wtorek, 19 kwietnia 2016

Rozdział 13 Z bliska wszystko jest gorsze

- Adam kurwa, mam nadzieję, że to coś ważnego! - Powiedział jakiś męski głos w słuchawce. Emilia spojrzała na Adama, który spał plackiem na chodniku, przynajmniej miała nadzieję, że spał. 
- Przy telefonie Emilia, znajoma Adama. Nie wiem co zrobić, bo jest pijany i właśnie zaliczył zgon, raczej nie uderzył się w głowę, ale nie mam pewności. Nie mogę go zabrać do domu, a nawet go podnieść. - Mówiła roztrzęsionym głosem. Bardzo zależało jej na czasie. Co jeśli ktoś wejdzie w tą uliczkę i zobaczy to...
- Spokojnie mała, to Adam, nic mu się nie stanie jak se trochę poleży. - Powiedział głos po drugiej stronie i zaśmiał się. Emilia zacisnęła mocniej dłoń na telefonie i spojrzała na Adama przeklinając cały świat. Czemu akurat on!? Czemu ona!? 
- Dobra, wiesz co!? Walcie się. Jest przy centrum. Jak chcesz to se po niego przyjedź, ja mam w dupie co się z nim stanie. - Powiedziała podniesionym głosem i rozłączyła się. Odwróciła się w stronę Adama ze ściągniętymi brwiami i drgającą wargą. Była wściekła. Czemu to ona ma zawsze takiego pecha. 
- Po co mnie wtedy ratowałeś!? Teraz ja muszę ci się odwdzięczyć tym samym. - Powiedziała podchodząc do niego. Jedną jego rękę zawiesiła sobie na szyi. Objęła go w pasie i podniosła się. Był ciężki i dziewczyna naprawdę nie mogła wytrzymać dłużej niż 5 sekund. 
- Dobra, twój kolega ma racje. Sam się doigrałeś, nic ci nie będzie jak sobie poleżysz, w tym czasie ja zadzwonię po taksówkę. - Dziewczynie chciało śmiać się z samej siebie, bo tak, ona gada do Adama, który jest nieprzytomny i tak ona właśnie ratuje mu dupę. Ta ironia. Szczerze mówiąc Emilia chyba wolała kiedy chłopak był przytomny. Mimo jego charakteru. Dziewczyna przesunęła go opierając o ścianę i sama usiadła obok. Nie miała pojęcia gdzie z nim pojechać. Przydałoby mu się jechać do psychologa. Taksówka przyjechała po 15 minutach, a kierowca był na tyle miły, że pomógł jej z zawleczeniem Adama na tylne siedzenie. Była naprawdę wdzięczna. Powiedziała kierowcy by zawiózł ją do pierwszego lepszego hotelu, bo nie miała za bardzo innego wyjścia i spojrzała na Adama. Rozczochrane włosy, lekko uchylone usta i głośny oddech. Gdyby nie sytuacja dziewczyna przyznałaby, że chłopak wygląda na prawdę słodko gdy śpi, ale nie dopuszczała nawet takiej myśli szczególnie, że Adam był pijany. 
- Impreza? - Spytał kierowca z uśmiechem. Był młody, wyglądał na jakieś 20 lat. 
- Tak podejrzewam. - Stwierdziła Emilka, a mężczyzna tylko się zaśmiał. 
***
Z pomocą kierowcy Emilia wynajęła Adamowi pokój na jedną noc i zostawiła mu karteczkę, żeby wiedział co się mniej więcej stało. Wykończona dziewczyna wracając do domu napisała Marcie, że źle się poczuła, ale to nic takiego. Gdy była już w domu oczy kleiły jej się i marzyła już tylko o ciepłym łóżku. Zamiast jednak położyć się spać poszła do kuchni. Wyjęła z lodówki pierwsze lepsze rzeczy i opierając się o blat zaczęła je jeść. Gdy Dezy wszedł do kuchni zrobił nieco podejrzaną i zdziwioną minę, ale Emilia nawet nie zwróciła na to uwagi prawie zasypiając na stojąco. Naprawdę obiecała sobie, że jeśli jeszcze raz ktoś zaliczy jej zgon to bez skrupułów zostawi go nawet jeśli leżałby na środku ulicy i niech się dzieje co chce. 
- Masz okres? - Spytał Dezy, a dziewczyna wyrwana z walki o niezasypianie popatrzyła na niego mało rozumnie. Czuła się źle. Nadal pamięta okropny zapach alkoholu bijący od Adama. 
- Po czym wnioskujesz? - Spytała Emilia ziewając. Dezy popatrzył na nią jakby powiedziała coś głupiego, ale nie obchodziło ją to. 
- Po tym, że jesz banana do kabanosów? - Spytał bardziej niż stwierdził. Dziewczyna nieco zdezorientowana odłożyła jedzenie na blat i pokręciła głową, jakby sobie coś właśnie uświadomiła. 
- Miałam ciężki dzień Dezy i jeszcze te zakupy...Rozumiesz nie? Pójdę spać. - Powiedziała powoli i ruszyła do swojego pokoju Może nie zmęczyła się jakoś bardzo fizycznie, ale za to umysł miał już widocznie dość. Walnęła się na łóżko nawet się nie przebierając i przykryła się kołdrą. Zasnęła natychmiastowo. 
***
Biegnie, ucieka. Tylko przed czym? Na pewno przed czymś okropnym. Biegnie szybko, bardzo szybko. Słyszy jak krew jej szumi, a serce boleśnie obija się o żebra chcąc się wyrwać. Wie jednak, że jej prędkość nie wystarcza. Czas jej się skraca. Kończy. Musi biec, musi dać radę. Pod osłoną nocy biegnie spocona i przerażona. Słyszy coś czego nie umie odróżnić, ani do niczego dopasować i to chyba lepiej, że nie wiadomo co to ani kto. Czuje jak jej skóra nieprzyjemnie zahacza o gałązki drzew i jak leci jej krew z ust. Nie wie dlaczego tak jest, ale nie ma czasu się nad tym zastanawiać. Płuca pieką ją niemiłosiernie, a nogi zaczynają się plątać gubiąc tępo. Dziewczyna upada na kolana dusząc się. Za każdym razem wypluwa ślinę wymieszaną z krwią. 
