poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział 2 Co tam powiesz niska? Tak lepiej?


Śpię w swoim nowym pokoju. Muszę przyznać, że mój braciszek się ładnie urządził chociaż i tak myślę, że brakuje tu kobiecej ręki. Zaczęłam nowe życie, które już bardzo mi się podoba. Spałam spokojnie. Wstałam o 10 00 i poszłam do kuchni. Robię mi i Dezemu tosty, które zawsze kochaliśmy jeść. Gdy wszystko było
naszykowane poszłam do jego pokoju. Spał jak zabity rozwalony na łóżku. Czyli nic się nie zmieniło przez czas gdy mnie nie było...
- Wstawaj! - krzyknęłam z śmiechem.
- Wal się. - odpowiedział zaspanym głosem. Co proszę!? 
- Ładnie to tak do siostrzyczki mówić? - spytałam z założonymi rękami. Patrzyłam na niego z uśmiechem. Budzenie go sprawiało mi dużo zabawy.
- Emilia daj mi spokój, chcę się wyspać. - mruczał, jednak ja nie miałam zamiaru się poddać, tosty mu ostygną! 
- No Dezy weź! Śniadanie ci zrobiłam, a ty taki nie miły jesteś! - powiedziałam udając fochniętą. Wzięłam jego rękę i zaczęłam wyciągać go z łóżka.
- Odwal się sis. I tak ci się nie uda. - powiedział zadowolony z siebie. Mi się nie uda!? Że niby mi tak!? Idiota kuźwa ma racje. Sama nie dam mu rady, ale myślę, że wiadro i woda mi pomogą. Klasyczna pobudka. Wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami, by myślał, że się poddałam. Teraz tylko trzeba poszukać wiadra. Nie znam jeszcze dokładnie domu Dezego, w końcu jestem tu dopiero od kilku godzin. Pokierowałam się do kuchni i zaczęłam otwierać wszystkie szafki. Znalazłam jakiś garnek...Nada się. Wlałam do niego wodę i z wrednym uśmiechem pokierowałam się do pokoju Dezego aka Czułka. Ciekawe czy pokazał w końcu swoją twarz na tubie. W domu nie miałam kompa ani nic, więc nie miałam go jak oglądać. Kurczę jak tu otworzyć po cichu drzwi z tym garnkiem?! Nie miałam wyboru i musiałam odstawić naczynie na ziemię. Otwieram po cichutku drzwi, po czym biorę garnek. Wchodzę do pokoju i patrzę na śpiącego Dezyderego. Bez skrupułów wylałam na niego całą zawartość. Od razu się obudził. Wybuchłam śmiechem widząc jego zdezorientowaną minę.

