Wszystko stało się szybko. To była jej wina. To ona się wydarła. Mogła zostać cicho, uwierzyć temu dupkowi, ale nie! Dziewczyna zawsze robi wszystko po swojemu. Wyszła paczka napakowanych facetów. Zażądali od Adama jakiegoś towaru. Emilia nie wiedziała o co chodzi, więc trudno było jej określić tę sytuację. Wiedziała jedno: Jest źle i to przez nią. Próbowała jakoś odciągnąć Adama, uciec, postawić się! Chciała jakoś pomóc chłopakowi. Skończyło się niezbyt dobrze. Odważnie podeszła do jednego z facetów z wyciągniętym palcem.
- Ty! Czego ty w ogóle chcesz!? Mam telefon i nie zawaham się zadzwonić na policję. - zagroziła dziewczyna odważnie z palcem wymierzonym w tors faceta.
- Nie twoja sprawa panienko. - powiedział i chłodno, drwiąco się zaśmiał. Cała odwaga uleciała z nastolatki. Przerażona zastygła w miejscu wiedząc, że jeśli ci faceci jej nie zabiją to zrobi to później Dezy, jeśli się dowie, ale przecież chyba nie umrze? Co nie?
- Nie przejmujcie się nią. Ma ADHD i to dlatego, już idziemy. - gdyby Emilia nie znajdowała się w takiej sytuacji zaczęłaby się dziwić i pewnie nawet zapisałaby ten dzień w kalendarzu pod tytułem: Sarkastyczny dupek ( Adam ), który ma wylane na wszystko ma w oczach strach i niepewność. To było do niego tak niepodobne. Chwycił delikatnie dziewczynę za ramiona i już chciał odejść, jednak facet złapał Emilkę za rękę. Boleśnie wykręcając ją. Mimowolnie jęknęła.
- Puśćcie ją, ona nie ma z tym nic wspólnego. - powiedział szybko Adam bojąc się, że coś zrobią dziewczynie, ta natomiast zaczęła się trząść z strachu. Nogi miała jak z waty, a wykręcana ręka piekła od bólu.
- No właśnie Zimmermann ona nic nie ma z tym wspólnego, dlatego dasz nam łaskawie hajs, a my oddamy ci kolejną szmatkę do zabawy stoi? - mężczyzna wyglądał na rozbawionego, przeciwnie do dwóch nastolatków. Emilii nieświadomie wypłynęła łza z oka kiedy facet nazwał ją szmatką do zabawy. To nie tak, że zabolało ją to, że Adam miał inne czy coś. Chodziło o to, że to strasznie wręcz przypominało jej mamę i starą szkołę.
- Nie mam hajsu...- powiedział cicho, jakby od głośności jego głosu zależało jaki mężczyzna da wyrok.
- W takim razie szkoda trochę dziewczyny. - powiedział koleś wykrzywiając jej rękę jeszcze troszkę. Przeszywający ból jakiego doświadczyła wyrwał z jej ust kolejny jęk razem z łzami. Była pewna, że jeszcze kilka centymetrów i kość nie wytrzyma. Szarpnęła się instynktownie, ale to pogorszyło sytuację, ponieważ mężczyzna mocnej zacisnął dłoń.
- Widzisz? Adam jest tchórzem, nawet o ciebie nie walczy. - kpiący i rozbawiony szepnął jej na ucho. Jego zimny oddech przyprawił o dreszcze dziewczynę. Patrzyła w dół nie chcąc pokazywać, że to ją boli, bała się również, że jeśli spojrzy w górę zobaczy już posiniałą rękę.
- Wiesz co panienko możesz spłacić dług Adama. Wystarczy jedna noc. - mówił ohydnym głosem jeszcze troszkę wykręcając jej rękę. Ta nie wytrzymując osunęła się, ale przed upadkiem powstrzymał ją uścisk mężczyzny.
- Kurwa zostaw ją!! - dziewczyna poczuła jeszcze więcej strachu. Po chwili facet puścił ją, a ona upadła na ziemię płacząc i przyciskając rękę do swojej klatki piersiowej. Widziała jak Adam siedzi okrakiem na mężczyźnie i okłada go pięściami, ale nie miała siły na cokolwiek. Zauważając, że więcej mężczyzn zbliża się do niego szybko Adam wstał i podbiegł do dziewczyny delikatnie, ale szybko ją podnosząc. Po chwili biegł z nią i schował się za rogiem budynku. Tam póki co nic im nie groziło. Osunęli się po twardej i chropowatej ścianie domu i usiedli na ziemi ciężko oddychając w szczególności Emilia miała problem z równym oddechem, ale Adam nie zamierzał jej pomagać. Spytał jedynie czy ręka bardzo boli. I chociaż Emilka tłumaczyła sobie jedynie, że spytał o to z grzeczności usłyszała w jego głosie nutkę zmartwienia.
- Jest okey. - skłamała nie chcąc nawet patrząc na rękę, która teraz była pewnie opuchnięta.
- Pokaż. - powiedział, jednak nie brzmiało to jak rozkaz. On o to poprosił. Emilia z wahaniem pokazała mu rękę przygotowując się na dawkę bólu. Była prawie pewna, że Adam będzie chciał dotknąć jej ręki. On natomiast tylko spojrzał i pokiwał głową. Po ceglanej ścianie o którą się opierali rozlał się promień księżyca oświetlając także ich. Zimne powietrze zakłócane było jedynie ich ciepłymi oddechami.
- Czerwony kapturek nie powinien nigdy zapuszczać się w gęsty las. - zaczął, a na jego twarz znów wkradł się ten drwiący uśmieszek i szczerze mówiąc ten uśmiech podobał się dziewczynie bardziej niż poważna twarz, a oczy wypełnione strachem.
- Ale czerwony kapturek zrobił to, bo był ciekawy, poza tym miał swojego złego, dużego wilka. - odpowiedziała wycierając zdrową ręką pozostałości po łzach. Wstała nagle zdając sobie sprawę, że jej brat jest w domu i nic nie wie. Adam spojrzał na nią jakby od razu wszystko zrozumiał i również wstał nadal się uśmiechając.
- To ja już pójdę, cześć. - mruknęła cicho i zaczęła iść w swoją stronę.
- Niech czerwony kapturek w drodze do babci uważa na inne duże, złe wilki. - odpowiedział i również poszedł w swoją stronę. Nie widział dziewczyny, ale Emilka wiedziała, że Adam wie o tym, że dziewczyna się teraz rumieni i uśmiecha pod nosem. Idzie wolno, a chęć obejrzenia się za siebie jest nie do zniesienia. Jakby się czegoś bała. Obejrzała się więc i spłonęła rumieńcem kiedy dostrzegła Adama opierającego się o budynek nieco dalej od ich kryjówki, który patrzył na nią wydmuchując szary dym papierosa, którego trzyma między dwoma palcami w dłoni. Kiedy zniknęła z pola widzenia Adama zrobiło jej się jeszcze zimniej niż było. Strach powrócił dając jej wyobrażenia różnych czarnych i krwawych scenariuszy, a ręka bolała bardziej. Stres pojawił się kiedy stanęła pod domem. Jej brat być może już spał, ale co jeśli zobaczy jej rękę? Co jeśli zasypie ją pytaniami, na które nie będzie umiała odpowiedzieć? Co jeśli skłamie, a Dezy się zorientuje, że jednak coś jest nie tak? Jak najciszej weszła do domu i pokierowała się do łazienki. Wyjęła z małej szafeczki maść przeciwobrzękową (nie wiem jak to się odmienia) i posmarowała swoją siną rękę. Swoje zmęczenie poczuła dopiero wtedy kiedy spojrzała na swoje łóżko marząc o krainie morfeusza. Oczy same jej się zamykały, a nogi odmawiały posłuszeństwa. Przebrała się i wskoczyła do swojego posłania. Zatapiając w miękką poduszkę prawy policzek usnęła. Noc już nie przyniosła więcej złych niespodzianek.
17-letnia dziewczyna ma za sobą ciężką przeszłość, teraz mieszka z bratem i wreszcie wychodzi na prostą. Jej brat zapisuje ją do szkoły gdzie poznaje Adama...
wtorek, 29 marca 2016
poniedziałek, 28 marca 2016
Rozdział 9 Nocny spacer
Wróciła ze szkoły tak padnięta, że ledwo co trzymała się na nogach. Marta skutecznie wymordowała ją chodzeniem po szkole, gadaniem i po prostu wszystkim. Emilia nie zważając na nic walnęła na kanapę w salonie przymykając oczy.
- Ktoś miał ciężki dzień w szkole? - usłyszała znajomy, acz doroślejszy głos. Nie mogła w to uwierzyć. On tu już był! Poderwała się z kanapy i nagle wylądowała na ziemi potykając się o własne nogi.
- Ty lamusku mój uważaj bo se krzywdę wyrządzisz. - powiedział ze śmiechem chłopak wychodząc z kuchni. Zanim Emilia zdążyła go chociażby zobaczyć wstała i niemal na oślep rzuciła się na chłopaka.
- Boże Florian to ty!? - spytała ucieszona. Jeszcze mocniej ścisnęła brata i z jej oczu znów poleciały łzy. Zacisnęła dłonie na jego koszulce wdychając jego perfumy. Jej humor już się poprawił i była w stanie nawet skoczyć z kanapy drąc się I Belive I Can Fly i machać rękoma, a potem lądując na ziemi boleśnie, ale nadal się śmiejąc z własnej głupoty. Florian był dla niej ciepły i dawał jej poczucie domu i bezpieczeństwa.
- Tak to ja Florianek Bananek. - powiedział śmiejąc jej się do ucha. Po ciele dziewczyny przechodziła co parę sekund fala ciepłych, czułych i przyjemnych prądów.
- Urosłaś trochę lamusku. - szepnął jej do ucha i tym razem to ona zachichotała. Odsunęła się od niego nadal jednak zostawiając ręce na jego karku i popatrzyła na niego uważnie chcąc zapamiętać każdy szczegół.
- A ty schudłeś...Troszkę. - przyznała i widząc foch Floriana wybuchnęła śmiechem. Nadal płakała ze szczęścia.
- No wiesz co!? Chodź lepiej lamusku do kuchni, bo... - zaczął, jednak nie skończył, ponieważ Emilka mu przerwała.
- Bo zrobiłeś coś przepysznego typu spagethi? - spytała, a jej oczy aż błysnęły.
- Bo kupiłem pizzę po drodze, ale jeśli chcesz spagethi to możesz sobie zrobić. Ja też chętnie zjem. - powiedział w drodze do kuchni z uśmiechem przylepionym do twarzy.
- Jeszcze czego. - burknęła idąc posłusznie za bratem i szczerząc się do samej siebie. Dom był teraz przepełniony śmiechem i słowami dwójki.
- Ktoś się za mną stęsknił!? - usłyszeli krzyk i trzask drzwi. Oboje się zaśmiali i bardzo szybko ukryli pod stołem. Na szczęście stół miał ceratę, która była tak długa, że praktycznie nie było ich widać. Zielonooki ze zdziwieniem pokierował się do salonu. Jego siostra kończyła lekcje godzinę wcześniej, a Florian miał tu już być od dwóch godzin, więc czemu ten dom jest pusty? Pokierował się do kuchni i wtedy miał dowód na to, że jego rodzeństwo jednak tu buszowało, bo na stole leżały trzy kawałki pizzy.
- Serio tak mało mi zostawiliście? - mruknął pod nosem Dezy zdając sobie sprawę z tego, że mówi do siebie. Nagle coś dotknęło jego kostki u nogi. Krzyknął szybko się odsuwając i natrafiając na blat.
- Ty idioto nawet nie zauważyłeś, że jesteśmy pod stołem! - śmiał sie Florek wychodząc spod mebla, a zaraz po nim Emilia, która miała łzy w oczach tym razem nie ze smutku, nie ze szczęścia, ale ze śmiechu.
- Ej ja się wcale nie bałem okey!? - powiedział Dezy podbierając się rękami o biodra.
- I wcale nie krzyknąłeś ze strachu jak te dziewczyny z horrorów. - zakpiła dziewczyna przybijając z starszym Skowronem piątkę.
- Ej to był męski okrzyk bojowy! - zaprotestował Dezy próbując się jakoś bronić.
- Jeśli to miał być okrzyk bojowy to możesz pomarzyć o tym żeby powalczyć. Twojemu wrogowi zrobiłoby się albo głupio, że walczy z kimś takim, albo nie zwróciłby na ciebie nawet najmniejszej uwagi biorąc się za kogoś kto na prawdę jest godzien ich walki. - powiedział Florian tak poważnie jakby właśnie mówił o jakimś planie napadnięcia na bank.
- Nie zapominaj, że jestem ninją. - czułek nie chciał odpuścić, ale chyba nie miał wyjścia.
- Ninją? I co niby robisz? Rzucasz shurikenami? Jak na moje oko to opychasz się tylko kanapkami i pizzą. - zakpił Florek, a Dezy musiał przyznać mu pieprzoną rację.
- Widzisz bracie, czasami lepiej jest odpuścić na początku niż jeszcze bardziej się pogrążać. - dodał Florek poklepując swojego młodszego brata, który wyglądał jak zbity pies, po ramieniu, Emilia natomiast nadal się śmiała. Po skończonej pizzy chłopaki byli strasznie zmęczeni w przeciwieństwie do ich siostry, która podjęła już decyzję. Była już noc, ale to ją nie obchodziło. Po prostu przykryła swoich braci kocem i zarzucając czerwoną bluzę z kapturem wyszła na zewnątrz. Księżyc oświetlał jej wąski chodnik, a gwiazdy sprawiały, że się tak nie bała. Powietrze było rześkie i drażniło jej nos. Szła szybkim krokiem uśmiechając się do siebie pod nosem.
- Co czerwony kapturek robi sam w nocy? - znów ten głos. Emilia ze strachem obróciła się i dostrzegła jego. Ubrany był w jeansy i czarną kurtkę.
- Unika złego wilka? - odpowiedziała pytająco dziewczyna, a chłopak parsknął.
- A co jeśli duży, zły wilk wcale nie chce zjeść czerwonego kapturka i jego babci? - ta metaforyczna zabawa podobała się obojgu. Emilka jakoś się już nie bała, nie miała czego, w końcu Adam to Adam. Chyba jej nie skrzywdzi?
- Huh? W takim razie czego duży, zły wilk chce? - spytała nawet nie zauważając, że Adam idzie obok niej tym samym tempem.
- Być może duży, zły wilk chce ochronić czerwonego kapturka przed innymi dużymi, złymi wilkami? Być może czerwony kapturek nie jest zwykłą kolacją, ale kimś kogo duży, zły wilk chce? - odpowiedział patrząc się przed siebie znów uśmiechając drwiąco.