- Emilia, wiedziałem, że cię złapię. - Głos był nieznajomy. Miał okropną chropowatą barwę i mimowolnie dziewczynę przeszedł dreszcz. Nie dusiła się już, ale krew ściekała jej między ustami strużkami niczym malutki wodospadzik. Jej serce przyśpiesza jeszcze bardziej, a ona sama nie wie co zrobić. Coś łapie ją za gardło. Próbuje się wyrwać ale nie może. Nie może złapać tchu, ani oddechu. Jej twarz zaczyna nabierać rumieńców, a ona próbuje nabierać powietrza, którego ciągle ubywa. Emilia jest tak wstrząśnięta, że zaczyna płakać i krzyczeć. Jej głos jest stłumiony, ale po chwili staje się donośny. Wszystko znika i kiedy dziewczyna czuje, że jest wolna od tych łapsk otaczających jej szyję zaczyna się szarpać i w końcu spada z łóżka razem ze pościelą. Zaczyna płakać cicho wiedząc, że to nieprawda, ale nadal się boi. Nie może przestać. Jej koszulka przylega do ciała i jest prawie cała mokra. Emilia siedzi chwilę na podłodze trzęsąc się. Uspokaja się dopiero po parudziestu minutach. Znów to samo...Takie koszmary miały miejsce dawno, a teraz jeden z nich wrócił i ona znów wstrzymywała przez sen powietrze. Co jeśli pewnego razu nie obudzi się i udusi? Jak na razie jednak Emilia ma na to sposób. Krzyk wybudza ją. W końcu nastolatka wstaje z podłogi czując chłód. Biorąc z szuflady czystą piżamę idzie do łazienki, by zmyć resztki strachu. Kiedy wraca do pokoju boi się zasnąć, nie chce tego. Z racji, że mieszka na poddaszu otwiera okno i podciąga się, by wyjść na dach. Ma na sobie piżamę, bluzę i skarpetki. Jest jej cholernie zimno, ale zdaje się tego nie zauważać kiedy patrzy w niebo i daje się pogłaskać delikatnemu wiatrowi unoszącego jej kosmyki włosów. Spokój...Odczuwa spokój siedząc na dachu i patrząc w głupie gwiazdy. Jest jej dobrze i mimo tego, że wie o tym, że powinna wrócić do pokoju zostaje jeszcze na chwilkę, tylko małą chwilkę. Patrzy na domu i zdaje sobie sprawę z tego jak pięknie wyglądają z tej odległości. Z bliska wszystko jest gorsze. Okrutniejsze i inne. Objęła ramionami kolana i nie mogła się powstrzymać przed łzami. Było jej dobrze, ale czegoś jej brakowało. Być może chodziło o normalną rodzinę, z mamą, z którą piekła by ciasta, z tatą, z którym rozmawiałaby o meczach i sportach, braci miała...Miała dwóch najlepszych i najukochańszych braci na świecie. Niestety oni nie zastąpią jej rodziców. Czuła pustkę i obojętność. Było jej wszystko jedno w tamtej szczególnej chwili. Gdyby teraz zeskoczyła z tego dachu na pewno by nie żałowała. Czemu myślę o samobójstwie. Nie chcę się zabijać. Myślała, jednak jeden cieniutki głosik z tyłu głowy podpowiadał jej, że owszem chce. Emilia nie mogąc znieść swoich niepokojących myśli wróciła do pokoju i włączyła na komputerze film, by się nie nudzić. To, że nie prześpi całej nocy było dla niej oczywiste. Po koszmarach nigdy nie zasypia. 

wtorek, 12 kwietnia 2016

Rozdział 12 Czemu musisz być takim idiota?

Emilia była wykończona dzisiejszym dniem. Nie dość, że Marta urwała się z połowy lekcji, Michał nie chciał rozmawiać z nią jeszcze bardziej, Alice nie było, a Konrad narzucał jej się swoim towarzystwem to dostała uwagę za coś czego nie zrobiła, a wszystko przez blondynę! W dodatku ręka nadal ją bolała. 
- Zły dzień? - spytał ją brat widząc jak dziewczyna rzuca się na kanapę i wzdycha ciężko. Mruknęła tylko w odpowiedzi i pogrążyła się w myślach. Była wkurwiona na blondynkę, zirytowana przez Konrada, w jakiś sposób również samotna przez Michała, Martę i Alice oraz gdzieś podświadomość mówiła jej, że jest zawiedziona Adamem, a raczej jego brakiem. 
- Opowiadaj siostra co ci leży na sercu! - zielonooki podniósł jej nogi, usiadł na kanapie i ułożył jej nogi na swoich delikatnie masując ją po łydce. Ona natomiast z powodu niedoboru powietrza postanowiła odchylić głowę. Byłoby jej nie wygodnie mówić z twarzą ukrytą w poduszce. 
- Poznałam takiego Michała, ale on chyba nie jest fanem długich rozmów i zbywa mnie na każdym kroku, Alice nie ma w szkole od dwóch dni, a Marta..Cóż...Ona jest specyficzna i wolałam jej nawet nie szukać. Pewnie znalazłabym ją obściskującą się z jej chłopakiem mięśniakiem, który tak przy okazji jest idiotą i palantem. - powiedziała w skrócie, a jej brat tylko się zaśmiał. 
- Zajebiści znajomi siostro! Lepiej trafić nie mogłaś! - powiedział z kpiną w głosie. 
- Ale to nie wszystko! Jakaś blondyna przechodząc obok mnie na dwumetrowych szpilach przewaliła się i oskarżyła mnie, że jej nogę podstawiłam. Naprawdę nie rozumiem o co jej chodziło, bo jej nawet nie znam. Jestem pewna, że gdyby wzrok zabijał to pewnie byłabym martwa. - mówiła i jej złość momentalnie wzrosła, postanowiła się jednak uspokoić. 
- A co tam u ciebie Dezy? Masz w ogóle jakiegokolwiek przyjaciela oprócz tych youtuberowych? - spytała przewracając się na plecy, jakoś nie była fanką leżenia na brzuchu. 
