wtorek, 5 kwietnia 2016

Rozdział 11 Kolejny zły dzień (?)

Kolejny dzień...Dziewczyna najchętniej zostałaby w łóżku, ale nie chciała opuszczać zajęć lekcyjnych. Dopiero co się wprowadziła i szczerze powiedziawszy ma sporo zaległości, więc po co sobie jeszcze dokładać? Emilia wstając syknęła z bólu, ponieważ oparła się na jej posiniaczonym ramieniu. Szybko jednak zapomniała o bólu i pokierowała się do szafki jak codziennie. Emilka była przyćmiona i nie miała nawet siły myśleć nad dzisiejszym dniem, chociaż jak na razie zapowiadał się dość dobrze porównując go ze wczorajszym. Dzisiaj powietrze było cieplejsze, słońce skutecznie podgrzewało temperaturę. Nastolatka szła do szkoły niezbyt pospiesznie. Szła, ponieważ miała na późniejszą godzinę, więc jej braciszek pojechał sam samochodem. Świeże powietrze pozwoliło dziewczynie odetchnąć pełną piersią i lekko otrzeźwić umysł. Powoli analizowała to co zdarzyło się w nocy. Nadal się bała. Co jeśli ci faceci stoją gdzieś po kątach patrząc teraz na nią? Czekają by się zemścić? Szła jednak nadal pewna siebie nie odwracając się za siebie. Kiedy doszła do szkoły jej kroki stały się mniej pewne. Nerwowo ścisnęła koniec swojej bluzki. Nie wiedziała za bardzo czym się stresowała. To chyba niemożliwe, żeby chodziło o tego debila? O tego debila, który mnie uratował, a potem jeszcze się martwił moją ręką. (Pogrubiony tekst to myśli dziewczyny) Z westchnieniem, ale również złością na siebie poszła do budynku i nawet przez chwilę zastanawiała się nad tym czy nie urwać się z lekcji, ale zrezygnowała z tego pomysłu również szybko jak się pojawił. Weszła do szkoły i od razu udała się pod salę, bo miała mało czasu. Nigdzie nie widziała osób, które poznała. Alice zapadła się pod ziemię i chyba nawet nie ma jej w szkole, Michał...No cóż on nawet nie chciał z nią rozmawiać, więc w sumie mu się dziwiła, a Marta...Hmmm...Ona mogła obściskiwać się po kątach z jej chłopakiem. Od razu zrobiło jej się nie dobrze i postanowiła nie myśleć o tym, a tym bardziej sobie tego nie wyobrażać. Nagle podszedł do niej ktoś o znajomej twarzy. Tylko nie on! No po prostu nie wierze. To już chyba 2 zły dzień w tym tygodniu! Uśmiechnęła się sztucznie do chłopaka i ewidentnie go nie słuchała, starała się jednak udawać, że to robi i nawiązywać kontakt wzrokowy. Sama nie wiedziała dlaczego to robi, ale rozglądała się szukając tych zielonych oczu i kpiącym uśmieszku, miała nadzieję, że ją zauważy i może spławi Konrada. Jak na złość nigdzie go nie było. 
- I nie uwierzysz!Wtedy przyznał, że lubi penisy... - jego zdanie nagle ją otrzeźwiło i momentalnie wzdrygnęła się na dość niekulturalne słowo, jednak udając, że słuchała poszła w ślady chłopaka i zaśmiała się tak sztucznie, że nie poznała swojego głosu. Konrad, jednak wydawał się być przekonany i wrócił do opowiadania jakże ciekawych historyjek. Kurwa gdzie ten dzwonek!? Proszę niech ktoś mnie uratuje i zamknie mu twarz! Być może Emilia dramatyzowała, być może była głupia odrzucając takie ciacho, ale on był kompletnym palantem. Kiedy dziewczyna drugi raz przyłapała się na tym, że szukała w tłumie Adama skarciła się, no bo to troszkę dziwne szczególnie, że ich znajomość, o ile tak można było to nazwać polegała głównie na przechwalaniu się i dogryzaniu sobie. Emilia mentalnie przybiła sobie facepalma, bo miała dość tych dziwnych myśli, a jeszcze bardziej natrętnego palanta. Dzwonek był dla niej niemalże zbawieniem, ale kiedy tylko nauczycielka stwierdziła, że zrobi niezapowiedzianą kartkówkę uśmiech zszedł z jej twarzy. Z jednej strony miała troszkę wywalone na oceny, ale z drugiej...Nie chciała zawieść braci, poza tym coś wiedziała o tym, że gdy nie ma się wykształcenia nie ma się także dobrej pracy. Skrzywiła się marszcząc brwi na samo wspomnienie o matce. Nie chciała o tym myśleć, ale jednak nie dawało jej to spokoju. Co jeśli skończy jak ona? Papier przed nią był wciąż pusty jeśli nie liczyć jej podpisu, ale jej głowa wręcz wybuchała od nadmiaru emocji. Nie wiedziała co się z nią działo. Jeszcze dotychczas samotność jej wystarczała, teraz czuła chęć wygadania wszystkiego. Poczuła, że chce mieć towarzystwo, że nie chce każdej przerwy spędzać w łazience płacząc i żyjąc w ciągłym lęku. Nagle jej długopis, który nerwowo gryzła pękł. Nie zwróciła na to większej uwagi, ale mimo wszystko odstawiła go od ust.Wierciła się na swoim krześle próbując spisać z kogoś chociaż jedno durne słowo, ale nauczyciel skutecznie porozsuwał ławki i nic nie wiedziała z tej odległości. Zaczęła po cichu rozsuwać swój plecak. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to spisze słowo w słowo z podręcznika. Niestety było za późno, bo czas na pisanie minął i jakaś seksowna blondyna z przodu z uśmiechem zaczęła zbierać kartki. 
- Co tak słabiutko? - zaszczebiotała sztucznie mrugając powiekami, które miały jakieś 5-centymetrowe rzęsy. Z wrednym uśmieszkiem wzięła jej kartkę i niby przypadkiem wywaliła się jak długa robiąc sporo zamieszania. Jakiś chłopak podbiegł do niej i pomógł jej wstać. Emilia tylko wywróciła oczami bo nie była ślepa jak większość i wiedziała, że upadek był specjalny. 
- Proszę pana, ona podłożyła mi nogę! - wskazała na Emilię oskarżycielsko palcem, a ona wytrzeszczyła oczy i spojrzała na nią w niedowierzaniu. Co ja jej zrobiłam!? To jest totalnie nie mój dzień. 
- Co!? Ja nic nie zrobiłam, potknęła się o buty. - stwierdziła przybierając niewinną minę, bo serio była czysta. Może aniołkiem nie była, ale czemu miałaby podstawiać nogę komuś kogo nie zna? Przez zazdrość? Ta lafirynda była tak sztuczna, że Emilia na pewno niczego jej nie zazdrościła. 
- Nie prawda! - krzyknęła blondi nagle przybierając oburzoną minę. To jest jakieś pierdolone przedszkole, że się tak zachowujesz?! Nie obrażaj się tak, bo żaden chłopak nie będzie cię chciał! Miała te słowa na końcu języka, ale w porę się w niego ugryzła i stwierdziła, że nie ma co się sprzeczać z wredną żmiją, która chyba próbowała zabić Emilię wzrokiem, bo patrzyła na nią jakby chciała wydłubać jej oczy co najmniej i to patyczkiem od lodów!
- Nie będziemy marnować lekcji, na przerwie z wami porozmawiam. - odparł, a Emilka stęknęła, natomiast blondi wydawała się dziwnie usatysfakcjonowana. 
--------------------------------
Maraton się skończył...Chyba to zauważyliście. Wracamy do starego planu, czyli rozdział w każdy wtorek. Obiecuję jednak, że jeśli będę miała dużo rozdziałów na zapas zrobię kolejny maraton :D Na razie jednak wena mnie troszkę opuściła, więc bądźcie cierpliwi. Obiecuję, że następny rozdział będzie dłuższy i mam jeszcze takie ważne pytanie do was. Czy chcielibyście żeby co sobotę na przykład pojawiał się na blogu One-Shot? Taki One-Shot o nikim, czyli nie fanfiction, ale z wymyślonymi postaciami. Tematy do tych miniaturek mam w pudełku, z którego będę losować. Niektóre są śmieszne, inne dziwne, zboczone, smutne...Mogą powstać ciekawe miniaturki, więc myślę, że to dobry pomysł. Co wy na to?

7 komentarzy:

  1. Rozdział jest git, ale mnie też denerwują takie puste, sztuczne "laski"... xD A co do tego One-Shot'a to... tak, o ile nie zastąpi rozdziałów we wtorki xD

    OdpowiedzUsuń
  2. rozdział jak zawsze super <3 One Shot'y mogą być będzie co czytać przed wtorkiem i wgl <3 Wennnnnyyy! Żyyyyczczczęęęęęę jaaaa!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mega <3 Czekam na next weny XD

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział super i One Shot'y to też dobry pomysł

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mi się podoba ten pomysł. I oczywiście czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział! :3 Co do One Shot'a to nie wiem.......pomysł całkiem spoko ale boję się że zastąpisz rozdziały One Shot'ami :c

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział bardzo fajny. A co do One Shot'a to spoko, podoba mi się taki pomysł. Tylko żeby rozdziały NIE BYŁY nimi zastąpione. Bo naprawde wciągnęła mnie ta historia.

    OdpowiedzUsuń