- Twierdzisz, że czerwony kapturek podoba się złemu, dużemu wilkowi? - odbiła piłeczkę zadowolona z siebie.
- Być może. Czerwony kapturek jest wszystkim czego, zły, duży wilk potrzebuje. - powiedział ze zmrużonymi oczami. Emilia po raz pierwszy nie wściekała się w jego towarzystwie. Mogła nawet przyznać, że jest dla niej miły.
- Myślisz, że serce złego, dużego wilka pokocha czerwonego kapturka? - dziewczyna nie zdając sobie sprawy z rumieńców na policzkach spogląda w swoje buty, ale kątem oka widzi tego chłopaka. Adama. Nie rozgryzionego orzecha. Kiedy Emilia ma już jakiś punkt zaczepienia Adam robi coś co burzy jej teorię. Może gdyby wiedziała trochę o jego życiu zrozumiałaby.
- To zależy tylko od złego, dużego wilka. - odpowiedział obdarzając ją tym swoim dupkowatym uśmiechem, którego dziewczyna tak nienawidziła, bo wiedziała, że to nie jest prawdziwy uśmiech i wiedziała, że chłopak otacza się murem i nie chce nikogo wpuszczać.
- Właściwie to czemu ze mną rozmawiasz? Czemu cały czas się do mnie przyczepiasz? - spytała, bo nurtowało ją to. On wzruszył ramionami jak gdyby nigdy nic i przyśpieszył.
- Ej o coś zapytałam! - krzyknęła podbiegając do niego. Miała dość tych jego wymijających odpowiedzi czy milczenia.
- Zamknij się. - wycedził przez zęby łapiąc ją za ramię.
- Co!? Nie odpowiadasz na pytania i karzesz mi się zamknąć!? Jesteś dupkiem! - krzyknęła dziewczyna ignorując Adama, który próbował ją uciszyć.
- Ciii! Nie jesteśmy tutaj sami. Wracaj do domu. - powiedział chłodnym, rozkazującym tonem. W nastolatce z niewiadomego powodu wyzwolił się bunt. Może chciała mu zrobić na złość?
- Nie będziesz mi mówił co mam robić i zapewniam cię, że nic mi nie będzie, jeśli spotkamy paru ludzie wiesz!? - powiedziała już nieco ciszej. W jej serce wstąpił ogromny niepokój. Nie wiedziała czy chłopak mówi poważnie czy nie.
------------------------
Hey hey hey :D Uwielbiam was!! Komów coraz więcej, a o wyświetleniach nie wspomnę hahah :D Bardzo dziękuję Victorii Black za życzenia. Cóż wypadałoby też złożyć wam jakieś, ale nie umiem tego robić hehe...Powiem po prostu mokrego śmigusa-dyngusa ( Ja mam całe włosy mokre i muszę je suszyć, tak samo z ubraniami -_- )... Do następnego rozdziału!! (zajrzyjcie w zakładkę zapytaj bohatera/autora)
- No wiesz co!? Chodź lepiej lamusku do kuchni, bo... - zaczął, jednak nie skończył, ponieważ Emilka mu przerwała.
- Bo zrobiłeś coś przepysznego typu spagethi? - spytała, a jej oczy aż błysnęły.
- Bo kupiłem pizzę po drodze, ale jeśli chcesz spagethi to możesz sobie zrobić. Ja też chętnie zjem. - powiedział w drodze do kuchni z uśmiechem przylepionym do twarzy.
- Jeszcze czego. - burknęła idąc posłusznie za bratem i szczerząc się do samej siebie. Dom był teraz przepełniony śmiechem i słowami dwójki.
- Ktoś się za mną stęsknił!? - usłyszeli krzyk i trzask drzwi. Oboje się zaśmiali i bardzo szybko ukryli pod stołem. Na szczęście stół miał ceratę, która była tak długa, że praktycznie nie było ich widać. Zielonooki ze zdziwieniem pokierował się do salonu. Jego siostra kończyła lekcje godzinę wcześniej, a Florian miał tu już być od dwóch godzin, więc czemu ten dom jest pusty? Pokierował się do kuchni i wtedy miał dowód na to, że jego rodzeństwo jednak tu buszowało, bo na stole leżały trzy kawałki pizzy.
- Serio tak mało mi zostawiliście? - mruknął pod nosem Dezy zdając sobie sprawę z tego, że mówi do siebie. Nagle coś dotknęło jego kostki u nogi. Krzyknął szybko się odsuwając i natrafiając na blat.
- Ty idioto nawet nie zauważyłeś, że jesteśmy pod stołem! - śmiał sie Florek wychodząc spod mebla, a zaraz po nim Emilia, która miała łzy w oczach tym razem nie ze smutku, nie ze szczęścia, ale ze śmiechu.
- Ej ja się wcale nie bałem okey!? - powiedział Dezy podbierając się rękami o biodra.
- I wcale nie krzyknąłeś ze strachu jak te dziewczyny z horrorów. - zakpiła dziewczyna przybijając z starszym Skowronem piątkę.
- Ej to był męski okrzyk bojowy! - zaprotestował Dezy próbując się jakoś bronić.
- Jeśli to miał być okrzyk bojowy to możesz pomarzyć o tym żeby powalczyć. Twojemu wrogowi zrobiłoby się albo głupio, że walczy z kimś takim, albo nie zwróciłby na ciebie nawet najmniejszej uwagi biorąc się za kogoś kto na prawdę jest godzien ich walki. - powiedział Florian tak poważnie jakby właśnie mówił o jakimś planie napadnięcia na bank.
- Nie zapominaj, że jestem ninją. - czułek nie chciał odpuścić, ale chyba nie miał wyjścia.
- Ninją? I co niby robisz? Rzucasz shurikenami? Jak na moje oko to opychasz się tylko kanapkami i pizzą. - zakpił Florek, a Dezy musiał przyznać mu pieprzoną rację.
- Widzisz bracie, czasami lepiej jest odpuścić na początku niż jeszcze bardziej się pogrążać. - dodał Florek poklepując swojego młodszego brata, który wyglądał jak zbity pies, po ramieniu, Emilia natomiast nadal się śmiała. Po skończonej pizzy chłopaki byli strasznie zmęczeni w przeciwieństwie do ich siostry, która podjęła już decyzję. Była już noc, ale to ją nie obchodziło. Po prostu przykryła swoich braci kocem i zarzucając czerwoną bluzę z kapturem wyszła na zewnątrz. Księżyc oświetlał jej wąski chodnik, a gwiazdy sprawiały, że się tak nie bała. Powietrze było rześkie i drażniło jej nos. Szła szybkim krokiem uśmiechając się do siebie pod nosem.
- Co czerwony kapturek robi sam w nocy? - znów ten głos. Emilia ze strachem obróciła się i dostrzegła jego. Ubrany był w jeansy i czarną kurtkę.
- Unika złego wilka? - odpowiedziała pytająco dziewczyna, a chłopak parsknął.
- A co jeśli duży, zły wilk wcale nie chce zjeść czerwonego kapturka i jego babci? - ta metaforyczna zabawa podobała się obojgu. Emilka jakoś się już nie bała, nie miała czego, w końcu Adam to Adam. Chyba jej nie skrzywdzi?
- Huh? W takim razie czego duży, zły wilk chce? - spytała nawet nie zauważając, że Adam idzie obok niej tym samym tempem.
- Być może duży, zły wilk chce ochronić czerwonego kapturka przed innymi dużymi, złymi wilkami? Być może czerwony kapturek nie jest zwykłą kolacją, ale kimś kogo duży, zły wilk chce? - odpowiedział patrząc się przed siebie znów uśmiechając drwiąco.
- Twierdzisz, że czerwony kapturek podoba się złemu, dużemu wilkowi? - odbiła piłeczkę zadowolona z siebie.
- Być może. Czerwony kapturek jest wszystkim czego, zły, duży wilk potrzebuje. - powiedział ze zmrużonymi oczami. Emilia po raz pierwszy nie wściekała się w jego towarzystwie. Mogła nawet przyznać, że jest dla niej miły.
- Myślisz, że serce złego, dużego wilka pokocha czerwonego kapturka? - dziewczyna nie zdając sobie sprawy z rumieńców na policzkach spogląda w swoje buty, ale kątem oka widzi tego chłopaka. Adama. Nie rozgryzionego orzecha. Kiedy Emilia ma już jakiś punkt zaczepienia Adam robi coś co burzy jej teorię. Może gdyby wiedziała trochę o jego życiu zrozumiałaby.
- To zależy tylko od złego, dużego wilka. - odpowiedział obdarzając ją tym swoim dupkowatym uśmiechem, którego dziewczyna tak nienawidziła, bo wiedziała, że to nie jest prawdziwy uśmiech i wiedziała, że chłopak otacza się murem i nie chce nikogo wpuszczać.
- Właściwie to czemu ze mną rozmawiasz? Czemu cały czas się do mnie przyczepiasz? - spytała, bo nurtowało ją to. On wzruszył ramionami jak gdyby nigdy nic i przyśpieszył.
- Ej o coś zapytałam! - krzyknęła podbiegając do niego. Miała dość tych jego wymijających odpowiedzi czy milczenia.
- Zamknij się. - wycedził przez zęby łapiąc ją za ramię.
- Co!? Nie odpowiadasz na pytania i karzesz mi się zamknąć!? Jesteś dupkiem! - krzyknęła dziewczyna ignorując Adama, który próbował ją uciszyć.
- Ciii! Nie jesteśmy tutaj sami. Wracaj do domu. - powiedział chłodnym, rozkazującym tonem. W nastolatce z niewiadomego powodu wyzwolił się bunt. Może chciała mu zrobić na złość?
- Nie będziesz mi mówił co mam robić i zapewniam cię, że nic mi nie będzie, jeśli spotkamy paru ludzie wiesz!? - powiedziała już nieco ciszej. W jej serce wstąpił ogromny niepokój. Nie wiedziała czy chłopak mówi poważnie czy nie.
------------------------
Hey hey hey :D Uwielbiam was!! Komów coraz więcej, a o wyświetleniach nie wspomnę hahah :D Bardzo dziękuję Victorii Black za życzenia. Cóż wypadałoby też złożyć wam jakieś, ale nie umiem tego robić hehe...Powiem po prostu mokrego śmigusa-dyngusa ( Ja mam całe włosy mokre i muszę je suszyć, tak samo z ubraniami -_- )... Do następnego rozdziału!! (zajrzyjcie w zakładkę zapytaj bohatera/autora)
piątek, 25 marca 2016
Rozdział 8 Nawiązywanie znajomości...
Na szczęście Konrad dał sobie widocznie spokój co ucieszyło Emilkę. Nie zamierzała kolejnej przerwy spędzić na słuchaniu o bzdetach, jednak nie miała też ochoty trafić "przypadkiem" na Adama. Przysiadła się więc do jakiejś dziewczyny.
- Cześć. - powiedziała Emilia wyszczerzając się. Dziewczyna mająca kruczoczarne włosy do ramion mocno wycieniowane nie zwróciła na nią uwagi. Uczniowie przechodzili, a Emilia siedziała milcząc obok nieznajomej, która najwidoczniej w świecie albo ją olała, albo słuchała jakiejś bardzo głośnej muzyki z słuchawek, które na sobie miała. Szatynka skrzywiła się na widok licznych grupek osób śmiejących się. Przyzwyczaiła się już do bycia samotnej, no bo kto interesowałby się jakąś postacią skuloną w kącie i to wcale nie jest tak, że nikt jej nie współczuł czy nie próbował pomóc, ale Emilia widząc tylko tą litość w oczach zagradzała się murem. Teraz jednak jest inaczej. Nikt tu nie wie o tym czyją jest córką. Nikt jej nie wyśmieje, że jest gorsza w łóżku od swojej rodzicielki, nikt nie będzie jej się brzydził, wytykał palcem, czy podstawiał nogę i to cieszyło dziewczynę. Wstała od czarnowłosej dziewczyny i podeszła do chłopaka, który miał chyba na imię Michał o ile pamiętała. Chodziła z nim na kilka zajęć, więc w sumie czemu nie!? Każdy myśli, że Emilia jest zamknięta w sobie, że boi się zaufać, ale to nie prawda, tak było tylko w tamtej szkole, tutaj nie musi się obawiać. To chyba oczywiste, że nie będzie od razu ufać wszystkim bezgranicznie, ale dobrze jest zapoznać kilka osób jakby coś. Chłopak miał niebieskie oczy, loki ciemnego, prawie brązowego blondu i mocno zarysowaną szczękę. Emilia zauważyła również, że każdego dnia pojawia się w różnego rodzaju szalikach co jej się spodobało, bo lubiła osoby, które mają coś swojego, jakieś swoje dziwactwo. Uśmiechnęła się do niego przyjaźnie, a on to odwzajemnił.
- Nowa? - spytał nadal mając ciepły uśmiech na twarzy.
- Taa...A tak konkretniej to Emilia, a ty to Michał o ile mnie pamięć mnie nie zawodzi. - powiedziała i wyciągnęła rękę, ten natychmiast ją uścisnął. Kilka osób spojrzało na nich dziwnie co nie umknęło uwadze dziewczyny, jednak nie zwróciła na to większej uwagi.
- Nie zawodzi. - przyznał i nagle temat do rozmów się ulotnił. Zrobiło się pomiędzy nimi zimno, ale Michał nie zdawał się tym przejmować tak samo jak nie próbował chociaż troszeczkę podtrzymać rozmowę chociażby o tym jaką kawę pije. Zawieranie znajomości nagle stało się cięższe dla dziewczyny niż zwykle, ale co się dziwić w starej szkole nie musiała zawierać znajomości, bo każdy ją znał z wiadomego zawodu mamy.
- Lubisz szaliki? - zadała pytanie chociaż bardziej stwierdziła fakt. Ręce skrzyżowała na klatce piersiowej, bo nagle nie wiedziała co z nimi zrobić. Chłopak nie zdawał się bardzo zainteresowany rozmową. Rzadko z kimś rozmawiał, więc się po prostu do tego nie nadawał.
- Tak. - odparł. Emilka od razu stwierdziła, że Michał jest łatwiejszy do rozgryzienia niż Adam. Odpowiada krótko i konkretnie. Czemu ona myśli w takiej chwili o tamtym dupku!?
- Miło było cię poznać, muszę spadać, bo chcę jeszcze z kimś porozmawiać. - skłamała zdając sobie sprawę z tego, że Michał chyba nie jest chętny do potowarzyszenia jej. Jak nie on to ktoś inny. Nagle wpadła na kogoś i jak zwykle miała takie szczęście, że rozlała sok, która niosła jakaś ruda dziewczyna.
- O boże przepraszam. - powiedziała szybko Emilka krzywiąc się na widok poplamionej sukienki w kwiaty. Ruda dziewczyna spojrzała na nią nienawistnie.