- Mam! Tyle, że z naszej 3- osobowej paczki zostałem tylko ja...Wiedziałem, że kiedyś moi przyjaciele będą razem, ale kurde stali się tak słodką i idealną parą, że szok! Czasami mam ochotę ich skłócić. Dzwonię do mojego kumpla spytać czy idzie na piwo, a on nie, no to ja mówię, że okey zadzwonię w takim razie do Sylwii, a on odpowiada, że jest z nią na randce i nic z tego! Nawet chciałem napisać im jakąś serenadę miłosną, ale nawet bez tego są romantyczni jak cholera. I co tu poradzić Misia!? - Emilia cicho chichotała widząc mały wybuch brata i to jak śmiesznie i żywo gestykulował. 
- Może wyjdziemy na pizzę? - caaaały Dezy! Zje pizze i cały smutek mija na parę godzin. Niektórzy piją, inni palą, a brat Emilki je pizzę. Umiał zjeść jej tyle, że jego siostra obawiała się iż jest narkomanem, bo pomimo jedzenia nadal był chudy, ale cóż...Dezy trochę ćwiczył. Kochał biegać i robił to parę razy w tygodniu, a czasami robił to w nocy, zależy kiedy miał wenę do tego. 
- Przez ciebie będę gruba. - jęknęła próbując wykręcić się z pizzy. Nie chodziło jej o to, że przytyje, ale zwyczajnie nie chciało jej się nigdzie ruszać. Ta kanapa była taka wygodna. Dziwne, że Emilia dopiero teraz zauważyła jak wielka jest ta kanapa i jaki ma miękki, delikatny materiał. 
- A ja myślałem, że już jesteś. - dziewczyna spiorunowała wzrokiem brata, ale on zaczął się tylko śmiać. Nie lubiła kiedy jej brat jest górą, dlatego kopnęła go w brzuch. Jego śmiech momentalnie zniknął. 
- No wiesz co!? Już wstawaj, wychodzimy! - powiedział wiedząc, że jego siostra ma lenia i jest zmęczona. Pragnął zmęczyć ją jeszcze bardziej, a przy okazji spędzić z nią czas. Cały czas stara się jak tylko może, by wznowić dawny kontakt z siostrą i jak na razie udaje mu się to. 
- Ja nigdzie nie idę, proszę! Zostańmy w domu, obiecuję, że jutro pójdziemy okey? - Dezy westchnął rezygnując i zgodził się. 
- A tak w ogóle chcesz kanapki? - zapytała patrząc obojętnie, ale tak na prawdę jej pytanie miało drugie dni. 
- Tak. - odpowiedział bez zawahania. 
- W takim razie idź do kuchni i mi też zrób. Chcę z dżemem. - w odpowiedzi dostała poduszką w głowę, ale wiedziała, że jej brat nie wytrzyma długo. Już po chwili był w drodze do kuchni. 
- Tylko tego dżemu ma być dużo! - zawołała jeszcze za nim. 
- Możesz pomarzyć! - odkrzyknął za nią. Emilka nie zareagowała na te słowa i postanowiła włączyć telewizor. Pilot był na stoliku, więc sięgnęła po niego ręką lekko się podnosząc. Jak na złość nie mogła go dosięgnąć. Wychyliła się bardziej i nagle straciła równowagę. Ja długa upadła na podłogę uderzając się w rękę o stół. Jej nadal spuchnięte ramię bolało teraz dwa razy mocniej, w dodatku upadła na brzuch, który też był trochę poobijany. 
- Boże, ty leniuchu! Mogłaś zginąć! Widzisz? Twój brat, który jest niezwykle zajebisty i nie leniwy jest zdrowy i cały tymczasem siostrzyczka nie chciała wstać z lenistwa po pilot. Żenada. - powiedział jej brat nie zwracając uwagi na siostrę rozciągniętą na dywanie. Usiadł na kanapie i położył dwa talerze kanapek na stole. Zabrał się za jedzenie. 
- Ej ty! Zajebisty bracie może pomógłbyś swojej biednej siostrzyczce? - spytała, ale widząc brak reakcji sama wstała z twardej podłogi. Doszła do wniosku, że Dezy zirytował ją w tym momencie tak samo jak Adam, ale nie była na niego zła, a na Adama...No właśnie...Czuła jednak, że Dezy ma prawo, jest jej rodziną i ona wie, że ją kocha, a Adam? Nie wie o niej nic i kpi z niej, a Emilka nie wie czy on tylko żartuje czy rzeczywiście tak sądzi. Nagle rozdzwonił się jej telefon. Wsadziła resztę kanapki do buzi i wstała bez pośpiechu. Jakby nie zdążyła to oddzwoni i tyle. 
- Halo? - jej słowa były nieco zniekształcone przez resztkę jedzenia w buzi. Szybko je przełknęła i spojrzała na brata z uśmiechem.
- To ja Marta! Słuchaj, pamiętasz jak zalałaś mnie prawda? - spytała, ale zanim Emilia cokolwiek odpowiedziała Marta kontynuowała. 
- No więc idę na zakupy, a ty idziesz ze mną! Podaj mi swój adres, zaraz tam będę. - powiedziała, a na czole Emilki pojawiła się zmarszczka. Nie miała ochoty nigdzie iść, a tu proszę. 
- Dzisiaj za bardzo nie mogę... - zaczęła przygryzając wargę, bo naprawdę nie chciała smucić swojej nowej koleżanki. Dezy nagle się zainteresował i mrużąc oczy spojrzał na swoją siostrę. Marta nagle jej przerwała podając szatynce argumenty, że jednak powinna ruszyć dupę i iść na te pieprzone zakupy.Odsunęła lekko telefon od ucha i położyła na nim rękę. 
- To ta Marta. - wytłumaczyła Dezemu, a ten kiwając głową wrócił do oglądania czegoś i objadania się kanapkami. Emilia z powrotem przyłożyła urządzenie do ucha. 
- ...a poza tym będzie fajnie! Pójdziemy na podbój sklepów, zobaczysz! W takim razie gdzie mieszkasz? - dziewczyna wywróciła oczami poddając się. Podała Marcie adres i rozłączyła się. Wróciła do brata i usiadła przy nim. Ten popatrzył na nią wzrokiem: GADAJ NATYCHMIAST CO KNUJESZ MAŁA DIABLICO, a Emilia tylko się zaśmiała. 