- Wiesz kuźwa co właśnie zrobiłaś!? - spytał, a raczej wydarł się. Wybuchłam jeszcze większym śmiechem. 
 - Z cukru nie jesteś nic ci nie będzie. - powiedziałam dumna z tego co zrobiłam. Nagle Dezy uśmiechnął się. Znałam ten uśmiech bardzo dobrze...Oznaczał on, że trzeba uciekać. I tak mnie złapał idiota jeden -_- 
 - I co teraz!? - zaśmiał się wsadzając mnie do wanny. Chciałam szybko wyjść, ale jego ręce mi to uniemożliwiały. 
 - Nie zrobisz tego! - krzyknęłam i wtedy poczułam letnią wodę na ciele. Wystraszyłam się nie na żarty. Poczułam ogromny strach. Woda kojarzyła mi się tylko z moim koszmarem...Pamiętam go bardzo dobrze. Pamiętam jak brakuje mi powietrza jak się duszę. Jak woda zaciska się na mojej szyi. Gdy się obudziłam byłam w szpitalu...Podobno wstrzymywałam oddech przez sen i mogłam się udusić. Nie wiem czy to możliwe, ale nie chcę do tego wracać. 
 - Dezy proszę cię przestań. - mówię. Cała zaczęłam drżeć. Czuję strach i płaczę. Co jeśli to się powtórzy!? Albo jeśli ten sen się sprawdzi!? Chłopak zakręcił wodę i wziął mnie na ręce całując w czoło. - Przepraszam...Co się stało? - spytał idąc ze mną do pokoju. Po chwili leżałam na kanapie, a on siedział obok mnie. Nadal byliśmy mokrzy.
 - Pół roku temu miałam koszmar, że się topię. Kiedy się obudziłam byłam w szpitalu. Podobno przez sen wstrzymywałam oddech i mogłam się udusić. - mówiłam przytulając się do niego. Mam 17 lat a mażę się jak jakaś 10 latka! 
 - Emilia przepraszam, nie wiedziałem. Co jeszcze się wydarzyło przez ten rok kiedy mnie nie było? - spytał nieco zmartwiony. 
- Dużo...Nie chcę o tym mówić. - powiedziałam. Czułam się
bezpiecznie w jego objęciach, mimo tego, że w dzieciństwie brał mnie za nogi tak, że wisiałam do góry nogami. 
- No dobra, ale jak coś się będzie dziać to mów. - powiedział i odsunął się ode mnie. Wstał z kanapy i poszedł do kuchni.
- Misia chodź, bo sam te tosty zeżre! - krzyknął, a ja zerwałam się z kanapy prawie zabijając się o próg, a potem jeszcze o ścianę. Usiadłam szybko na krześle co skończyło się tym, że mebel przesunął się po płytkach i wydał nieprzyjemny dźwięk.
- Miśka spokojnie. - zaśmiał się i podał mi moje tosty. Zawsze mnie tak nazywał. Nie mam pojęcia jak Misia przypomina mu Emilia, ale podoba mi się ta nazwa. 
- Co tam powiesz mała? - spytał gryząc tosta. Ja mu dam mała!
- Mała to jest twoja pała wiesz? Ja niska jestem. - odpowiedziałam z tryumfalnym uśmiechem. 
- No dobra w takim razie co tam powiesz niska? Tak lepiej? - spytał i widząc moją minę typu: "Dobra, wygrałeś" zaśmiał się wypluwając na mnie kawałki jedzenia.
- Ej no idioto! - powiedziałam i oplułam go. Niech ma za swoje!
- Czemu na mnie plujesz!? - spytał z wyrzutem, a ja się uśmiechnęłam cwaniacko.
- Pilnuj swojej śliny to ja będę pilnować swojej. - powiedziałam i widząc poirytowaną minę chłopaka nie wytrzymałam. Wybuchłam śmiechem co skończyło się tym, że oplułam swoją koszulkę.
- No dzięki. - odparłam rozbawiona. Przez niego się ubrudziłam! 
- A proszę bardzo. - odpowiedział z satysfakcją jedząc tosta. 
- Tak w ogóle za tydzień idziemy do sądu na rozprawę. - powiedział, a ja znów prawie się oplułam. Jak to do sądu? Popatrzyłam na niego pytająco. On westchnął. 
- Oskarżyłem mamę o złe sprawowanie się nad tobą. Nie możesz zamieszkać u mnie, nie jestem twoim prawnym opiekunem. To głupio oskarżać własną mamę, szczególnie, że to nie jej wina, ale to trzeba zgłosić. - powiedział, czyli moja matka nie zgodziła się by mój brat był moim prawnym opiekunem i teraz musimy chodzić po jakichś pieprzonych sądach!? I ona i ja wiemy, że tu będzie mi lepiej. 
- Rozumiem. -powiedziałam spuszczając wzrok na stół. Zrobiło mi się smutno. Czemu moja mama chce mnie przy sobie zatrzymać? I tak nie ma dla mnie czasu. 
- Ej rozchmurz się. - powiedział ciepły głos należący do mojego
brata, który wstał i złapał mnie za ramię dodając mi otuchy.
- Będzie dobrze. - mówił i posłał mi uśmiech, który musiałam odwzajemnić. 
- Wiem. - odpowiedziałam szczęśliwa. Nie ma co się martwić. Moja mama to moja mama. Jest uparta i zawsze ma swoje zdanie. Trzeba jej wybaczyć. W końcu, która mama nie chciała by mieć córki przy sobie? Szkoda tylko, że moja rodzicielka widzi moją przyszłość w naszym miejscu zamieszkania, a ja już nie. Nie widzę mojej przyszłości tam, nie umiem jej sobie wyobrazić, co niby przejęłabym po niej pracę? Nie dzięki...

8 komentarzy:

  1. Tak długo czekałam na ten rozdział! Świetny! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. <3 SERDUSZKA MOTYWACJI XD * nacia *

    OdpowiedzUsuń
  3. super na początku nie byłam przekonana do tego bloga ( jestem ze starego o Naruciaku) ale teraz się przekonałam bardzo mi się podoba i nie mogę się doczekać kiedy pojawi się Adam. Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! Czekam z niecierpliwością na kolejny! *-* Mam nadzieję, że jutro go dodasz! ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział czekam na wiecej ^^ Pozdrowionka i miłego pisania =^.^= Ps. Też mam starszego brata więc coś czuję że będzie super seria :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Sorry że tak późno komentuje ale zajebisty rozdział♥♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Zajebiste XD Czekam na next

    OdpowiedzUsuń