- Wiesz co!? To była sukienka z najnowszej kolekcji! Och... - powiedziała dziewczyna. Miała zielone oczy, rude, długie włosy i słodką okrągłą buzię. Była piękna jak kobieta, ale równocześnie słodka jak mała dziewczynka.
- Mogę zapłacić! - powiedziała szybko spanikowana dziewczyna.
- Nie...Wiesz co? Mam pomysł. Oczywiście jeśli ci pasuje możemy pójść na małe zakupy i pomożesz mi doradzić kupna sukienki na wesele mojego kuzyna, bo mój chłopak na pytanie która lepsza umie tylko odpowiedzieć nie wiem. - powiedziała, a złość w oczach znikła w ułamku sekundy. Zastąpił ją cichy chichot. Emilia odwzajemniła śmiech i z chęcią zgodziła się na zakupy.
- W takim razie daj mi komórkę moja droga. - szatynka wykonała polecenie i po chwili w kontaktach w telefonie miała jeden numer więcej.
- Mogę wiedzieć jak masz na imię? - spytała rudowłosa wymijając ją i pewnym krokiem idąc przez korytarz. Emilia lekko zaskoczona szybko dogoniła dziewczynę w myślach gratulując sobie znajomości.
- Emilia. - odpowiedziała krótko dostosowując tempo do szybko idących nóg na przerażających szpilkach.
- Niezłe imię. Ja jestem Marta. - powiedziała wyszczerzając się do samej siebie i dalej szła swoim pewnym krokiem. Emilka zaczęła się dziwić jak można w ogóle ustać na takim czymś.
- Gdzie idziemy? - spytała Emilia. Rozmowa może i była drętwa, ale znały się od kilku minut, więc sekretne informacje byłyby trochę nie na miejscu.
- Do mojego chłopaka. Jestem z nim dopiero od tygodnia, ale już go nienawidzę. Chociaż lepszy on niż mój były, który był jakąś porażką. - powiedziała i w jej głosie nawet nie było słychać rozpaczy na temat jego byłego. Mówiła to tak obojętnym tonem jakby jej były nie był pierwszym jej byłym co w sumie mogło być prawdą. Z takim wyglądem Marta mogłaby mieć każdego. Może chce mieć każdego i zmienia chłopaków jak pary butów, albo rękawiczek?
- Mogę wiedzieć dlaczego? - zagadnęła szatynka z uśmiechem.
- Możesz. Nie chciał ze mną uprawiać seksu. Na prawdę nie rozumiem dlaczego. Bał się jakiegokolwiek kontaktu dlatego zaczęłam go śledzić i miał po prostu inną. Szkoda, że nie widziałaś jak próbował się tłumaczyć. - powiedziała ze śmiechem, ale twarz Emilki nieco pobladła. Nie lubiła mówić o intymnych sprawach.
- A ty miałaś jakiegoś chłopaka? - spytała na luzie rudowłosa troszkę zwalniając.
- Nie. - odparła szybko Emilia. Chłopaka swojej byłej przyjaciółki nie mogła nazwać chłopakiem, bardziej jakimś gównem i debilem nie wartym nikogo. Marta się natychmiast zatrzymała i spojrzała na szatynkę przyglądając jej się jakby próbowała coś wyczytać.
- Boże dziewczyno, w którym ty wieku żyjesz?! Tylko mi nie mów, że jesteś jeszcze dziewicą. - zaśmiała się znów powracając do stawiania kroków.
- Nie jestem. - odpowiedziała z bólem. Mrugała szybko próbując pozbyć się łez cisnących się jej do oczu. Przypomniało jej się co działo się w jej dawnym domu...Próbowała zapomnieć, ale wiedziała, że to będzie do niej wracać...Za każdym razem wraca.
- To dobrze. O! Sebastian rusz tą dupę i chodź tutaj! - zamachała Marta do jakiegoś chłopaka. Był wysoki, szczupły. Miał lśniący uśmiech i dobrze opaloną cerę, a na jego twarzy nie było widać ani jednego pryszcza czy jakiejkolwiek innej skazy.
- Cześć kochanie. - jego ton wcale się Emilii nie spodobał. Był chłodny i jej zdaniem odpychający, ale trzeba było przyznać, że był cholernie seksowny i nawet Emilii przez chwilkę przez głowę przeleciały czarne myśli. Chłopak pocałował dziewczyną w usta i wcale nie było to muśnięcie warg. To był brutalny, intymny pocałunek. Emilia zarumieniona odwróciła wzrok starając się nie myśleć o tym, że właśnie jej znajoma wymienia ślinę z jakimś seksownym kolesiem, który wygląda na chłodnego dupka. Nagle kątem oka dostrzegła Adama i mogła niemal usłyszeć jego głośny śmiech na widok jej miny, mimo to, że był prawie na drugim końcu korytarza.
czwartek, 24 marca 2016
Rozdział 7 Jeden z tych gorszych dni (no nie do końca).
Uwaga zmieniam narratora (mam nadzieję, że nie będzie to wam przeszkadzać)
To ewidentnie nie był dzień Emilii. Wiedziała o tym kiedy tylko otworzyła oczy. Nie miała ochoty na nic, a jej humor był dzisiaj zerowy. Zmusiła się jednak do wstania. Wystawiła nogi za łóżko i podniosła się ledwo utrzymując równowagę. Głowa ją bolała, to w sumie mało powiedziane. Tępy ból pulsujący w okolicy skroni nie dawał jej trzeźwo myśleć. Podeszła do szafy i wyjęła pierwsze lepsze ubrania. Z kompletem poszła do łazienki. Kiedy przechodziła przez próg pomieszczenia potknęła się uderzając mocno w dużego palca. Syknęła cicho. Miała kolejne potwierdzenie na to, że ten dzień będzie do niczego. Mruknęła leniwie pod prysznicem wyprostowując się. Musiała spać jakoś dziwnie, bo całe plecy ją bolały. Po szybkim umyciu się wyszła z kabiny, wytarła się dokładnie i ubrała.
- To chyba jeden z tych najgorszych dni w moim życiu. - szepnęła patrząc na swoje odbicie w lustrze. Wyglądała jak trup. Nic dziwnego, nie wyspała się. Przez całą noc męczył ją koszmar. Gdy wyszła z pomieszczenia minęła się z bratem, który nawet nie spojrzał na nią. Nic dziwnego. On też wyglądał jak trup, ale on nawet nie próbował zasnąć, wręcz przeciwnie. Próbował nie zasnąć. Wszystko po to by zmontować jeden głupi odcinek, który i tak nie ma sensu. Dziewczyna poszła do kuchni, ale zrezygnowała z jedzenia kiedy tylko zobaczyła pustą lodówkę. Był niby jakiś jogurt i jakieś jedno jajko, ale na samą myśl o jedzeniu robiło jej się nie dobrze. I tak musiała poczekać na brata, więc usiadła na kanapie i włączyła telewizor. Patrzyła tępo w ekran myśląc nad tym jak bardzo ten dzień będzie do dupy. Promienie słońca zazwyczaj wpadające do tego pomieszczenia dzisiaj nie przyszły. Schowały się za chmurami dając im kontrolę.
- To co jedziemy? - spytał po paru minutach Dezy magicznie pojawiając się obok niej.
- Jasne. - odparła bez przekonania i wstała z kanapy. Nawet jeśli rodzeństwo nie miało najlepszych humorów to i tak robiła dobrą minę i udawało, że jest w porządku. Emilia pocieszała się tylko tym, że Florek przyjedzie po szkole. Ta myśl poprawiała jej samopoczucie. Milczała. Dezy również. To było dziwne. Zazwyczaj kłócili się o jakąś bezsensowną głupotę tylko po to, by nie pozwolić zapaść ciszy. Przynajmniej tak było kiedyś, kiedy jeszcze mieszkali u mamy. Teraz są doroślejsi, bardziej doświadczeni. Jeden, marny rok, a tyle zmienił. Może nie utrzymywali rozmowy w samochodzie, ale za to wymieniali się kontaktem wzrokowym i słali sobie uśmieszki. Tyle im wystarczało. Dojechali na miejsce. Emilia szukała Ali, ale nigdzie jej nie było. Dopiero kolega z jej klasy powiedział, że pojechała na zawody z gimnastyki. Nastolatka była nieco zaskoczona. Nie wiedziała, a nawet nie pomyślała o tym, że poznana niedawno dziewczyna może być w jakiś sposób utalentowana. Konrad chyba pomyślał, że bez jej koleżanki przy boku czuje się trochę samotnie, więc cały czas zaszczycał ją swoim towarzystwem. Emilia na prawdę miała dość. Konrad był po prostu głupi i prawie w ogóle się nie zamykał. Robił wszystko, żeby podtrzymać rozmowę, ale jak przyszło co do czego to nawet nie dopuścił dziewczyny do słowa co ją irytowało. Miała dość słuchania o tym jak pięknie jest w Londynie i jaką dużą rodzinę ma chłopak. Miał on jasne oczy, był wysoki, szczupły, szczękę miał nieco kwadratową i krótko przycięte włosy. Ciacho, które chce się mieć tylko dla siebie co? Nie dla Emilii. Korzystając z chwili nieuwagi Konrada poszła w zupełnie innym kierunku i przysiadła na ławce.
- Ten idiota jest irytujący co? - spytał z kpiną znajomy jej głos. Na prawdę zmęczona tym wszystkim wywróciła oczami i spojrzała na Adama, który w sumie miał rację. Dziewczyna jednak nie chciała dać mu tak szybko za wygraną.
- Dokładnie tak samo jak ty. - odbiła piłeczkę, jednak chłopak zdawał się nie być ani trochę urażony czy zdziwiony jej słowami.
- Wiem, że tak nie myślisz. - powiedział z drwiącym uśmieszkiem przyklejonym doryja buzi.
- Z tego co wiem ludzie nie czytają w myślach. Idź sobie. - powiedziała po prostu siląc się na wkurzony ton co nie było trudne, bo dziewczyna w rzeczy samej wychodziła już z siebie. Nie wiedziała dlaczego tak bardzo chłopak ją wkurzał, ale już sam sposób jego bycia w jakiś sposób ją drażnił.
- Nie masz prawa wyganiać mnie, tym bardziej, że to nie twoja szkoła. - odparł siadając na ławce. Założył kostkę u nogi na kolano drugiej i swoimi plecami oparł się o ścianę. Dłonie włożył do kieszeni spodni. I nawet tą głupią wyluzowaną postawą chłopak ją wnerwiał. Emilia nie mogła tego znieść. Może dlatego, bo stwierdziła iż tylko dupki tak sie zachowuję i są oni po prostu idiotami, którzy nic nie wiedzą o życiu. To właśnie chyba najbardziej to ją tak denerwowało, ale jednak coś w nim było. Była taka iskra, która ciekawiła dziewczynę. Siedząc obok niego czuła się źle. Wiedziała, że gdyby jej brat to zobaczył nie byłby zadowolony.
- Śledziłeś mnie? - spytała z wyrzutem zdając sobie sprawę z tego, że Adam wiedział o Konradzie. Myślała, że zobaczy na jego twarzy wyraz typu: O Fuck! Przejrzała mnie! Jednak nie widziała u niego żadnej zmiany. Nadal się uśmiechał drwiąco.
- Może. - przyznał i nawet się nie zawahał. Ta jego szczerość była bezczelna przynajmniej dla niej.
- Niby po co? - spytała ignorując swoją złość i zwracając uwagę tylko na swoją ciekawość.
- A skąd pytanie, że mógłbym to robić po "coś"? - spytał nie udzielając jej jednogłośnej odpowiedzi. W tej krótkiej wymianie zdań dziewczyna już wiedziała, że chłopak nie jest tym, który daje normalne odpowiedzi takie jak "Tak" i "Nie". On odpowiadał wymijająco dodatkowo jeszcze dając więcej opcji odpowiedzi, a tylko jedna z nich była prawdziwa.
- Nie możesz mi po prostu odpowiedzieć na pytanie!? - spytała zirytowana faktem, że nie może nic z niego wyciągnąć.
- Mogę, ale jeśli nie chcę to nie muszę. - ta odpowiedź również nie cieszyła dziewczyny.
- Pieprz się! - powiedziała wstając z ławki.
- Pieprzmy się razem. - dziewczyna nie zwróciła wcześniej uwagi na swoją wypowiedź, która była dwuznaczna i teraz Adam wykorzystał to przeciwko niej. Dziewczyna momentalnie się zarumieniła. Próbowała sobie wmówić, że było to ze złości, ale zarumieniła się również ze wstydu, a jednocześnie podekscytowania co było co najmniej dziwne. Zanim zdążyła się oddalić słyszała jeszcze śmiech pełen kpiny, ale i zadowolenia. Kurde o co może mu chodzić?! Chyba nie jest jakimś gwałcicielem co nie? Śledzenie dziewczyn i mówienie do niej bezpośrednio o pieprzeniu się jeszcze niczego nie oznacza prawda? Zabrzmiał dzwonek i Emilia szczerze jeszcze nigdy nie odczuła takiej ulgi na zaczęcie się lekcji...
-----------------
Ja się pytam jak wy tak szybko piszecie komy!? Niedługo mi rozdziałów zapasowych zabraknie i będę musiała pisać na szybko hahah :D No cóż bardzo dziękuję za komentarze, tak w ogóle zapraszam w zakładkę zapytaj bohatera/autora, tam jest również umieszczona taka ważna sprawa na końcu. To tyle, tym razem czekam na 7 komentarzy, nie martwcie się, nie będę wiecznie podwyższać liczby komów, po prostu bardzo szybko je nabijacie hahahah XD Powiedzcie czy taka perspektywa wam pasuje, jeśli nie to następne rozdziały będę pisać już perspektywą Emilii.
To ewidentnie nie był dzień Emilii. Wiedziała o tym kiedy tylko otworzyła oczy. Nie miała ochoty na nic, a jej humor był dzisiaj zerowy. Zmusiła się jednak do wstania. Wystawiła nogi za łóżko i podniosła się ledwo utrzymując równowagę. Głowa ją bolała, to w sumie mało powiedziane. Tępy ból pulsujący w okolicy skroni nie dawał jej trzeźwo myśleć. Podeszła do szafy i wyjęła pierwsze lepsze ubrania. Z kompletem poszła do łazienki. Kiedy przechodziła przez próg pomieszczenia potknęła się uderzając mocno w dużego palca. Syknęła cicho. Miała kolejne potwierdzenie na to, że ten dzień będzie do niczego. Mruknęła leniwie pod prysznicem wyprostowując się. Musiała spać jakoś dziwnie, bo całe plecy ją bolały. Po szybkim umyciu się wyszła z kabiny, wytarła się dokładnie i ubrała.