- Marta zmusiła mnie do pójścia z nią na zakupy. Ona jest jakimś potworem. Dezy ratuj. - wytłumaczyła, a on zaczął udawać focha, no bo na poważnie chyba nie obrażałby się na nią tylko dlatego, bo nie poszła z nim na pizzę tłumacząc, że jej się nie chce, a na propozycję zakupów, którą dostała od niedawno poznanej dziewczyny się od razu zgodziła.  Nagle rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Emilia podniosła się i otworzyła. Marta niemal staranowała ją i wepchnęła się do mieszkania. 

W końcu były w centrum. Emilia trzymała z jakieś 10 sukienek, a Marta była w przebieralni. Dziewczyna rozglądała się troszkę znudzona. Na prawdę miała dość włóczenia się po sklepach, ale nie mogła tak nagle wyjść, w końcu zalała jej tą sukienkę. Powinna być wdzięczna, że Marta nie chciała hajsu. Nagle zobaczyła kogoś przez okno sklepu i to nie byle kogo. Wrzuciła do przebieralni sukienki nie patrząc na Martę i nie zwracając na jej cichy krzyk, po czym wybiegła ze sklepu. Chłopak ledwo szedł chwiejąc się na boki. Podeszła do niego, a odór alkoholu sprawił, że skrzywiła się. Nienawidziła tego zapachu. 
- Adam co ty robisz!? - spytała zdezorientowana. 
- Idę do Kevina. - odpowiedział. Emilia stwierdziła, że musiał to być znajomy Adama. 
- Gdzie on mieszka? - nie wiedziała czemu, ale chciała mu pomóc, była mu to winna za tamten wieczór, a raczej noc. W końcu nie musiał jej ratować, bo ona nie umiała zamknąć ryja. Chłopak nie odpowiedział i tylko spojrzał na nią dziwnym wzrokiem. 
- Czemu chcesz do niego iść? - spytała. 
- Jak to czemu? Jest sam w domu, a złodzieje przyjdą do niego wieczorem kiedy będą święta. Ciekawe czemu nie ma śniegu. - Emilia uderzyła się w czoło kręcąc głową i zastanawiając się co ma zrobić. Nie mogła do zaprowadzić do domu, Dezy by ją zabił. Nie mogła pokazać go Marcie, bo ona zabiłaby prawdopodobnie jego. Och...
- Dobra...Masz telefon? - Chłopak pokiwał głową, a Emilia poprosiła o urządzenie. Adam spojrzał na nią podejrzliwie. 
- Po co ci telefon? - spytał mówiąc powoli i gubiąc się w literach. Dziewczyna postanowiła zagrać w jego grę. 
- Cóż...Chciałam zadzwonić do Kevina, sam rozumiesz, trzeba go ostrzec. - Adam rozpromienił się i oddał jej telefon. Ona szybko go uruchomiła ze zdziwieniem zauważając, że nie ma żadnej blokady. Na prawdę nie sądziła, że tak łatwo jej to pójdzie. Zawsze miała jakąś przeszkodę do pokonania i nie była ona łatwa. Nie myliła się. Po chwili Adam chyba zaliczył zgon. Z taką siłą poleciał na plecy dziewczyny, że ta ledwo utrzymała równowagę. Niestety nie dała rady unieść Adama, wiec ten jak długi rąbnął na chodnik. 
- No pięknie Adam. Zarąbiście! Czemu musisz być takim idiotą!? - pytała sama siebie dzwoniąc do kogoś z kontaktów. Tak bardzo cieszyła się, że byli za rogiem pomiędzy budynkami i nikt nie był ciekawy co się stało.

sobota, 9 kwietnia 2016

Pierwszy One-Shot :D

Zapraszam was na pierwszego Ona- Shot'a na tym blogu :D Nie bójcie się, na pewno nie zastąpię tym rozdziałów. No cóż zapraszam: 
Uciekam. Przynajmniej próbuję to zrobić. Czuję strach i wiem, że płomienie zaraz mnie dosięgną. Wiem, że to koniec, że umrę. Próbuję krzyczeć, wołać o pomoc, ale moje gardło odmawia posłuszeństwa i zamiast tego duszę się dymem. Boję się. Wiem, że jeśli zrobię jeden niepewny krok ogień złapie mnie w swoje sidła. Wiem, że nie dam rady, ale biegnę dalej nie chcąc się poddać, a może powinnam to zrobić? Powinnam się poddać? W końcu moja rodzina, ona została w środku domu, może ja też powinnam tak uczynić i być wierna bliskim? Coś w głowie mówi mi jednak, że oni chcą żebym przeżyła, więc biegnę. Nagle coś łapie mnie za nogę i ciągnie w stronę ognia. Co teraz!? Szarpię się, próbuję uciec, ale to na nic. Zaczynam płakać z bezradności, kiedy płomienie zaczynają lizać moje nogi. Zaciskam oczy z całych sił. Krzyczę i wrzeszczę. Mój krzyk przez chwilę zdaje się być nierealny i przytłumiony, ale po chwili jest donośny i przeraźliwy. Niemal błagający. Ktoś potrząsa moimi ramionami, a ja decyduję się otworzyć oczy. Widzę ją...Pielęgniarkę. Kolejny koszmar. Mam nierówny oddech i jestem cała spocona. Rozglądam się nerwowo szukając jakichkolwiek oznak pożaru, ale kiedy nie dostrzegam ich uspokajam się. 
