się nie na żarty.
Poczułam ogromny strach. Woda kojarzyła mi się tylko z moim
koszmarem...Pamiętam go bardzo dobrze. Pamiętam jak brakuje mi
powietrza jak się duszę. Jak woda zaciska się na mojej szyi. Gdy
się obudziłam byłam w szpitalu...Podobno wstrzymywałam oddech
przez sen i mogłam się udusić. Nie wiem czy to możliwe, ale nie chcę do tego wracać.
- Dezy
proszę cię przestań. - mówię. Cała zaczęłam drżeć. Czuję
strach i płaczę. Co jeśli to się powtórzy!? Albo jeśli ten sen
się sprawdzi!? Chłopak zakręcił wodę i wziął mnie na ręce
całując w czoło.
- Przepraszam...Co się stało? - spytał idąc ze mną do pokoju. Po
chwili leżałam na kanapie, a on siedział obok mnie. Nadal byliśmy
mokrzy.
- Pół roku temu miałam koszmar, że
się topię. Kiedy się obudziłam byłam w szpitalu. Podobno przez
sen wstrzymywałam oddech i mogłam się udusić. - mówiłam
przytulając się do niego. Mam 17 lat a mażę się jak jakaś 10
latka!
- Emilia przepraszam, nie wiedziałem. Co jeszcze się
wydarzyło przez ten rok kiedy mnie nie było? - spytał nieco
zmartwiony.
- Dużo...Nie chcę o tym mówić. - powiedziałam. Czułam się
bezpiecznie w jego objęciach, mimo tego, że w dzieciństwie brał mnie za nogi tak, że wisiałam do góry nogami.
- No dobra, ale jak coś się będzie dziać to mów. - powiedział i odsunął się ode mnie. Wstał z kanapy i poszedł do kuchni.
- Misia chodź, bo sam te tosty zeżre! - krzyknął, a ja zerwałam się z kanapy prawie zabijając się o próg, a potem jeszcze o ścianę. Usiadłam szybko na krześle co skończyło się tym, że mebel przesunął się po płytkach i wydał nieprzyjemny dźwięk.
- Miśka spokojnie. - zaśmiał się i podał mi moje tosty. Zawsze mnie tak nazywał. Nie mam pojęcia jak Misia przypomina mu Emilia, ale podoba mi się ta nazwa.
- Co tam powiesz mała? - spytał gryząc tosta. Ja mu dam mała!
- Mała to jest twoja pała wiesz? Ja niska jestem. - odpowiedziałam z tryumfalnym uśmiechem.
- No dobra w takim razie co tam powiesz niska? Tak lepiej? - spytał i widząc moją minę typu: "Dobra, wygrałeś" zaśmiał się wypluwając na mnie kawałki jedzenia.
- Ej no idioto! - powiedziałam i oplułam go. Niech ma za swoje!
- Czemu na mnie plujesz!? - spytał z wyrzutem, a ja się uśmiechnęłam cwaniacko.
- Pilnuj swojej śliny to ja będę pilnować swojej. - powiedziałam i widząc poirytowaną minę chłopaka nie wytrzymałam. Wybuchłam śmiechem co skończyło się tym, że oplułam swoją koszulkę.
- No dzięki. - odparłam rozbawiona. Przez niego się ubrudziłam!
- A proszę bardzo. - odpowiedział z satysfakcją jedząc tosta.
- Tak w ogóle za tydzień idziemy do sądu na rozprawę. - powiedział, a ja znów prawie się oplułam. Jak to do sądu? Popatrzyłam na niego pytająco. On westchnął.
- Oskarżyłem mamę o złe sprawowanie się nad tobą. Nie możesz zamieszkać u mnie, nie jestem twoim prawnym opiekunem. To głupio oskarżać własną mamę, szczególnie, że to nie jej wina, ale to trzeba zgłosić. - powiedział, czyli moja matka nie zgodziła się by mój brat był moim prawnym opiekunem i teraz musimy chodzić po jakichś pieprzonych sądach!? I ona i ja wiemy, że tu będzie mi lepiej.
- Rozumiem. -powiedziałam spuszczając wzrok na stół. Zrobiło mi się smutno. Czemu moja mama chce mnie przy sobie zatrzymać? I tak nie ma dla mnie czasu.
- Ej rozchmurz się. - powiedział ciepły głos należący do mojego
brata, który wstał i złapał mnie za ramię dodając mi otuchy.
- Będzie dobrze. - mówił i posłał mi uśmiech, który musiałam odwzajemnić.
- Wiem. - odpowiedziałam szczęśliwa. Nie ma co się martwić. Moja mama to moja mama. Jest uparta i zawsze ma swoje zdanie. Trzeba jej wybaczyć. W końcu, która mama nie chciała by mieć córki przy sobie? Szkoda tylko, że moja rodzicielka widzi moją przyszłość w naszym miejscu zamieszkania, a ja już nie. Nie widzę mojej przyszłości tam, nie umiem jej sobie wyobrazić, co niby przejęłabym po niej pracę? Nie dzięki...