- To chyba jeden z tych najgorszych dni w moim życiu. - szepnęła patrząc na swoje odbicie w lustrze. Wyglądała jak trup. Nic dziwnego, nie wyspała się. Przez całą noc męczył ją koszmar. Gdy wyszła z pomieszczenia minęła się z bratem, który nawet nie spojrzał na nią. Nic dziwnego. On też wyglądał jak trup, ale on nawet nie próbował zasnąć, wręcz przeciwnie. Próbował nie zasnąć. Wszystko po to by zmontować jeden głupi odcinek, który i tak nie ma sensu. Dziewczyna poszła do kuchni, ale zrezygnowała z jedzenia kiedy tylko zobaczyła pustą lodówkę. Był niby jakiś jogurt i jakieś jedno jajko, ale na samą myśl o jedzeniu robiło jej się nie dobrze. I tak musiała poczekać na brata, więc usiadła na kanapie i włączyła telewizor. Patrzyła tępo w ekran myśląc nad tym jak bardzo ten dzień będzie do dupy. Promienie słońca zazwyczaj wpadające do tego pomieszczenia dzisiaj nie przyszły. Schowały się za chmurami dając im kontrolę.
- To co jedziemy? - spytał po paru minutach Dezy magicznie pojawiając się obok niej.
- Jasne. - odparła bez przekonania i wstała z kanapy. Nawet jeśli rodzeństwo nie miało najlepszych humorów to i tak robiła dobrą minę i udawało, że jest w porządku. Emilia pocieszała się tylko tym, że Florek przyjedzie po szkole. Ta myśl poprawiała jej samopoczucie. Milczała. Dezy również. To było dziwne. Zazwyczaj kłócili się o jakąś bezsensowną głupotę tylko po to, by nie pozwolić zapaść ciszy. Przynajmniej tak było kiedyś, kiedy jeszcze mieszkali u mamy. Teraz są doroślejsi, bardziej doświadczeni. Jeden, marny rok, a tyle zmienił. Może nie utrzymywali rozmowy w samochodzie, ale za to wymieniali się kontaktem wzrokowym i słali sobie uśmieszki. Tyle im wystarczało. Dojechali na miejsce. Emilia szukała Ali, ale nigdzie jej nie było. Dopiero kolega z jej klasy powiedział, że pojechała na zawody z gimnastyki. Nastolatka była nieco zaskoczona. Nie wiedziała, a nawet nie pomyślała o tym, że poznana niedawno dziewczyna może być w jakiś sposób utalentowana. Konrad chyba pomyślał, że bez jej koleżanki przy boku czuje się trochę samotnie, więc cały czas zaszczycał ją swoim towarzystwem. Emilia na prawdę miała dość. Konrad był po prostu głupi i prawie w ogóle się nie zamykał. Robił wszystko, żeby podtrzymać rozmowę, ale jak przyszło co do czego to nawet nie dopuścił dziewczyny do słowa co ją irytowało. Miała dość słuchania o tym jak pięknie jest w Londynie i jaką dużą rodzinę ma chłopak. Miał on jasne oczy, był wysoki, szczupły, szczękę miał nieco kwadratową i krótko przycięte włosy. Ciacho, które chce się mieć tylko dla siebie co? Nie dla Emilii. Korzystając z chwili nieuwagi Konrada poszła w zupełnie innym kierunku i przysiadła na ławce.
- Ten idiota jest irytujący co? - spytał z kpiną znajomy jej głos. Na prawdę zmęczona tym wszystkim wywróciła oczami i spojrzała na Adama, który w sumie miał rację. Dziewczyna jednak nie chciała dać mu tak szybko za wygraną.
- Dokładnie tak samo jak ty. - odbiła piłeczkę, jednak chłopak zdawał się nie być ani trochę urażony czy zdziwiony jej słowami.
- Wiem, że tak nie myślisz. - powiedział z drwiącym uśmieszkiem przyklejonym do
- Z tego co wiem ludzie nie czytają w myślach. Idź sobie. - powiedziała po prostu siląc się na wkurzony ton co nie było trudne, bo dziewczyna w rzeczy samej wychodziła już z siebie. Nie wiedziała dlaczego tak bardzo chłopak ją wkurzał, ale już sam sposób jego bycia w jakiś sposób ją drażnił.
- Nie masz prawa wyganiać mnie, tym bardziej, że to nie twoja szkoła. - odparł siadając na ławce. Założył kostkę u nogi na kolano drugiej i swoimi plecami oparł się o ścianę. Dłonie włożył do kieszeni spodni. I nawet tą głupią wyluzowaną postawą chłopak ją wnerwiał. Emilia nie mogła tego znieść. Może dlatego, bo stwierdziła iż tylko dupki tak sie zachowuję i są oni po prostu idiotami, którzy nic nie wiedzą o życiu. To właśnie chyba najbardziej to ją tak denerwowało, ale jednak coś w nim było. Była taka iskra, która ciekawiła dziewczynę. Siedząc obok niego czuła się źle. Wiedziała, że gdyby jej brat to zobaczył nie byłby zadowolony.
- Śledziłeś mnie? - spytała z wyrzutem zdając sobie sprawę z tego, że Adam wiedział o Konradzie. Myślała, że zobaczy na jego twarzy wyraz typu: O Fuck! Przejrzała mnie! Jednak nie widziała u niego żadnej zmiany. Nadal się uśmiechał drwiąco.
- Może. - przyznał i nawet się nie zawahał. Ta jego szczerość była bezczelna przynajmniej dla niej.
- Niby po co? - spytała ignorując swoją złość i zwracając uwagę tylko na swoją ciekawość.
- A skąd pytanie, że mógłbym to robić po "coś"? - spytał nie udzielając jej jednogłośnej odpowiedzi. W tej krótkiej wymianie zdań dziewczyna już wiedziała, że chłopak nie jest tym, który daje normalne odpowiedzi takie jak "Tak" i "Nie". On odpowiadał wymijająco dodatkowo jeszcze dając więcej opcji odpowiedzi, a tylko jedna z nich była prawdziwa.
- Nie możesz mi po prostu odpowiedzieć na pytanie!? - spytała zirytowana faktem, że nie może nic z niego wyciągnąć.
- Mogę, ale jeśli nie chcę to nie muszę. - ta odpowiedź również nie cieszyła dziewczyny.
- Pieprz się! - powiedziała wstając z ławki.
- Pieprzmy się razem. - dziewczyna nie zwróciła wcześniej uwagi na swoją wypowiedź, która była dwuznaczna i teraz Adam wykorzystał to przeciwko niej. Dziewczyna momentalnie się zarumieniła. Próbowała sobie wmówić, że było to ze złości, ale zarumieniła się również ze wstydu, a jednocześnie podekscytowania co było co najmniej dziwne. Zanim zdążyła się oddalić słyszała jeszcze śmiech pełen kpiny, ale i zadowolenia. Kurde o co może mu chodzić?! Chyba nie jest jakimś gwałcicielem co nie? Śledzenie dziewczyn i mówienie do niej bezpośrednio o pieprzeniu się jeszcze niczego nie oznacza prawda? Zabrzmiał dzwonek i Emilia szczerze jeszcze nigdy nie odczuła takiej ulgi na zaczęcie się lekcji...
-----------------
Ja się pytam jak wy tak szybko piszecie komy!? Niedługo mi rozdziałów zapasowych zabraknie i będę musiała pisać na szybko hahah :D No cóż bardzo dziękuję za komentarze, tak w ogóle zapraszam w zakładkę zapytaj bohatera/autora, tam jest również umieszczona taka ważna sprawa na końcu. To tyle, tym razem czekam na 7 komentarzy, nie martwcie się, nie będę wiecznie podwyższać liczby komów, po prostu bardzo szybko je nabijacie hahahah XD Powiedzcie czy taka perspektywa wam pasuje, jeśli nie to następne rozdziały będę pisać już perspektywą Emilii.
środa, 23 marca 2016
Rozdział 6
Dezy szedł szybko. Ja wlekłam się parę metrów dalej od niego. Nie chciałam widzieć jego spojrzenia. Wiedziałam, że go zawiodłam. Zamiast jednak czuć poczucie winy ja zastanawiałam się nad tym czy oni na prawdę byli przyjaciółmi. Czy to nie dziwne, że teraz się nienawidzą? Ciekawość zżerała mnie od środka zmuszając mnie do zdobycia informacji na ten temat.
- Dezy? - powiedziałam niepewnie. Chłopak albo mnie nie usłyszał, albo zignorował. To drugie było bardziej prawdopodobne. Smutno patrzyłam w tył głowy mojego brata. Był spięty. Być może utrudniam mu życie...I w tej oto chwili poczułam jak bardzo okłamałam mojego brata, który co do Adama pewnie ma rację. On jest strasznie wnerwiający i jeszcze specjalnie wysłał SMS'a do Dezego.
- Dezy! - krzyknęłam. Widziałam jak jego ramiona lekko drgnęły na moje słowo, ale nie odwrócił się. Szedł dalej w stronę domu. Dogoniłam mu i stanęłam na przeciw niego. On ominął mnie. Ja powtórzyłam mój ruch.
- Dezy przepraszam. Ja... Ja nie wiem czemu zgodziłam się na tą kawę od niego. - Dezy popatrzył na mnie. Był trochę rozczarowany, ale bardziej widać było u niego zmartwienie. Spojrzał na mnie i westchnął.
- Powinienem iść z tobą. - powiedział i zaczął iść dalej.
- Ale nie możesz cały czas mnie pilnować tylko dlatego, bo jakiś Adam se jest w tym mieście. - odparłam pewna siebie.
- Mogę. - powiedział. Jego ton mnie przygasił. Był stanowczy i nie znoszący sprzeciwu, ale ja to ja i będę drążyć temat do póki go nie wygram.
- Nie możesz. Mam już 17 lat! Adam nic mi nie zrobi, jestem tego pewna. Będę na niego uważać i się pilnować. - mówiłam.
- Ty chyba nie wiesz do czego on jest zdolny. W tej kawiarence myślałaś. że nic się nie stanie, że panujesz nad sytuacją, a on cię wystawił. Wysłał do mnie SMS' a. Cytuję "Twoja siostra to niezła dupa." - miał rację, ale i tak mnie nie upilnuje. Jestem jak woda, która zdoła się wydostać z zamkniętego pokoju szparą pod drzwiami. Milczałam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Czy zaprzeczyć, czy przyznać mu rację. Z jednej strony miał rację, ale z drugiej nie. Ja też zachowałam się głupio. Mogłam się domyślić. Jestem na siebie bardzo zła, ale jakoś nie żałuję, że poznałam Adama. Być może jego uśmiech był nieco zdradliwy, oczy błąkały się po tych częściach ciała gdzie nie powinny, a teksty były wprost bezczelne, ale czuję, że to tylko przykrywka. Jestem głupia! Jak to może być przykrywka? On po prostu taki jest i tyle. Przyśpieszyłam kroku kiedy ujrzałam dom i jak gdyby nigdy nic wesoła do niego wbiegłam, chociaż w tej chwili wesoła to ja nie byłam ani trochę. Zatrzymałam się w przedpokoju, zdjęłam buty i kurtkę, po czym poszłam do salonu i upadłam na kanapę. Potrzebowałam przemyśleć kilka spraw, ale nie zdążyłam tego zrobić, bo mój braciszek chamsko usiadł obok zmuszając tym samym do tego bym zmieniła pozycję na siedzącą. Westchnęłam zdenerwowana i wstałam. Poszłam do swojego pokoju trzaskając drzwiami. Czym ja właściwie tak bardzo się zdenerwowałam!? Może to przez Adama? Ten parszywiec napisał SMS do mojego brata, który zadowolony z tego nie był. W ogóle o co chodzi? Czy Dezy kiedyś przyjaźnił sie z Adamem? Adam się zmienił? Jaki był wcześniej? Co się stało, że sie zmienił? Od urodzenia byłam ciekawska i będę nadal. Nie lubię się też poddawać. Cóż...Muszę poznać Adama. On nie jest taki na jakiego wygląda. Ja to wiem! Poza tym od mojego brata nigdy się nie dowiem co się stało. On jest niezwykle uparty, a ja jestem jak zawsze w gorącej wodzie kąpana i często panikuję. Dobra...Nie ma się czym denerwować. Dowiem się. Wstałam i wzięłam ubranie z szafy. Wyszłam z pokoju i poszłam do łazienki. W korytarzu słyszałam odgłos telewizji. Pewnie Dezy coś oglądał. Wchodząc do łazienki zamknęłam drzwi na zamek. Zaczęłam nalewać wody do wanny i czekałam aż sie napełni. Kiedy wody było już prawie wystarczająco zdjęłam ubranie. Zakręciłam wodę i swoją stopą zmąciłam jej kryształową powierzchnię. Zanurzyłam swoje ciało i oparłam się o wannę prawie leżąc. Woda była tak ciepła że piekła moje rany na nadgarstku. Szczypało jak cholera ale ból wcale nie przeszkadzał mi w rozmyślaniach. Jaki jest Adam na prawde? Co się stało że się zmienił i jakim cudem mój brat kiedyś się z nim przyjaźnił? I jeszcze dlaczego mnie to tak bardzo ciekawi?
- Dezy? - powiedziałam niepewnie. Chłopak albo mnie nie usłyszał, albo zignorował. To drugie było bardziej prawdopodobne. Smutno patrzyłam w tył głowy mojego brata. Był spięty. Być może utrudniam mu życie...I w tej oto chwili poczułam jak bardzo okłamałam mojego brata, który co do Adama pewnie ma rację. On jest strasznie wnerwiający i jeszcze specjalnie wysłał SMS'a do Dezego.
- Dezy! - krzyknęłam. Widziałam jak jego ramiona lekko drgnęły na moje słowo, ale nie odwrócił się. Szedł dalej w stronę domu. Dogoniłam mu i stanęłam na przeciw niego. On ominął mnie. Ja powtórzyłam mój ruch.
- Dezy przepraszam. Ja... Ja nie wiem czemu zgodziłam się na tą kawę od niego. - Dezy popatrzył na mnie. Był trochę rozczarowany, ale bardziej widać było u niego zmartwienie. Spojrzał na mnie i westchnął.
- Powinienem iść z tobą. - powiedział i zaczął iść dalej.
- Ale nie możesz cały czas mnie pilnować tylko dlatego, bo jakiś Adam se jest w tym mieście. - odparłam pewna siebie.
- Mogę. - powiedział. Jego ton mnie przygasił. Był stanowczy i nie znoszący sprzeciwu, ale ja to ja i będę drążyć temat do póki go nie wygram.
- Nie możesz. Mam już 17 lat! Adam nic mi nie zrobi, jestem tego pewna. Będę na niego uważać i się pilnować. - mówiłam.