- Krzyczałaś...Znów. Proszę powiedz mi co się stało, odezwij się do mnie. - Mówi kobieta w białym kitlu. Ma chudą twarz, ale wygląda na sympatyczną. Włosy związane ma w niską kitkę. Jest niska i chuda. To ona przynosi mi jedzenie i próbuje jakkolwiek nakłonić mnie do mówienia. Mówi, że jeśli w ciągu tygodnia się do niej nie odezwę będzie musiała wezwać psychologa. To nie pomoże. Straciłam swoich bliskich miesiąc temu w pożarze, tylko ja przeżyłam. Jestem sama, kompletnie. Moje nogi nadal się goją. Są poparzone i czasami pieką niemiłosiernie, ale przyzwyczaiłam się. Kiedyś dużo mówiłam, ale teraz zamknęłam się w sobie i od tamtego wydarzenia nie odezwałam się ani słowem, nie napisałam też nic na kartkach, które dali mi bym mogła się nimi porozumiewać.. Pomińmy to, że krzyczę w nocy. Mam 18 lat, a zachowuje się jak dziecko, które nie umie poradzić sobie z życiem. Jestem słaba. Okropnie słaba, psychicznie jak i fizycznie. Każdy kto do mnie przychodzi (czyt. pielęgniarki i lekarze) próbują zmusić mnie do odezwania się, ale ja nie chcę. Czy nie mogą tego zrozumieć, że boję się? Boję się, że mój głos nie będzie taki jak kiedyś, będzie okropny, poza tym pewnie jeszcze bardziej przypominałby mi o rodzinie. Często śpiewałam mojemu bratu kołysanki. Już nigdy żadnej nie zaśpiewam. Nie mam dla kogo. Pokręciłam głową, a pielęgniarka westchnęła odpuszczając. Obmyła mnie lekko i zmieniła pościel. Kazała mi zasnąć. Nie zrobiłam tego. Wiedziałam, że gdy tylko zamknę oczy zobaczę dom pożerany przez pomarańczowo-czerwono-żółte płomienie. Po prostu leżałam i płakałam. Następny dzień minął mi tak jak każdy inny. Ciągle to samo. Jedzenie, picie, zmiana opatrunku...Nic nadzwyczajnego. Poza jedną rzeczą...Wieczorem ktoś wszedł do mojej sali, a raczej wbiegł do niej i zatrzasnął za sobą drzwi. Byłam nieco wystraszona. Co się działo!? Kto to jest?! Spojrzałam na chłopaka pytająco, a on tylko się do mnie uśmiechnął. Miał brązowe włosy i piękne zielone oczy, które zdawały się być lekko żółtawe.
 - Cześć...Sory za najście. Moja mama jest pielęgniarką i pozwoliła mi zostać trochę w szpitalu. Kazała mi odrabiać lekcje i być grzecznym, ale najwidoczniej moja własna matka mnie nawet nie zna. Zawsze mieszam się w kłopoty. Zepsułem taką jedną rzecz i teraz prawdopodobnie jeden z lekarzy może być na mnie troszkę wściekły. - Mówił i usiadł na stołku obok mojego łóżka. Zauważyłam, że ma okulary na nosie. Okulary były dosyć duże, a oprawki były czarne. Dodawały mu uroku. Wyglądał na takiego jak ja. 18/19 lat. Uśmiechnęłam się do niego, bo tylko tyle mogłam zrobić. 
- Jak masz na imię? - Spytał patrząc na różne strzykawki, które leżały na stoliku w rogu pokoju. To mnie zaniepokoiło, ale skoro chłopak jest ciekawski to nic na to nie poradzę. Myślałam, że nie zapyta, że chociaż on nie będzie wymagał ode mnie odpowiedzi, ale było inaczej. Spojrzał na mnie czekając na odpowiedź, ale ja tylko odwróciłam wzrok. 
- Okey...Skoro nie chcesz mi nic mówić to ja totalnie nic do tego nie mam. Pewnie strasznie ci się tu nudzi. Ten biały monotonny kolor przyprawia mnie o mdłości, zawsze zastanawiałem się jak ludzie tutaj nie wariują. - Spojrzałam na niego zdziwiona. Rozmawiał ze mną, a jednak nie wymagał ode mnie odpowiedzi. Uśmiechnął się w moją stronę swoimi wąskimi ustami. Zrobiło mi się cieplej. 
- Ty musisz być tą, o której opowiadała moja mama. Dziewczyna, która nic nie mówi. To ciekawe. Ja nie umiałbym wytrzymać tak dużo w milczeniu, ale cóż...Niektóre rzeczy zmieniają człowieka okropnie. Trzymam jednak kciuki za ciebie. Chciałbym wiedzieć co sądzisz o pizzach i kebabach, bo widzisz ostatnio mój przyjaciel mówił mi, że pizza jest lepsza od kebabów, a ja ewidentnie się z tym nie zgadzam. Ciekawe co ty lubisz. Nie odpowiadaj. Mam nadzieję, że kiedyś się dowiem. - Słuchałam go uważnie i zrobiło mi się miło. Chłopak opowiadał bardzo dużo i nie oczekiwał ode mnie niczego w zamian. To było niczym zbawienie. Nie nudziłam się tak bardzo i mogłam zapomnieć o tym, że zostałam sama, poza tym był dosyć zabawny.
 - Ja jestem Kamil, mój przyjaciel to Mariusz. Kiedyś z Mariuszem pojechałem do sklepu. Mówiłem mu, że idę tylko po colę, ale on się uparł, żebym kupił mu coś jeszcze. Kupiłem chipsy, piwo, chusteczki, gumy orbit, chleb, bo podobno jego mama chciała i jeszcze coś takiego dosyć osobistego. Kiedy wychodziłem ze sklepu jedna rzecz wypadła mi z ręki. Oczywiście musiały to być prezerwatywy XXL...Nawet nie wiesz jak głupio się wtedy czułem kiedy jakiś facet podszedł do mnie i podał mi tą paczkę, po czym poklepał po ramieniu. Mariusz powinien za to oberwać! Za te prezerwatywy i za to, że nie wystarczyło mi kasy na colę. - Roześmiałam się, bo Kamil zdawał się być naprawdę wkurzony. Po chwili jednak spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Ja natychmiastowo umilkłam. Nie mówię, śmiać również się nie powinnam. Nie po tym co się stało. 
- Ej co jest? Spokojnie, śmiać się możesz, to nie mówienie, poza tym powinnaś częściej się śmiać, bo masz ładny śmiech no i jest zdrowy. Jak wyjdziesz ze szpitala to zabiorę cię na kabaret, wtedy będziesz sikać ze śmiechu. - Powiedział. Miał rację, ale co do sikania ze śmiechu troszkę się pomylił. Zarumieniłam się na swoje dziwne myśli i czekałam aż chłopak znów zacznie coś opowiadać. Niestety przerwały nam otwierające się drzwi i pielęgniarka wchodząca do środka. 