- Ty chyba nie wiesz do czego on jest zdolny. W tej kawiarence myślałaś. że nic się nie stanie, że panujesz nad sytuacją, a on cię wystawił. Wysłał do mnie SMS' a. Cytuję "Twoja siostra to niezła dupa." - miał rację, ale i tak mnie nie upilnuje. Jestem jak woda, która zdoła się wydostać z zamkniętego pokoju szparą pod drzwiami. Milczałam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Czy zaprzeczyć, czy przyznać mu rację. Z jednej strony miał rację, ale z drugiej nie. Ja też zachowałam się głupio. Mogłam się domyślić. Jestem na siebie bardzo zła, ale jakoś nie żałuję, że poznałam Adama. Być może jego uśmiech był nieco zdradliwy, oczy błąkały się po tych częściach ciała gdzie nie powinny, a teksty były wprost bezczelne, ale czuję, że to tylko przykrywka. Jestem głupia! Jak to może być przykrywka? On po prostu taki jest i tyle. Przyśpieszyłam kroku kiedy ujrzałam dom i jak gdyby nigdy nic wesoła do niego wbiegłam, chociaż w tej chwili wesoła to ja nie byłam ani trochę. Zatrzymałam się w przedpokoju, zdjęłam buty i kurtkę, po czym poszłam do salonu i upadłam na kanapę. Potrzebowałam przemyśleć kilka spraw, ale nie zdążyłam tego zrobić, bo mój braciszek chamsko usiadł obok zmuszając tym samym do tego bym zmieniła pozycję na siedzącą. Westchnęłam zdenerwowana i wstałam. Poszłam do swojego pokoju trzaskając drzwiami. Czym ja właściwie tak bardzo się zdenerwowałam!? Może to przez Adama? Ten parszywiec napisał SMS do mojego brata, który zadowolony z tego nie był. W ogóle o co chodzi? Czy Dezy kiedyś przyjaźnił sie z Adamem? Adam się zmienił? Jaki był wcześniej? Co się stało, że sie zmienił? Od urodzenia byłam ciekawska i będę nadal. Nie lubię się też poddawać. Cóż...Muszę poznać Adama. On nie jest taki na jakiego wygląda. Ja to wiem! Poza tym od mojego brata nigdy się nie dowiem co się stało. On jest niezwykle uparty, a ja jestem jak zawsze w gorącej wodzie kąpana i często panikuję. Dobra...Nie ma się czym denerwować. Dowiem się. Wstałam i wzięłam ubranie z szafy. Wyszłam z pokoju i poszłam do łazienki. W korytarzu słyszałam odgłos telewizji. Pewnie Dezy coś oglądał. Wchodząc do łazienki zamknęłam drzwi na zamek. Zaczęłam nalewać wody do wanny i czekałam aż sie napełni. Kiedy wody było już prawie wystarczająco zdjęłam ubranie. Zakręciłam wodę i swoją stopą zmąciłam jej kryształową powierzchnię. Zanurzyłam swoje ciało i oparłam się o wannę prawie leżąc. Woda była tak ciepła że piekła moje rany na nadgarstku. Szczypało jak cholera ale ból wcale nie przeszkadzał mi w rozmyślaniach. Jaki jest Adam na prawde? Co się stało że się zmienił i jakim cudem mój brat kiedyś się z nim przyjaźnił? I jeszcze dlaczego mnie to tak bardzo ciekawi?
- Emilia ile jeszcze będziesz tam siedzieć? - usłyszałam głos mojego brata. Jego ton był spokojny ale i oschły. Będę musiała go przeprosić bo po części to moja wina.
- Zaraz wychodzę. - odpowiedziałam i po chwili dało sie usłyszeć jego kroki w korytarzu. Podpierając się rękami wstałam i wyszłam z wanny. Wzięłam ręcznik z wieszaka i dokładnie się wytarłam omijając rany na nadgarstku które stały się strasznie czerwone. Ubrana wyszłam z pomieszczenia. Pokierowałam sie do swojego pokoju. Idąc korytarzem usłyszałam dźwięk zamykających drzwi. Dezy wszedł do łazienki... Usiadłam na krześle i zaczęłam rozmyślać nad formą przeprosin. Nie chcę również mojemu bratu niczego obiecywać dlatego muszę być ostrożna w tym co mówię. Moje rozmyślania przerwał odgłos otwieranych drzwi. Nie był on dźwiękiem bardzo głośnym czy też drażniącym uszy ale tak przyzwyczaiłam się do ciszy że troszkę się wystraszyłam. Odwróciłam głowę w stronę drzwi i ujrzałam w nich Dezego. Patrzył na mnie niepewnie opierając się do ścianę .
- Chciałeś coś? - spytałam niemal obojętnie. Miałam go przeprosić ale on do mnie przyszedł i myśle że nie był to błahy powód typu kolacja gotowa.
- Zobaczyć co u ciebie. - może i umiesz kłamać ale przed kimś kogo tego uczyłeś nie ukryjesz... Były takie sytuacje że Dezy pomagał mi w ukryciu prawdy przed kimś ale były to mało ważne powody typu rozbiłam ulubiony wazon mamy lub coś w tym stylu.
- Ależ ty szczery. - zakpiłam i odwróciłam się w stronę biurka. Wyjęłam zeszyt i ołówek po czym zaczęłam coś bazgrać.
- Misia no weeź. Wiesz że sie o ciebie martwię i to dlatego. - powiedział i usiadł obok na krześle. Ręką przysunął mnie do siebie i przytulił. Miałam go przeprosić a zachowuje się jak zimna suka. Ja to udana jestem.
- Wiem ale nie możesz mi wszystkiego zabraniać i pilnować na każdym kroku. - powiedziałam walcząc o swoje.
- Ty serio tak to widzisz? Ja tylko zabraniam ci Adama niczego więcej. - zaśmiał się i wyszedł. Chyba ma racje. Chroni mnie tylko przed jego znajomym co nie znaczy że wszystkiego mi zabrania i mnie pilnuje. Zbyt to wyolbrzymiam ale cóż jestem zwykłą zbuntowaną nastolatką. Uśmiechnęłam się do siebie obracając ołówek w ręku. Popatrzyłam na zeszyt. Może by naszkicować coś lub kogoś? Lubię rysować i malować, ale nie wychodzi mi to zbytnio. To jest takie jakby zajęcie, żeby zabić czas, lub sposób na nudę.
-------------------
Kolejny rozdział już jest :D No cóż było 5 komów, to teraz podwyższamy poprzeczkę, 6 komów i next :)
-------------------
Kolejny rozdział już jest :D No cóż było 5 komów, to teraz podwyższamy poprzeczkę, 6 komów i next :)
wtorek, 22 marca 2016
Rozdział 5 ...Musiałam zrobić po swojemu!
Wreszcie w domu!! Ugh...To był męczący dzień i to bardzo. Dezy wróci dopiero za godzinę. Współczuję mu, że ma jeszcze jedną lekcję. Podwinęłam rękaw bluzy. Rany się prawie zagoiły, ale nadal mam ochotę by się pociąć za to, że byłam taka głupia i zrujnowałam sobie życie, ale dałam słowo Dezemu! On naprawił moje życie, a ja nie chcę go psuć kolejny raz. Usiadłam na miękkim materiale kanapy i włączyłam telewizję. Przełączałam po kolei i nic ciekawego nie leciało, w końcu zostawiłam na jakiś wiadomościach. Byłam tak przymulona, że nawet nie chciało mi sie palcem ruszyć. Ta kanapa była tak wygodna!
- Misia jestem! - krzyknął mój braciszek, a ja się uśmiechnęłam pod nosem. Może się nie będę tak nudzić przynajmniej...Nadal interesuje mnie ten szkolny bad boy czy jak mu tam. Z tego co pamiętam miał na imię Adam, a nazwisko to jakieś chińskie było.
- Salon! - krzyknęłam i przewróciłam sie na drugi bok.
- A ty co se śpisz! - powiedział i zaczął mnie gilgotać. No ja pierdole co oni mają z tymi gilgotkami!? I Flo i Dezy odkąd tylko pamiętam kochali mnie torturować łaskotkami.
- Stój! - krzyknęłam poważnie i jakby ze strachem. Mój brat nieco zdezorientowany przestał mnie łaskotać. Wykorzystałam jego chwilowe zawieszenie i szybko wstałam z łóżka. Już miałam pobiec, ale on nagle złapał mnie w talii.
- A ty gdzie się wybierasz!? - spytał wydzierając mi sie do ucha.
- Weź mnie kuźwa już puść to nie śmieszne! - burknęłam. Serio byłam już zirytowana. Fajnie jest się pośmiać, ale bez przesady no!
- Dobra dobra...Misia się fochnęła i teraz nikt nie może jej dotykać prawda? - powiedział do mnie, a ja pokiwałam głową. Jak on mnie dobrze zna. Usiadłam na kanapie, a Dezydery obok mnie przytulając mnie do siebie. I właśnie za to kocham mojego brata. Nie wstydzi się pokazywać swoich uczuć.
- W ogóle mam dobrą wiadomość. - zapowiedział Dezy, a ja zaczęłam się zastanawiać o co chodzi. Zabierze mnie na lody (bez skojarzeń)?
- Jaką? - spytałam z zaciekawieniem patrząc na niego. Może wreszcie znalazł sobie laskę!
- Jutro odwiedzi nas Florian. - powiedział, a ja ucieszona mocniej wtuliłam się w brata. Zajebiście! Tak dawno nie widziałam Florka. On na pewno wyrósł i będzie to widać. Och jestem tak bardzo ciekawa. Mocno za nim tęskniłam. Ciekawe czy gdzieś pracuje, czy ma dziewczynę, jak tam z tą jego ekipą? Jak ta ekipa się nazywała? To było coś w stylu teterefe chyba...
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. - powiedziałam ciągle tuląc sie do Dezego. Musiałam jakoś odreagować tą radość i postanowiłam się przejść.
- Mam iść z tobą? - spytał Dezydery pijąc sok pomarańczowy.
- Nie... Jak coś to będę dzwonić. - powiedziałam. Mój jakże kochany braciszek potargał mi włosy i poszedł do siebie. Dzięki za zniszczenie mi fryzury! Było chłodno, więc ubrałam się ciepło i wyszłam na zewnątrz. Wiatr powiewał delikatnie, ale był bardzo zimny. Szłam coraz szybciej, by zrobiło mi się chociaż troszeczkę cieplej. Zaśmiałam się z własnej głupoty kiedy potknęłam się o nierówną kostkę. Ja po prostu robienie z siebie idiotki mam we krwi. Ja wam mówię, że po tygodniu każda osoba będzie mnie znać z potykania sie. Już widzę te twarze i te palce wskazujące w moją stronę. Usta przechodniów będą mówić: "O patrz to ta łamaga co sie ciągle potyka". O czym ja myślę!? Kolejny raz zaśmiałam się z własnej głupoty. To pewnie przez Dezego. Widocznie jego choroba psychiczna jest zaraźliwa. Dobra koniec tych głupich myśli! Uśmiechnięta szłam przed siebie nie zwracając uwagi na dziwnie patrzących się przechodniów. No co?! Nie można se podskakiwać w rytm ulubionej muzyki, która gra mi w słuchawkach? Zamknęłam oczy na dłuższą chwilę oddając się muzyce co było błędem. Zderzyłam się z kimś i upadłam na twardy chodnik.
- Ktoś tu nie umie chodzić. - zaśmiała sie osoba, na którą wlazłam. Miała szyderczy i kpiący głos. Spojrzałam w górę i dostrzegłam chłopaka ze szkoły. Adama. Strach wypełnił moje serce, ale mimo tego zarumieniłam sie.
- Ktoś tu nie umie wymijać! - warknęłam. Niech nie myśli, że jestem słabą, bezbronną dziewczynką.
- Uważaj, bo zaraz nie będziesz mogła wstać z tego chodnika. - zadrwił podając mi rękę. Zignorowałam jego dłoń i sama wstałam. Troszkę się go bałam, ale przecież jesteśmy w miejscu publicznym no i w razie czego zadzwonię do Dezego. Zakazał mi sie do niego zbliżać, ale przecież nie jestem jakąś 10 latką. Poradzę sobie.
- Damski bokser? - spytałam przygryzając wargę. Chyba nie powinnam była tego robić. To tylko zachęca facetów.
- Nie, a ty co? Męska bokserka? - zirytował mnie, ale postanowiłam zachować spokój.
- Nie. Przemoc kompletnie mi sie nie podoba, ale wiesz jak mus to mus. - powiedziałam zaczepnie. Strach jakoś ze mnie uleciał.
- Nie podskakuj, bo nawet mi do szyi nie sięgasz. - kurde miał racje! Ja jestem niska, a on ma tak z 1 metr i 90....Musiałam bardzo zadzierać głowę, by widzieć jego twarz. Muszę przyznać, że jest przystojny....Ech... Szkoda, że jego głupota przewyższa jego wygląd.
- Nie bój się. W domu mam dwumetrowe obcasy jak te laseczki z twojej klasy. Niech zgadne z iloma się przespałeś? - chciałam mu jak najbardziej pojechać i wkurzyć. Jestem debilką i wiem, że przez swój niewyparzony język będę mieć kłopoty. Jego szczęka zacisnęła sie mocniej tak samo jak dłonie.
- Wiem! Spałeś ze wszystkimi prawda? A może w twojej klasie są jeszcze jakieś mądre lasencje, które nie są dziwkami? - boże Emilia co w ciebie wstąpiło!? Po jego postawie było widać, że się wkurzył. Na mojej buzi powstał tryumf, ale w sercu zagościł strach. Już wiem, że będę z nim mieć na pieńku, a podobno to łamacz serc i bad boy...W co ja sie pakuje!?
- Ty niedługo też będziesz taką laską. Zobaczysz...Ale chce znać twoje imię przed tym jak wylądujesz u mnie w łóżku. - tym razem stało sie na odwrót. To ja się wpieniłam, a on tryumfował.
- Emilia...Emilia Skowron. - powiedziałam. W jego oczach dostrzegłam lekkie zdziwienie, a potem cwaniacki uśmieszek. Ciekawe o co chodzi. On coś kombinował.
- Zapraszam cię na kawę. - powiedział. Tylko o to mu chodziło? Hmmm...Zgodziłam sie. Czemu by nie? Idąc do kawiarenki obmyślałam plan ucieczki tak w razie czego. Z drżącym sercem weszłam do kawiarenki, do której mnie zaprowadził. Usiadłam na przeciwko niego i spojrzałam prosto w jego oczy. Na chwilkę w nich utonęłam, ale potem szybko odwróciłam wzrok zdając sobie sprawę z tego, że on również na mnie patrzy. Zamówił dwie kawy, po czym wyjął komórkę i zaczął coś pisać. Po dwóch sekundach komórka znów znalazła sie w jego kieszeni. Ciekawe co i do kogo napisał.
- Może podałabyś mi swój numer? - spytał zadziornie, a ja odpowiedziałam mu kręcąc głową.