- Kamil tu jesteś! Nie wolno ci tu wchodzić! - Czyli ta sympatyczna pielęgniarka to jego mama? Nie widać za bardzo podobieństwa. Może wdał się w tatę. Nie wiem dlaczego nagle wszystko co dotyczyło chłopaka zaczęło mnie interesować. Chciałam go poznać. Chciałam wiedzieć jaka jest jego ulubiona kawa, czy skończył studia, jakie lubi lody...
 - Niby czemu mamo? Przecież się nie zarażę. Tylko sobie z nią gawędziłem i tyle. - Odpowiedział pewny siebie. Pomiędzy kobietą, a chłopakiem chyba rozgrywała się jakaś mentalna rozmowa, bo mierzyli się wzrokami, a po chwili chłopak się poddał. Westchnął, opuścił ramiona i spojrzał na mnie. 
- Miło było, może jeszcze kiedyś przyjdę. - Mam nadzieję. Dni mijały bardzo szybko. Kamil przychodził co drugi dzień opowiadając mi coraz więcej, a ja słuchałam czasami się śmiejąc, kiwając głową lub wzruszając ramionami. Polubiłam go. Rehabilitacja rozpoczęła się na weekendzie. Moje nogi potrzebowały ćwiczeń, by móc normalnie funkcjonować. Nie szło mi to za dobrze. Raz Kamil chciał iść na te ćwiczenia ze mną, ale nikt nie pozwolił mu wejść. Szkoda. Może byłoby mi łatwiej gdyby ktoś ciągle do mnie mówił. Minął kolejny miesiąc, a moje nogi zaczynały normalnie funkcjonować. Rozmowy z psychologiem nie pomagają. On ciągle mi mówi bym się otworzyła, bym zaufała, ale ja nie mogłam. Nie chciałam mówić o swojej rodzinie, czy mówić o czymkolwiek. Wolałam słuchać Kamila, który nigdy na mnie nie nacisnął. On szanuje to, że się nie odzywam i to jest miłe. On jako jedyny wie, że mam problem z zaufaniem, że się boję, mimo wszystko ciągle mi mówi, że trzyma za mnie kciuki i wie, że dam sobie radę. To bardzo pocieszające i słodkie, ale co jeśli go zawiodę? Koszmary nadal mi się śnią, nadal krzyczę w nocy, ale przynajmniej potem leżąc nie muszę myśleć o tym koszmarze, zamiast tego zastanawiam się co u Kamila, jestem ciekawa co będzie gdy wyjdę ze szpitala. Czy chłopak zapomni o mnie? Chciałabym się go o to spytać, ale z wiadomych przyczyn nie robię tego, a Kamil wspomniał tylko raz, że zabierze mnie na kabaret. Cóż uczepiłam się tego i trzymam go za słowo. Boję się, że zostawi mnie samą, ale póki co korzystam z teraźniejszości. Staram nie przejmować się przyszłością i tyle.
    ***
Już dzisiaj wychodzę ze szpitala. Moje nogi mają się dobrze. Co prawda są na nich liczne blizny, ale Kamil nie pozwolił mi na przejmowanie się nimi, sam zdawał się nie zwracać na nie uwagi. Wiedziałam o nim bardzo wiele, a on nadal nie wiedział o mnie nic. Nie wiem nawet czy wiedział jak się nazywam. Co tydzień miałam chodzić na zajęcie korekcyjne no i raz w miesiącu miałam wizytę u psychologa. Nadal nic nie powiedziałam, ale coraz częściej się śmiałam i pomrukiwałam. Mój lekarz zamówił mi taksówkę. Wszyscy nalegali bym została w szpitalu ze względu na to, że nie mówię, ale ja się na to nie zgodziłam, możliwe, że Kamil mi troszkę pomógł...No dobra bardzo mi pomógł. Wyszłam ze szpitala szczęśliwa i już kierowałam się do taksówki, ale nagle jakiś samochód zagrodził mi drogę. Niepewnie spojrzałam przez szybę. Wszystkie wątpliwości zniknęły kiedy ujrzałam w niej Kamila. Od razu wsiadłam do samochodu. Z tyłu też ktoś siedział. To musiał być Mariusz. Miał on ciemne blond włosy i niebieskie oczy. Był dobrze zbudowany, bardziej umięśniony od Kamila, ale ja i tak wolałam szatyna. Uśmiechnęłam się w jego stronę. Mariusz się ze mną przywitał. 
- Nie wiedziałem, że taka laska z tej dziewczyny. - Powiedział do Kamila, a ten się zaśmiał.
- Mówiłem, że jest ładna. - Odpowiedział zielonooki, a ja się zarumieniłam. Nie mogłam tak dłużej. 
- Jestem Sylwia. - Powiedziałam. Mój głos był słaby i cichy. Kamil spojrzał na mnie zdziwiony. Miał rozdziawioną buzię, a jego oczy błyszczały radością. Odchrząknęłam i wzięłam głęboki wdech.
- Pytałeś jak mam na imię kiedy wbiegłeś do mojej sali. Jestem Sylwia. - Powiedziałam coraz głośniej. Kamil zaczął się śmiać, a potem pochylając się nad skrzynią biegów przytulił mnie mocno. Odwzajemniałam uścisk. Był to nie pierwszy taki przytulas, ale teraz wiedziałam, że nie będzie również ostatnim. 
- Mogę ci powiedzieć wszystko jeśli będziesz tylko chciał. - Szepnęłam mu do ucha. Teraz już nie było odwrotu. Postanowiłam się otworzyć, postanowiłam zaufać właśnie Kamilowi. 
- Mariusz, sory, ale musisz wyjść. - Chciałam zaprzeczyć, przecież nie będzie wyganiać swojego przyjaciela z mojego powodu. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić Mariusz był już na zewnątrz, uśmiechnął się do mnie i poszedł. Spojrzałam na Kamila i wiedziałam, że nie będzie naciskać. Mogę mu powiedzieć. 