- Jaka niedostępna. - zaśmiał się drwiąco. On serio mi działa na nerwy.
- Bardziej niezainteresowana! - odpowiedziałam mu patrząc na wystrój lokalu. Ciepłe, stonowane kolory i piękne obrazy. Chyba będę przychodzić tu częściej.
- Czyżby? Przed chwilą patrzyłaś na mnie jakbyś chciała mnie zjeść. - ugh...Popatrzyłam na niego nieco wkurzona.
- A może patrzyłam sie na ciebie tak jakbym chciała ci przywalić co?! O tym nie pomyślałeś. - stwierdziłam. Dziewczyny górą!
- Emilia. - serce mi stanęło w miejscu, a oczy zamroziły się patrząc w jeden punkt. Rozdziawiłam nieco buzię z strachu. Zagryzłam wargę i odwróciłam sie. Stał tam mój brat. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak wściekłego, zmartwionego i zawiedzionego jednocześnie. Spojrzałam morderczo na Adama. To do niego napisał SMS'a! Wszystko ukartował! Ja pierdole!
- Emilia idziemy do domu. - powiedział stanowczo Dezydery, aż przeszedł mnie dreszcz. Wstałam i popatrzyłam na mojego brata, ale szybko odwróciłam wzrok nie mogąc znieść jego karcącego spojrzenia.
- Tatuś się znalazł. Przecież Emilka jest prawie dorosła. Nie masz podejścia do dzieci. - zaśmiał się Adam. Boże niech on zamknie mordę!
- A może ty masz co!? - odwarknął Dezy i powoli szedł w stronę wyjścia.
- Nie rozumiem cię! Kiedyś byliśmy przyjaciółmi, a ty mnie nagle porzuciłeś. Niech Emilia dowie sie jaki jesteś! Jesteś tchórzem i zdradziłeś przyjaciela. - co!? Oni przyjaciółmi!? Co sie stało, że nagle się kłócą.
- Nie! To nie było przeze mnie i ty dobrze o tym wiesz! Zmieniłeś sie, a ja nie chciałem być taki jak ty. - Dezydery patrzył na niego zawzięcie. Bałam się. Bałam się, że Dezy coś zrobi, że uderzy Adama.
- Dezy chodźmy już. - powiedziałam cichutko. Jestem idiotką! Wiedziałam, że Adam to zły pomysł, ale ja oczywiście musiałam zrobić po swojemu!
------------------------------
Jest Adam! Teraz taka mała informacja :D Jak wiecie są święta i mam, a raczej będę mieć krótką przerwę od szkoły, więc podczas tej przerwy dodam rozdziałów tyle ile będziecie chcieć. Wystarczy, że pod tym rozdziałem pojawi się 5 komentarzy od pięciu innych osób i dodaję, ale od razu mówię, że 2 rozdziałów tego samego dnia nie opublikuję, bo bym się nie wyrobiła. To tyle :D
- Misia jestem! - krzyknął mój braciszek, a ja się uśmiechnęłam pod nosem. Może się nie będę tak nudzić przynajmniej...Nadal interesuje mnie ten szkolny bad boy czy jak mu tam. Z tego co pamiętam miał na imię Adam, a nazwisko to jakieś chińskie było.
- Salon! - krzyknęłam i przewróciłam sie na drugi bok.
- A ty co se śpisz! - powiedział i zaczął mnie gilgotać. No ja pierdole co oni mają z tymi gilgotkami!? I Flo i Dezy odkąd tylko pamiętam kochali mnie torturować łaskotkami.
- Stój! - krzyknęłam poważnie i jakby ze strachem. Mój brat nieco zdezorientowany przestał mnie łaskotać. Wykorzystałam jego chwilowe zawieszenie i szybko wstałam z łóżka. Już miałam pobiec, ale on nagle złapał mnie w talii.
- A ty gdzie się wybierasz!? - spytał wydzierając mi sie do ucha.
- Weź mnie kuźwa już puść to nie śmieszne! - burknęłam. Serio byłam już zirytowana. Fajnie jest się pośmiać, ale bez przesady no!
- Dobra dobra...Misia się fochnęła i teraz nikt nie może jej dotykać prawda? - powiedział do mnie, a ja pokiwałam głową. Jak on mnie dobrze zna. Usiadłam na kanapie, a Dezydery obok mnie przytulając mnie do siebie. I właśnie za to kocham mojego brata. Nie wstydzi się pokazywać swoich uczuć.
- W ogóle mam dobrą wiadomość. - zapowiedział Dezy, a ja zaczęłam się zastanawiać o co chodzi. Zabierze mnie na lody (bez skojarzeń)?
- Jaką? - spytałam z zaciekawieniem patrząc na niego. Może wreszcie znalazł sobie laskę!
- Jutro odwiedzi nas Florian. - powiedział, a ja ucieszona mocniej wtuliłam się w brata. Zajebiście! Tak dawno nie widziałam Florka. On na pewno wyrósł i będzie to widać. Och jestem tak bardzo ciekawa. Mocno za nim tęskniłam. Ciekawe czy gdzieś pracuje, czy ma dziewczynę, jak tam z tą jego ekipą? Jak ta ekipa się nazywała? To było coś w stylu teterefe chyba...
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. - powiedziałam ciągle tuląc sie do Dezego. Musiałam jakoś odreagować tą radość i postanowiłam się przejść.
- Mam iść z tobą? - spytał Dezydery pijąc sok pomarańczowy.
- Nie... Jak coś to będę dzwonić. - powiedziałam. Mój jakże kochany braciszek potargał mi włosy i poszedł do siebie. Dzięki za zniszczenie mi fryzury! Było chłodno, więc ubrałam się ciepło i wyszłam na zewnątrz. Wiatr powiewał delikatnie, ale był bardzo zimny. Szłam coraz szybciej, by zrobiło mi się chociaż troszeczkę cieplej. Zaśmiałam się z własnej głupoty kiedy potknęłam się o nierówną kostkę. Ja po prostu robienie z siebie idiotki mam we krwi. Ja wam mówię, że po tygodniu każda osoba będzie mnie znać z potykania sie. Już widzę te twarze i te palce wskazujące w moją stronę. Usta przechodniów będą mówić: "O patrz to ta łamaga co sie ciągle potyka". O czym ja myślę!? Kolejny raz zaśmiałam się z własnej głupoty. To pewnie przez Dezego. Widocznie jego choroba psychiczna jest zaraźliwa. Dobra koniec tych głupich myśli! Uśmiechnięta szłam przed siebie nie zwracając uwagi na dziwnie patrzących się przechodniów. No co?! Nie można se podskakiwać w rytm ulubionej muzyki, która gra mi w słuchawkach? Zamknęłam oczy na dłuższą chwilę oddając się muzyce co było błędem. Zderzyłam się z kimś i upadłam na twardy chodnik.
- Ktoś tu nie umie chodzić. - zaśmiała sie osoba, na którą wlazłam. Miała szyderczy i kpiący głos. Spojrzałam w górę i dostrzegłam chłopaka ze szkoły. Adama. Strach wypełnił moje serce, ale mimo tego zarumieniłam sie.
- Ktoś tu nie umie wymijać! - warknęłam. Niech nie myśli, że jestem słabą, bezbronną dziewczynką.
- Uważaj, bo zaraz nie będziesz mogła wstać z tego chodnika. - zadrwił podając mi rękę. Zignorowałam jego dłoń i sama wstałam. Troszkę się go bałam, ale przecież jesteśmy w miejscu publicznym no i w razie czego zadzwonię do Dezego. Zakazał mi sie do niego zbliżać, ale przecież nie jestem jakąś 10 latką. Poradzę sobie.
- Damski bokser? - spytałam przygryzając wargę. Chyba nie powinnam była tego robić. To tylko zachęca facetów.
- Nie, a ty co? Męska bokserka? - zirytował mnie, ale postanowiłam zachować spokój.
- Nie. Przemoc kompletnie mi sie nie podoba, ale wiesz jak mus to mus. - powiedziałam zaczepnie. Strach jakoś ze mnie uleciał.
- Nie podskakuj, bo nawet mi do szyi nie sięgasz. - kurde miał racje! Ja jestem niska, a on ma tak z 1 metr i 90....Musiałam bardzo zadzierać głowę, by widzieć jego twarz. Muszę przyznać, że jest przystojny....Ech... Szkoda, że jego głupota przewyższa jego wygląd.
- Nie bój się. W domu mam dwumetrowe obcasy jak te laseczki z twojej klasy. Niech zgadne z iloma się przespałeś? - chciałam mu jak najbardziej pojechać i wkurzyć. Jestem debilką i wiem, że przez swój niewyparzony język będę mieć kłopoty. Jego szczęka zacisnęła sie mocniej tak samo jak dłonie.
- Wiem! Spałeś ze wszystkimi prawda? A może w twojej klasie są jeszcze jakieś mądre lasencje, które nie są dziwkami? - boże Emilia co w ciebie wstąpiło!? Po jego postawie było widać, że się wkurzył. Na mojej buzi powstał tryumf, ale w sercu zagościł strach. Już wiem, że będę z nim mieć na pieńku, a podobno to łamacz serc i bad boy...W co ja sie pakuje!?
- Ty niedługo też będziesz taką laską. Zobaczysz...Ale chce znać twoje imię przed tym jak wylądujesz u mnie w łóżku. - tym razem stało sie na odwrót. To ja się wpieniłam, a on tryumfował.
- Emilia...Emilia Skowron. - powiedziałam. W jego oczach dostrzegłam lekkie zdziwienie, a potem cwaniacki uśmieszek. Ciekawe o co chodzi. On coś kombinował.
- Zapraszam cię na kawę. - powiedział. Tylko o to mu chodziło? Hmmm...Zgodziłam sie. Czemu by nie? Idąc do kawiarenki obmyślałam plan ucieczki tak w razie czego. Z drżącym sercem weszłam do kawiarenki, do której mnie zaprowadził. Usiadłam na przeciwko niego i spojrzałam prosto w jego oczy. Na chwilkę w nich utonęłam, ale potem szybko odwróciłam wzrok zdając sobie sprawę z tego, że on również na mnie patrzy. Zamówił dwie kawy, po czym wyjął komórkę i zaczął coś pisać. Po dwóch sekundach komórka znów znalazła sie w jego kieszeni. Ciekawe co i do kogo napisał.
- Może podałabyś mi swój numer? - spytał zadziornie, a ja odpowiedziałam mu kręcąc głową.
- Jaka niedostępna. - zaśmiał się drwiąco. On serio mi działa na nerwy.
- Bardziej niezainteresowana! - odpowiedziałam mu patrząc na wystrój lokalu. Ciepłe, stonowane kolory i piękne obrazy. Chyba będę przychodzić tu częściej.
- Czyżby? Przed chwilą patrzyłaś na mnie jakbyś chciała mnie zjeść. - ugh...Popatrzyłam na niego nieco wkurzona.
- A może patrzyłam sie na ciebie tak jakbym chciała ci przywalić co?! O tym nie pomyślałeś. - stwierdziłam. Dziewczyny górą!
- Emilia. - serce mi stanęło w miejscu, a oczy zamroziły się patrząc w jeden punkt. Rozdziawiłam nieco buzię z strachu. Zagryzłam wargę i odwróciłam sie. Stał tam mój brat. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak wściekłego, zmartwionego i zawiedzionego jednocześnie. Spojrzałam morderczo na Adama. To do niego napisał SMS'a! Wszystko ukartował! Ja pierdole!
- Emilia idziemy do domu. - powiedział stanowczo Dezydery, aż przeszedł mnie dreszcz. Wstałam i popatrzyłam na mojego brata, ale szybko odwróciłam wzrok nie mogąc znieść jego karcącego spojrzenia.
- Tatuś się znalazł. Przecież Emilka jest prawie dorosła. Nie masz podejścia do dzieci. - zaśmiał się Adam. Boże niech on zamknie mordę!
- A może ty masz co!? - odwarknął Dezy i powoli szedł w stronę wyjścia.
- Nie rozumiem cię! Kiedyś byliśmy przyjaciółmi, a ty mnie nagle porzuciłeś. Niech Emilia dowie sie jaki jesteś! Jesteś tchórzem i zdradziłeś przyjaciela. - co!? Oni przyjaciółmi!? Co sie stało, że nagle się kłócą.
- Nie! To nie było przeze mnie i ty dobrze o tym wiesz! Zmieniłeś sie, a ja nie chciałem być taki jak ty. - Dezydery patrzył na niego zawzięcie. Bałam się. Bałam się, że Dezy coś zrobi, że uderzy Adama.
- Dezy chodźmy już. - powiedziałam cichutko. Jestem idiotką! Wiedziałam, że Adam to zły pomysł, ale ja oczywiście musiałam zrobić po swojemu!
------------------------------
Jest Adam! Teraz taka mała informacja :D Jak wiecie są święta i mam, a raczej będę mieć krótką przerwę od szkoły, więc podczas tej przerwy dodam rozdziałów tyle ile będziecie chcieć. Wystarczy, że pod tym rozdziałem pojawi się 5 komentarzy od pięciu innych osób i dodaję, ale od razu mówię, że 2 rozdziałów tego samego dnia nie opublikuję, bo bym się nie wyrobiła. To tyle :D
wtorek, 15 marca 2016
Rozdział 4 Jeśli nie spróbuję to się nie dowiem...
- Dasz radę Miśka. - powiedział Dezy kiedy przekroczyliśmy próg szkoły.
- Chodź oprowadzę cię. - powiedział i pokazał mi dokładnie gdzie wszystko jest. Po drodze spotkaliśmy kilka jego ziomeczków. Jeden z nich wydawał się być bardzo miły. Był to Karol o ile się nie mylę. Natrafiliśmy również na chłopaka o zielonych oczach. Intrygował mnie. Kolana mi zmiękły, a serce zabiło mocniej.
- Kto to? - spytałam się Dezego wskazując na chłopaka stojącego przy szafkach. Popatrzył na mnie z cwaniackim uśmieszkiem. Nie wyglądał na sympatycznego, ale przez niego coś we mnie drgnęło. Nie wiem czemu, ale ciekawiła mnie jego osoba. Zagryzłam wargę i odwróciłam od niego wzrok. Nagle mój brat złapał mnie za rękę i pociągnął gdzieś. Zatrzymaliśmy się przy schodach na górne piętro szkoły. Jego mina mówiła sama za siebie. Nie był zadowolony.
- To Adam. Pod żadnym pozorem masz się do niego nie zbliżać, a jeśli on zbliży się do ciebie to uciekaj. - popatrzyłam na niego z rozbawieniem, ale mina mi zrzedła, bo mój brat był śmiertelnie poważny co było niecodziennym widokiem. Kim jest ten Adam?