- Miałam rodziców. Mama była cukierniczką w kawiarni i robiła najlepsze ciastka pod słońcem, tata pracował w firmie dostawczej. Był tak jakby listonoszem. Mama kochała śpiewać i dekorować ciasta. Zawsze była wesoła, ale również dosyć stanowczo. Nikt nie umiał się jej sprzeciwić. Tato uwielbiał sport, często zabierał mnie na boisko, które zrobił w lesie. Wystarczyło tylko skosić trawę i umieścić kamyki, które wyznaczały bramkę. Piłka nożna była moim ulubionym sportem, byłam całkiem niezła. Uwielbiałam swoich rodziców, co weekend w sobotę zawsze oglądaliśmy coś razem. 4, a teraz to już raczej 5 lat temu urodził mi się brat. Miał na imię Michał. Często kradł mi rzeczy z pokoju. Zawsze się kłóciliśmy, ale prawda była taka, że kochaliśmy się i nie wytrzymywaliśmy bez siebie dłuższy okres czasu. Często śpiewałam mu różne piosenki. - Przerwałam na chwilkę. Mój głos był cichy i zachrypnięty. Spojrzałam kątem oka na Kamila, który patrzył na mnie zaciekawionym wzrokiem. 
- No i wtedy stało się to. Nie spałam całą noc, bo uczyłam się na chemię. Nasz dom miał dwa poziomy, na jednym mieszkałam ja, natomiast na drugim rodzice z Michałem, bo mój brat nie lubił spać daleko od rodziców. - Mój głos trochę się załamywał, ale nie zwróciłam na to uwagi. 
- Wybuchł pożar. Coś stało się z piecem. Nie wiem co dokładnie. Kiedy ogień dostał się do mojego pokoju nie miałam wyjścia. Musiałam wyjść przez okno. Nie wiedziałam co z moją rodziną, ale wtedy nie myślałam trzeźwo. Jedyne na czym się skupiłam to ucieczka z domu. Zanim mi się to udało poparzyłam sobie mocno nogi. Kiedy już wyskoczyłam na ziemię zemdlałam. Obudziłam się w szpitalu sama, jako sierota...- Mój głos całkowicie załamał i zaczęłam płakać. Kamil szybko mnie przytulił. Nie mówił nic, po prostu tu był i tego właśnie potrzebowałam. Pozwolił mi się wypłakać, wyrzucić z siebie wszystko. Nagle usłyszałam klakson. Chłopak przeklął pod nosem i oderwał się ode mnie. Ciągle staliśmy na środku parkingu. Szybko odjechał samochodem i zaparkował gdzie indziej. Zaśmiałam się widząc zdenerwowaną minę drugiego kierowcy. Nie zauważyłam nawet, że Kamil zaczął się we mnie wpatrywać. 
- Co? - Spytałam zdziwiona. To spojrzenie było takie ciepłe i pełne uczuć, mogłabym się rozpłynąć w tych zielonych oczach. Szatyn uśmiechnął się i otarł ręką moje policzki, które miałam mokre od łez. Kiedy już to zrobił nie zabrał jednak swojej dłoni, nadal trzymając ją na policzku. Zarumieniłam się. Przybliżył moją twarz do jego własnej. Po chwili delikatnie musnął ustami moje. Po tym oddaliliśmy się od siebie i spojrzeliśmy sobie w oczy. 
- Było dziwnie? - Spytał. Nie. Nie było dziwne. To zdawało się być czymś oczywistym. 
- Nie. - Odpowiedziałam uśmiechając się jak głupia. 
- To dobrze, bo zamierzam robić to częściej. - Zaśmialiśmy się. Przykrył swoją dłoń moją i ułożył je na skrzyni biegów. W ten sposób chłopak mógł prowadzić jednocześnie mnie dotykając. Czułam się jakbym znów miała dla kogo mówić. Kamil wyjechał z parkingu i pokierował w nieznaną mi stronę. 
- Gdzie jedziemy? - Spytałam zastanawiając się nad dużą ilością fajnych miejsc. 
- Cóż...Za pół godziny zacznie się taki jeden kabaret. - Odpowiedział, a ja stwierdziłam, że Kamil dotrzymał swojej obietnicy. Wiedziałam, że teraz może już być tylko lepiej. Koszmary i krzyki jeszcze nie zniknęły, ale jakoś damy sobie radę.  

wtorek, 5 kwietnia 2016

Rozdział 11 Kolejny zły dzień (?)

Kolejny dzień...Dziewczyna najchętniej zostałaby w łóżku, ale nie chciała opuszczać zajęć lekcyjnych. Dopiero co się wprowadziła i szczerze powiedziawszy ma sporo zaległości, więc po co sobie jeszcze dokładać? Emilia wstając syknęła z bólu, ponieważ oparła się na jej posiniaczonym ramieniu. Szybko jednak zapomniała o bólu i pokierowała się do szafki jak codziennie. Emilka była przyćmiona i nie miała nawet siły myśleć nad dzisiejszym dniem, chociaż jak na razie zapowiadał się dość dobrze porównując go ze wczorajszym. Dzisiaj powietrze było cieplejsze, słońce skutecznie podgrzewało temperaturę. Nastolatka szła do szkoły niezbyt pospiesznie. Szła, ponieważ miała na późniejszą godzinę, więc jej braciszek pojechał sam samochodem. Świeże powietrze pozwoliło dziewczynie odetchnąć pełną piersią i lekko otrzeźwić umysł. Powoli analizowała to co zdarzyło się w nocy. Nadal się bała. Co jeśli ci faceci stoją gdzieś po kątach patrząc teraz na nią? Czekają by się zemścić? Szła jednak nadal pewna siebie nie odwracając się za siebie. Kiedy doszła do szkoły jej kroki stały się mniej pewne. Nerwowo ścisnęła koniec swojej bluzki. Nie wiedziała za bardzo czym się stresowała. To chyba niemożliwe, żeby chodziło o tego debila? O tego debila, który mnie uratował, a potem jeszcze się martwił moją ręką. (Pogrubiony tekst to myśli dziewczyny) Z westchnieniem, ale również złością na siebie poszła do budynku i nawet przez chwilę zastanawiała się nad tym czy nie urwać się z lekcji, ale zrezygnowała z tego pomysłu również szybko jak się pojawił. Weszła do szkoły i od razu udała się pod salę, bo miała mało czasu. Nigdzie nie widziała osób, które poznała. Alice zapadła się pod ziemię i chyba nawet nie ma jej w szkole, Michał...No cóż on nawet nie chciał z nią rozmawiać, więc w sumie mu się dziwiła, a Marta...Hmmm...Ona mogła obściskiwać się po kątach z jej chłopakiem. Od razu zrobiło jej się nie dobrze i postanowiła nie myśleć o tym, a tym bardziej sobie tego nie wyobrażać. Nagle podszedł do niej ktoś o znajomej twarzy. Tylko nie on! No po prostu nie wierze. To już chyba 2 zły dzień w tym tygodniu! Uśmiechnęła się sztucznie do chłopaka i ewidentnie go nie słuchała, starała się jednak udawać, że to robi i nawiązywać kontakt wzrokowy. Sama nie wiedziała dlaczego to robi, ale rozglądała się szukając tych zielonych oczu i kpiącym uśmieszku, miała nadzieję, że ją zauważy i może spławi Konrada. Jak na złość nigdzie go nie było. 