- Ale dlaczego? - spytałam, lecz Dezy zignorował moje pytanie, a ja dałam sobie spokój. Zaprowadził mnie pod salę gdzie miałam pierwszą lekcję. Zadzwonił dzwonek. Pożegnałam się z nim i stałam razem z moją grupą pod klasą. Po chwili zjawiła się niska kobieta z kokiem na czubku głowy. Oczy za okularami wydawały się być surowe. Wstrzymałam powietrze i weszłam do klasy. Nauczycielka powiedziała, żebym się najpierw przedstawiła. Wszyscy usiedli i zaczęli rozmawiać, a ja stałam pod tablicą zestresowana. Co jeśli mnie nie polubią? Odrzucą? Wyśmieją?
- To, że jest lekcja was do czegoś zobowiązuje! - krzyknęła nauczycielka, aż się wzdrygnęłam. Jej głos był szorstki i bez emocji. Klasa się uciszyła i ich oczy skierowały się na mnie. Spięłam się jeszcze bardziej i zagryzłam wargę.
- Mamy nową uczennicę. - powiedziała i skinęła do mnie głową dając znak, że mogę się przedstawić. Westchnęłam i zamknęłam na chwilkę oczy by się uspokoić.
- A więc jestem Emilia Skowron, pochodzę ze Skierniewic, ale aktualnie mieszkam tutaj. - mówiłam to patrząc na ścianę, unikałam wzroku uczniów.
- Dobrze możesz usiąść. - powiedziała kobieta, a ja z uginającymi się nogami przeszłam dwa kroki.
- Usiądź ze mną! - powiedziała jakaś dziewczyna siedząca w 3 ławce. Spojrzenia wszystkich były skierowany w moją stronę. Szybko zajęłam miejsce obok brązowowłosej i wypakowałam książki.
- Hej jestem Alicja. - powiedziała cicho, by nauczycielka nie usłyszała.
- Miło mi cię poznać. - odpowiedziałam odwzajemniając ciepły uśmiech.
- Jesteś siostrą Skowrona? - spytała rumieniąc się...Czemu mówiąc o nim jej policzki pokrywały się purpurą? Czyżby coś było na rzeczy?
- Tak, jestem siostrą Dezyderego aka Masterczułka. - powiedziałam do niej.
- To musisz mieć fajnie. Jaki on jest? - wypytywała, a ja próbowałam opisać jego charakter jak najdokładniej. Widać było, że nie jest jakąś tam psychofanką Masterczułka, ale jest zainteresowana Dezym Skowronem. Ciekawa jestem co z tego będzie i to bardzo. Mój brat forever alone, ona też chyba jest wolna...Ale ja w swatkę bawić się nie będę!
- Emilio chcesz pochwalić się swoją wiedzą? - spytała zgryźliwie profesorka, a ja natychmiast się zestresowałam. Policzki zaczęły mnie piec. Nagle zadzwonił dzwonek. Z ulgą wybiegłam z klasy. Obok mnie była Alicja. To bardzo żywiołowa dziewczyna i myślę, że się polubiłyśmy.
- Chodź Emka pokażę ci gdzie co jest. - powiedziała z uśmiechem i pociągła mnie za rękę. Boże prawie się wywaliłam! Ile ona ma siły? Ona dałaby radę zrzucić Dezego z łóżka, a to serio łatwe nie jest.
- Ali brat mnie oprowadził. - powiedziałam śmiejąc się. Dziewczyna przystanęła na chwilkę, po czym pociągła mnie w stronę ławki. Usiadłyśmy na niej i Alicja dosłownie zaczęła mnie obsypywać pytaniami.
- Czemu dopiero teraz się tutaj wprowadziłaś? Gdzie są twoi rodzice? - najwięcej pytań dotyczyło tych dwóch tematów, które niesamowicie mnie bolały. Nie chciałam o tym mówić. Nie mogę pozwolić na to, by wszyscy znów mnie poniżali!
- Cześć kuzyneczko! A to kto to? - koło nas usiadł chłopak o niebieskich oczach i brązowych włosach.
- To jest Emilia Skowron. - odpowiedziała Alicja. Ja zarumieniłam się kiedy na mnie spojrzał.
- Emilia my się już widzieliśmy co nie? Widziałem cię z Dezym, jesteś jego siostrą? - spytał z uśmiechem, a ja kiwnęłam głową. Czułam się dobrze w ich towarzystwie. Byli dla mnie na prawdę bardzo mili, ale także szczerzy.
- Alicja jest zakochana w... - mówił, ale dziewczyna zatkała mu usta. Zaśmiałam się widząc mordercze spojrzenie Ali. Byli na prawdę fajnymi kuzynami. Z tego co wiem Karol aka Kerel też jest youtuberem. Jest w tym samym wieku co Dezy, ale chodzi do przeciwnej klasy. Postanowiłam o coś zapytać.
- A kim jest ten Adam? - kuzynostwo wytrzeszczyło na mnie oczy. Byli tacy podobni. W tamtej chwili poczułam się źle. Czy powiedziałam coś nie tak? Poczułam skurcz w żołądku, który towarzyszy mi zawsze gdy jestem zestresowana.
- To ty jeszcze nie wiesz!? Adam Zimmermann, szkolny bad boy! Nie zbliżaj się do niego. - wytłumaczyła Ali. Czyli mam się go bać? Ale czemu? No okey może jest wredny i w ogóle, ale bez przesady...Moje rozmyślenia przerwał dzwonek na lekcję. Na prawdę miałam już dość. Dopiero druga lekcja, a ja chcę do domu. Nie mam pojęcia co ze sobą zrobić. Czuję spięcie i zdenerwowanie. Nie wiem czy to wina zmęczenia czy czegoś innego. Głowa mnie boli i czuję się źle. Usiadłam z Ali, bo nikogo innego nie znam, a poza tym bardzo ją polubiłam i myślę, że zostaniemy przyjaciółkami. Troszkę się obawiam, że jest taka jak moja była bff, ale jeśli nie spróbuję to się nie dowiem.
- Chodź oprowadzę cię. - powiedział i pokazał mi dokładnie gdzie wszystko jest. Po drodze spotkaliśmy kilka jego ziomeczków. Jeden z nich wydawał się być bardzo miły. Był to Karol o ile się nie mylę. Natrafiliśmy również na chłopaka o zielonych oczach. Intrygował mnie. Kolana mi zmiękły, a serce zabiło mocniej.
- Kto to? - spytałam się Dezego wskazując na chłopaka stojącego przy szafkach. Popatrzył na mnie z cwaniackim uśmieszkiem. Nie wyglądał na sympatycznego, ale przez niego coś we mnie drgnęło. Nie wiem czemu, ale ciekawiła mnie jego osoba. Zagryzłam wargę i odwróciłam od niego wzrok. Nagle mój brat złapał mnie za rękę i pociągnął gdzieś. Zatrzymaliśmy się przy schodach na górne piętro szkoły. Jego mina mówiła sama za siebie. Nie był zadowolony.
- To Adam. Pod żadnym pozorem masz się do niego nie zbliżać, a jeśli on zbliży się do ciebie to uciekaj. - popatrzyłam na niego z rozbawieniem, ale mina mi zrzedła, bo mój brat był śmiertelnie poważny co było niecodziennym widokiem. Kim jest ten Adam?
- Ale dlaczego? - spytałam, lecz Dezy zignorował moje pytanie, a ja dałam sobie spokój. Zaprowadził mnie pod salę gdzie miałam pierwszą lekcję. Zadzwonił dzwonek. Pożegnałam się z nim i stałam razem z moją grupą pod klasą. Po chwili zjawiła się niska kobieta z kokiem na czubku głowy. Oczy za okularami wydawały się być surowe. Wstrzymałam powietrze i weszłam do klasy. Nauczycielka powiedziała, żebym się najpierw przedstawiła. Wszyscy usiedli i zaczęli rozmawiać, a ja stałam pod tablicą zestresowana. Co jeśli mnie nie polubią? Odrzucą? Wyśmieją?
- To, że jest lekcja was do czegoś zobowiązuje! - krzyknęła nauczycielka, aż się wzdrygnęłam. Jej głos był szorstki i bez emocji. Klasa się uciszyła i ich oczy skierowały się na mnie. Spięłam się jeszcze bardziej i zagryzłam wargę.
- Mamy nową uczennicę. - powiedziała i skinęła do mnie głową dając znak, że mogę się przedstawić. Westchnęłam i zamknęłam na chwilkę oczy by się uspokoić.
- A więc jestem Emilia Skowron, pochodzę ze Skierniewic, ale aktualnie mieszkam tutaj. - mówiłam to patrząc na ścianę, unikałam wzroku uczniów.
- Dobrze możesz usiąść. - powiedziała kobieta, a ja z uginającymi się nogami przeszłam dwa kroki.
- Usiądź ze mną! - powiedziała jakaś dziewczyna siedząca w 3 ławce. Spojrzenia wszystkich były skierowany w moją stronę. Szybko zajęłam miejsce obok brązowowłosej i wypakowałam książki.
- Hej jestem Alicja. - powiedziała cicho, by nauczycielka nie usłyszała.
- Miło mi cię poznać. - odpowiedziałam odwzajemniając ciepły uśmiech.
- Jesteś siostrą Skowrona? - spytała rumieniąc się...Czemu mówiąc o nim jej policzki pokrywały się purpurą? Czyżby coś było na rzeczy?
- Tak, jestem siostrą Dezyderego aka Masterczułka. - powiedziałam do niej.
- To musisz mieć fajnie. Jaki on jest? - wypytywała, a ja próbowałam opisać jego charakter jak najdokładniej. Widać było, że nie jest jakąś tam psychofanką Masterczułka, ale jest zainteresowana Dezym Skowronem. Ciekawa jestem co z tego będzie i to bardzo. Mój brat forever alone, ona też chyba jest wolna...Ale ja w swatkę bawić się nie będę!
- Emilio chcesz pochwalić się swoją wiedzą? - spytała zgryźliwie profesorka, a ja natychmiast się zestresowałam. Policzki zaczęły mnie piec. Nagle zadzwonił dzwonek. Z ulgą wybiegłam z klasy. Obok mnie była Alicja. To bardzo żywiołowa dziewczyna i myślę, że się polubiłyśmy.
- Chodź Emka pokażę ci gdzie co jest. - powiedziała z uśmiechem i pociągła mnie za rękę. Boże prawie się wywaliłam! Ile ona ma siły? Ona dałaby radę zrzucić Dezego z łóżka, a to serio łatwe nie jest.
- Ali brat mnie oprowadził. - powiedziałam śmiejąc się. Dziewczyna przystanęła na chwilkę, po czym pociągła mnie w stronę ławki. Usiadłyśmy na niej i Alicja dosłownie zaczęła mnie obsypywać pytaniami.
- Czemu dopiero teraz się tutaj wprowadziłaś? Gdzie są twoi rodzice? - najwięcej pytań dotyczyło tych dwóch tematów, które niesamowicie mnie bolały. Nie chciałam o tym mówić. Nie mogę pozwolić na to, by wszyscy znów mnie poniżali!
- Cześć kuzyneczko! A to kto to? - koło nas usiadł chłopak o niebieskich oczach i brązowych włosach.
- To jest Emilia Skowron. - odpowiedziała Alicja. Ja zarumieniłam się kiedy na mnie spojrzał.
- Emilia my się już widzieliśmy co nie? Widziałem cię z Dezym, jesteś jego siostrą? - spytał z uśmiechem, a ja kiwnęłam głową. Czułam się dobrze w ich towarzystwie. Byli dla mnie na prawdę bardzo mili, ale także szczerzy.
- Alicja jest zakochana w... - mówił, ale dziewczyna zatkała mu usta. Zaśmiałam się widząc mordercze spojrzenie Ali. Byli na prawdę fajnymi kuzynami. Z tego co wiem Karol aka Kerel też jest youtuberem. Jest w tym samym wieku co Dezy, ale chodzi do przeciwnej klasy. Postanowiłam o coś zapytać.
- A kim jest ten Adam? - kuzynostwo wytrzeszczyło na mnie oczy. Byli tacy podobni. W tamtej chwili poczułam się źle. Czy powiedziałam coś nie tak? Poczułam skurcz w żołądku, który towarzyszy mi zawsze gdy jestem zestresowana.
- To ty jeszcze nie wiesz!? Adam Zimmermann, szkolny bad boy! Nie zbliżaj się do niego. - wytłumaczyła Ali. Czyli mam się go bać? Ale czemu? No okey może jest wredny i w ogóle, ale bez przesady...Moje rozmyślenia przerwał dzwonek na lekcję. Na prawdę miałam już dość. Dopiero druga lekcja, a ja chcę do domu. Nie mam pojęcia co ze sobą zrobić. Czuję spięcie i zdenerwowanie. Nie wiem czy to wina zmęczenia czy czegoś innego. Głowa mnie boli i czuję się źle. Usiadłam z Ali, bo nikogo innego nie znam, a poza tym bardzo ją polubiłam i myślę, że zostaniemy przyjaciółkami. Troszkę się obawiam, że jest taka jak moja była bff, ale jeśli nie spróbuję to się nie dowiem.
wtorek, 8 marca 2016
Rozdział 3 Wspomnienie.
- Co powiesz na wieczorek filmowy? Z tego co wiem lubisz komedię. - powiedział z uśmiechem Dezy.
- Tak, lubię. - odpowiedziałam zadowolona. Mój kochany braciszek postanowił zrobić wieczorek filmowy z filmami mojego ulubionego gatunku. Wreszcie się rozluźnię. Dezy usiadł, a ja położyłam się kładąc na nim soje nogi. Pamiętam, że często tak siedzieliśmy.
- Będę musiał cię zwieść, bo nie mam komedii, za to mam horrory. - chuj! Wiedziałam! Czy mój brat włączając mój ulubiony gatunek filmowy nie byłby zbyt kochany jak na niego!? Ugh...
- Nienawidzę cię. - burknęłam w żartach oczywiście. On parsknął śmiechem gilgocząc mnie w stopy.
- Okey! Żartowałam! Kocham cię! - krzyczałam i w końcu przestał. Jak zwykle musiał wygrać ech...Podniosłam się do pozycji siedzącej i zaczęłam go łaskotać, dobrze wiedziałam, że największe łaskotki ma po pachami. Zaczął się śmiać jak wariat, dostałam parę razy w brzuch, ale nie przestawałam. Dokładnie wiedział czego chce. W końcu spadł z łóżka. Debil jeden, przerwał zabawę! Spojrzałam na telewizor. Horror nadal leciał i jak zwykle akurat kiedy popatrzyłam coś musiało wyskoczyć, a że stałam na łóżku kolanami wypadłam przez oparcie mebla i spadłam na drugą stronę.
- Żyję! - krzyknęłam i zaczęłam podnosić sie z podłogi.