- I nie uwierzysz!Wtedy przyznał, że lubi penisy... - jego zdanie nagle ją otrzeźwiło i momentalnie wzdrygnęła się na dość niekulturalne słowo, jednak udając, że słuchała poszła w ślady chłopaka i zaśmiała się tak sztucznie, że nie poznała swojego głosu. Konrad, jednak wydawał się być przekonany i wrócił do opowiadania jakże ciekawych historyjek. Kurwa gdzie ten dzwonek!? Proszę niech ktoś mnie uratuje i zamknie mu twarz! Być może Emilia dramatyzowała, być może była głupia odrzucając takie ciacho, ale on był kompletnym palantem. Kiedy dziewczyna drugi raz przyłapała się na tym, że szukała w tłumie Adama skarciła się, no bo to troszkę dziwne szczególnie, że ich znajomość, o ile tak można było to nazwać polegała głównie na przechwalaniu się i dogryzaniu sobie. Emilia mentalnie przybiła sobie facepalma, bo miała dość tych dziwnych myśli, a jeszcze bardziej natrętnego palanta. Dzwonek był dla niej niemalże zbawieniem, ale kiedy tylko nauczycielka stwierdziła, że zrobi niezapowiedzianą kartkówkę uśmiech zszedł z jej twarzy. Z jednej strony miała troszkę wywalone na oceny, ale z drugiej...Nie chciała zawieść braci, poza tym coś wiedziała o tym, że gdy nie ma się wykształcenia nie ma się także dobrej pracy. Skrzywiła się marszcząc brwi na samo wspomnienie o matce. Nie chciała o tym myśleć, ale jednak nie dawało jej to spokoju. Co jeśli skończy jak ona? Papier przed nią był wciąż pusty jeśli nie liczyć jej podpisu, ale jej głowa wręcz wybuchała od nadmiaru emocji. Nie wiedziała co się z nią działo. Jeszcze dotychczas samotność jej wystarczała, teraz czuła chęć wygadania wszystkiego. Poczuła, że chce mieć towarzystwo, że nie chce każdej przerwy spędzać w łazience płacząc i żyjąc w ciągłym lęku. Nagle jej długopis, który nerwowo gryzła pękł. Nie zwróciła na to większej uwagi, ale mimo wszystko odstawiła go od ust.Wierciła się na swoim krześle próbując spisać z kogoś chociaż jedno durne słowo, ale nauczyciel skutecznie porozsuwał ławki i nic nie wiedziała z tej odległości. Zaczęła po cichu rozsuwać swój plecak. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to spisze słowo w słowo z podręcznika. Niestety było za późno, bo czas na pisanie minął i jakaś seksowna blondyna z przodu z uśmiechem zaczęła zbierać kartki. 
- Co tak słabiutko? - zaszczebiotała sztucznie mrugając powiekami, które miały jakieś 5-centymetrowe rzęsy. Z wrednym uśmieszkiem wzięła jej kartkę i niby przypadkiem wywaliła się jak długa robiąc sporo zamieszania. Jakiś chłopak podbiegł do niej i pomógł jej wstać. Emilia tylko wywróciła oczami bo nie była ślepa jak większość i wiedziała, że upadek był specjalny. 
- Proszę pana, ona podłożyła mi nogę! - wskazała na Emilię oskarżycielsko palcem, a ona wytrzeszczyła oczy i spojrzała na nią w niedowierzaniu. Co ja jej zrobiłam!? To jest totalnie nie mój dzień. 
- Co!? Ja nic nie zrobiłam, potknęła się o buty. - stwierdziła przybierając niewinną minę, bo serio była czysta. Może aniołkiem nie była, ale czemu miałaby podstawiać nogę komuś kogo nie zna? Przez zazdrość? Ta lafirynda była tak sztuczna, że Emilia na pewno niczego jej nie zazdrościła. 
- Nie prawda! - krzyknęła blondi nagle przybierając oburzoną minę. To jest jakieś pierdolone przedszkole, że się tak zachowujesz?! Nie obrażaj się tak, bo żaden chłopak nie będzie cię chciał! Miała te słowa na końcu języka, ale w porę się w niego ugryzła i stwierdziła, że nie ma co się sprzeczać z wredną żmiją, która chyba próbowała zabić Emilię wzrokiem, bo patrzyła na nią jakby chciała wydłubać jej oczy co najmniej i to patyczkiem od lodów!
- Nie będziemy marnować lekcji, na przerwie z wami porozmawiam. - odparł, a Emilka stęknęła, natomiast blondi wydawała się dziwnie usatysfakcjonowana. 
--------------------------------
Maraton się skończył...Chyba to zauważyliście. Wracamy do starego planu, czyli rozdział w każdy wtorek. Obiecuję jednak, że jeśli będę miała dużo rozdziałów na zapas zrobię kolejny maraton :D Na razie jednak wena mnie troszkę opuściła, więc bądźcie cierpliwi. Obiecuję, że następny rozdział będzie dłuższy i mam jeszcze takie ważne pytanie do was. Czy chcielibyście żeby co sobotę na przykład pojawiał się na blogu One-Shot? Taki One-Shot o nikim, czyli nie fanfiction, ale z wymyślonymi postaciami. Tematy do tych miniaturek mam w pudełku, z którego będę losować. Niektóre są śmieszne, inne dziwne, zboczone, smutne...Mogą powstać ciekawe miniaturki, więc myślę, że to dobry pomysł. Co wy na to?