- Szkoda. - mruknął Dezy i wrócił na kanapę. Dałam se spokój z jego przekomarzankami, bo miałam już dosyć. Usiadłam na nogach mojego brata, po czym położyłam się na nim. No nie moja wina, że za małą kanapę se kupił! Tak było mi wygodnie nawet. Jego bicie serca uspokajało mnie. Moje życie diametralnie się zmieniło. Wyszłam na prostą. Mogę być normalna. Nikt nie będzie wyzywać mnie od szmat i dziwek...Nikt nie ma prawa by mnie tak nazywać. Będę sobą. Czuję się jakbym wydostała się z klatki. Wstałam z Dezego, który już spał. Boże, nie mogę w to uwierzyć. Jestem tu z moim bratem. Podeszłam do okna i dotknęłam je ręką tylko po to, by poczuć jego zimno. Niegdyś moje serce było skute lodem jak ta szyba, było same, ale teraz kiedy jestem z Dezym moje serce rozpuściło się i okryła je warstwa miodu. Tutaj nie mam powodu do tego by wszystkich nienawidzić. Spojrzałam przez okno. Jest ciemno. Wiatr przegina drzewa i pogania chmury, a księżyc świeci zimnym światłem, mimo to jest wesoły, bo gwiazdy dotrzymują mu towarzystwa. Słońce jest samotne. Czasami tak się denerwuje, że rozgrzewa się do czerwoności tylko po to by ugrzać biednych ludzi, czasami natomiast jest tak smutne, że nie grzeje w ogóle. Świeci, ale nie daje ciepła. Mój brat nagle się poruszył zsyłając mnie na ziemię. Podeszłam do niego i okryłam kocem.
- Ciesz się, nie zawsze jestem taka dobroduszna. - powiedziałam szeptem z uśmiechem. Nagle moje ciało zamieniło się w beton. Nie mogłam oderwać oczu od mojego brata. Zawsze myślałam o sobie, że mam ciężko, że czemu ja, a jak miał Dezy? Też miał tak ciężko w życiu? Musiał się wyprowadzić...Nigdy nie wiedziałam co się dzieje, kiedy kazał mi iść do łóżka i nie wychodzić z pokoju. Ja słyszałam tylko krzyki, które nie dawały mi spokoju. Florek wyprowadził sie wcześniej od Dezego, wtedy kiedy mama dopiero zaczęła tą pracę. Nie wiedział co się dzieje, ponieważ jakoś utraciliśmy z nim kontakt. Nagle w mojej głowie pokazał się obraz strasznego wspomnienia...
Miałam dość! Mam 15 lat nic mi nie będzie prawda? Wyszłam po cichu z pokoju, krzyki były coraz głośniejsze. Weszłam do kuchni i wtedy zobaczyłam tą sytuację, która wymknęła sie spod kontroli. Mama spała nic nie wiedząc, a jej klient skrzywdził mojego brata w brzuch...Pamiętam jak na podłogę polała się ciecz koloru ulubionej szminki mojej mamy. Zszokowana zadzwoniłam na karetkę...

Przyglądałam się tak Dezemu i w końcu postanowiłam podciągnąć jego bluzkę delikatnie do góry. Skrzywiłam sie, bo ujrzałam długa rysę, która była blizną po tym zdarzeniu, czyli jednak to się nie zagoiło do końca. Nie dość, że blizna jest na jego skórze to musi być jeszcze w psychice. Być może ja to widziałam, ale on to czuł. Nie mam pojęcia co ja bym zrobiła kiedy koleś wymachiwałby przede mną nożem. Umarłabym ze strachu, a mój brat zdawał się być wtedy w miarę opanowany. Westchnęłam i z powrotem przykryłam go kocem.
- Dobranoc. - szepnęłam i poszłam do swojego pokoju. Dezy powiedział, że jutro pojedziemy na zakupy kupić do niego meble i farby, bo jak na razie znajduje tu się jedna szafa, łóżko, okna i drzwi balkonowe. Położyłam się do łóżka i zasnęłam od razu. Ciemność otuliła mnie.
- Wstawaj ranny ptaszku! - że niby ten debil wstał wcześniej ode mnie?! Nie wierzę! Chyba, że jest już 15 no to się nie dziwię.
- Spierda...Spadaj! - za dużo przekleństw! Muszę w końcu się pohamować trochę z brzydkimi słówkami.
- Okey to ja sam wybiorę ci meble do pokoju i farbę. Specjalnie wstałem wcześniej, żeby nie było kolejek dużych i w ogóle, więc trzeba to wykorzystać. - powiedział. Co!? Meble i farby!? To już!? Niemal wyskoczyłam z łóżka na główkę i pobiegłam do szafy na początku w nią przywalając.
- Miśka spokojnie, bo zabijesz się i będę musiał sam te farby kupować. - kurde jego logika! Jak już umrę to niby po co miałby mi szykować ten pokój? Już chciałam go się o to zapytać, ale dałam se spokój. Ma chorobę psychiczną i tyle. Trzeba mu to wybaczyć. Dezy wyszedł z pokoju, a ja praktycznie na oślep wzięłam jakieś ciuchy, no wiecie strasznie śpiąca jestem i jeszcze nie wiem co się do końca dzieje.
- Masz już jakiś zamysł na pokój? - spytał Dezydery podsuwając mi jajecznicę gdy usiadłam w kuchni na przeciwko niego.
- Dzięki. Nie wiem, ale musi być przytulny. Chciałabym jakieś ciemne, ale ciepłe kolory. - powiedziałam. Pokój jest na poddaszu co mogę wykorzystać.
- Czyli np: ciemny czerwony, brąz? - spytał, a ja pokiwałam głową.
Do domu wróciliśmy tylko z farbą, bo nie umiałam zdecydować się na żaden mebel. Kupiłam również sporo ubrań, które wystarczą mi na razie. Jeśli chodzi o pokój to jakoś nie miałam wizji. Może kiedy będzie pomalowany to coś sobie wymyślę, a póki co nie ma co się spieszyć. Usiadłam na kanapie i zaczęłam przełączać, w końcu zostawiłam na esce, bo nie mogłam niczego znaleźć.
- Miśka jutro idziesz do szkoły. - powiedział mój brat siadając obok mnie. Co!? Do szkoły!?
- Jak to jutro!? -spytałam. Niemiły uścisk pojawił się w moim żołądku. Nowa szkoła? Nowi uczniowie? Wszystko nowe, a co najgorsze muszę uważać, bo znów mnie znienawidzą. No właśnie co jeśli mnie nie polubią!?
- Emilia książki są zakupione i nie masz się co martwić, bo ja również tam chodzę, tylko jestem w budynku obok w wyższej klasie, ale jak coś się zdarzy możesz do mnie przyjść, jestem pewien, że nauczyciele ci na to pozwolą. Niestety jeszcze ten rok i kończę tu naukę, ale myślę, że rok wystarczy ci na zaklimatyzowanie się. - powiedział, a ja przygryzając wargę pokiwałam niepewnie głową.
- Tak, lubię. - odpowiedziałam zadowolona. Mój kochany braciszek postanowił zrobić wieczorek filmowy z filmami mojego ulubionego gatunku. Wreszcie się rozluźnię. Dezy usiadł, a ja położyłam się kładąc na nim soje nogi. Pamiętam, że często tak siedzieliśmy.
- Będę musiał cię zwieść, bo nie mam komedii, za to mam horrory. - chuj! Wiedziałam! Czy mój brat włączając mój ulubiony gatunek filmowy nie byłby zbyt kochany jak na niego!? Ugh...
- Nienawidzę cię. - burknęłam w żartach oczywiście. On parsknął śmiechem gilgocząc mnie w stopy.
- Okey! Żartowałam! Kocham cię! - krzyczałam i w końcu przestał. Jak zwykle musiał wygrać ech...Podniosłam się do pozycji siedzącej i zaczęłam go łaskotać, dobrze wiedziałam, że największe łaskotki ma po pachami. Zaczął się śmiać jak wariat, dostałam parę razy w brzuch, ale nie przestawałam. Dokładnie wiedział czego chce. W końcu spadł z łóżka. Debil jeden, przerwał zabawę! Spojrzałam na telewizor. Horror nadal leciał i jak zwykle akurat kiedy popatrzyłam coś musiało wyskoczyć, a że stałam na łóżku kolanami wypadłam przez oparcie mebla i spadłam na drugą stronę.
- Żyję! - krzyknęłam i zaczęłam podnosić sie z podłogi.
- Szkoda. - mruknął Dezy i wrócił na kanapę. Dałam se spokój z jego przekomarzankami, bo miałam już dosyć. Usiadłam na nogach mojego brata, po czym położyłam się na nim. No nie moja wina, że za małą kanapę se kupił! Tak było mi wygodnie nawet. Jego bicie serca uspokajało mnie. Moje życie diametralnie się zmieniło. Wyszłam na prostą. Mogę być normalna. Nikt nie będzie wyzywać mnie od szmat i dziwek...Nikt nie ma prawa by mnie tak nazywać. Będę sobą. Czuję się jakbym wydostała się z klatki. Wstałam z Dezego, który już spał. Boże, nie mogę w to uwierzyć. Jestem tu z moim bratem. Podeszłam do okna i dotknęłam je ręką tylko po to, by poczuć jego zimno. Niegdyś moje serce było skute lodem jak ta szyba, było same, ale teraz kiedy jestem z Dezym moje serce rozpuściło się i okryła je warstwa miodu. Tutaj nie mam powodu do tego by wszystkich nienawidzić. Spojrzałam przez okno. Jest ciemno. Wiatr przegina drzewa i pogania chmury, a księżyc świeci zimnym światłem, mimo to jest wesoły, bo gwiazdy dotrzymują mu towarzystwa. Słońce jest samotne. Czasami tak się denerwuje, że rozgrzewa się do czerwoności tylko po to by ugrzać biednych ludzi, czasami natomiast jest tak smutne, że nie grzeje w ogóle. Świeci, ale nie daje ciepła. Mój brat nagle się poruszył zsyłając mnie na ziemię. Podeszłam do niego i okryłam kocem.
- Ciesz się, nie zawsze jestem taka dobroduszna. - powiedziałam szeptem z uśmiechem. Nagle moje ciało zamieniło się w beton. Nie mogłam oderwać oczu od mojego brata. Zawsze myślałam o sobie, że mam ciężko, że czemu ja, a jak miał Dezy? Też miał tak ciężko w życiu? Musiał się wyprowadzić...Nigdy nie wiedziałam co się dzieje, kiedy kazał mi iść do łóżka i nie wychodzić z pokoju. Ja słyszałam tylko krzyki, które nie dawały mi spokoju. Florek wyprowadził sie wcześniej od Dezego, wtedy kiedy mama dopiero zaczęła tą pracę. Nie wiedział co się dzieje, ponieważ jakoś utraciliśmy z nim kontakt. Nagle w mojej głowie pokazał się obraz strasznego wspomnienia...
Miałam dość! Mam 15 lat nic mi nie będzie prawda? Wyszłam po cichu z pokoju, krzyki były coraz głośniejsze. Weszłam do kuchni i wtedy zobaczyłam tą sytuację, która wymknęła sie spod kontroli. Mama spała nic nie wiedząc, a jej klient skrzywdził mojego brata w brzuch...Pamiętam jak na podłogę polała się ciecz koloru ulubionej szminki mojej mamy. Zszokowana zadzwoniłam na karetkę...

Przyglądałam się tak Dezemu i w końcu postanowiłam podciągnąć jego bluzkę delikatnie do góry. Skrzywiłam sie, bo ujrzałam długa rysę, która była blizną po tym zdarzeniu, czyli jednak to się nie zagoiło do końca. Nie dość, że blizna jest na jego skórze to musi być jeszcze w psychice. Być może ja to widziałam, ale on to czuł. Nie mam pojęcia co ja bym zrobiła kiedy koleś wymachiwałby przede mną nożem. Umarłabym ze strachu, a mój brat zdawał się być wtedy w miarę opanowany. Westchnęłam i z powrotem przykryłam go kocem.
- Dobranoc. - szepnęłam i poszłam do swojego pokoju. Dezy powiedział, że jutro pojedziemy na zakupy kupić do niego meble i farby, bo jak na razie znajduje tu się jedna szafa, łóżko, okna i drzwi balkonowe. Położyłam się do łóżka i zasnęłam od razu. Ciemność otuliła mnie.
- Wstawaj ranny ptaszku! - że niby ten debil wstał wcześniej ode mnie?! Nie wierzę! Chyba, że jest już 15 no to się nie dziwię.
- Spierda...Spadaj! - za dużo przekleństw! Muszę w końcu się pohamować trochę z brzydkimi słówkami.
- Okey to ja sam wybiorę ci meble do pokoju i farbę. Specjalnie wstałem wcześniej, żeby nie było kolejek dużych i w ogóle, więc trzeba to wykorzystać. - powiedział. Co!? Meble i farby!? To już!? Niemal wyskoczyłam z łóżka na główkę i pobiegłam do szafy na początku w nią przywalając.
- Masz już jakiś zamysł na pokój? - spytał Dezydery podsuwając mi jajecznicę gdy usiadłam w kuchni na przeciwko niego.
- Dzięki. Nie wiem, ale musi być przytulny. Chciałabym jakieś ciemne, ale ciepłe kolory. - powiedziałam. Pokój jest na poddaszu co mogę wykorzystać.
- Czyli np: ciemny czerwony, brąz? - spytał, a ja pokiwałam głową.
Do domu wróciliśmy tylko z farbą, bo nie umiałam zdecydować się na żaden mebel. Kupiłam również sporo ubrań, które wystarczą mi na razie. Jeśli chodzi o pokój to jakoś nie miałam wizji. Może kiedy będzie pomalowany to coś sobie wymyślę, a póki co nie ma co się spieszyć. Usiadłam na kanapie i zaczęłam przełączać, w końcu zostawiłam na esce, bo nie mogłam niczego znaleźć.
- Miśka jutro idziesz do szkoły. - powiedział mój brat siadając obok mnie. Co!? Do szkoły!?
- Jak to jutro!? -spytałam. Niemiły uścisk pojawił się w moim żołądku. Nowa szkoła? Nowi uczniowie? Wszystko nowe, a co najgorsze muszę uważać, bo znów mnie znienawidzą. No właśnie co jeśli mnie nie polubią!?
- Emilia książki są zakupione i nie masz się co martwić, bo ja również tam chodzę, tylko jestem w budynku obok w wyższej klasie, ale jak coś się zdarzy możesz do mnie przyjść, jestem pewien, że nauczyciele ci na to pozwolą. Niestety jeszcze ten rok i kończę tu naukę, ale myślę, że rok wystarczy ci na zaklimatyzowanie się. - powiedział, a ja przygryzając wargę pokiwałam niepewnie głową.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)