- Przy telefonie Emilia, znajoma Adama. Nie wiem co zrobić, bo jest pijany i właśnie zaliczył zgon, raczej nie uderzył się w głowę, ale nie mam pewności. Nie mogę go zabrać do domu, a nawet go podnieść. - Mówiła roztrzęsionym głosem. Bardzo zależało jej na czasie. Co jeśli ktoś wejdzie w tą uliczkę i zobaczy to...
- Spokojnie mała, to Adam, nic mu się nie stanie jak se trochę poleży. - Powiedział głos po drugiej stronie i zaśmiał się. Emilia zacisnęła mocniej dłoń na telefonie i spojrzała na Adama przeklinając cały świat. Czemu akurat on!? Czemu ona!?
- Dobra, wiesz co!? Walcie się. Jest przy centrum. Jak chcesz to se po niego przyjedź, ja mam w dupie co się z nim stanie. - Powiedziała podniesionym głosem i rozłączyła się. Odwróciła się w stronę Adama ze ściągniętymi brwiami i drgającą wargą. Była wściekła. Czemu to ona ma zawsze takiego pecha.
- Po co mnie wtedy ratowałeś!? Teraz ja muszę ci się odwdzięczyć tym samym. - Powiedziała podchodząc do niego. Jedną jego rękę zawiesiła sobie na szyi. Objęła go w pasie i podniosła się. Był ciężki i dziewczyna naprawdę nie mogła wytrzymać dłużej niż 5 sekund.
- Dobra, twój kolega ma racje. Sam się doigrałeś, nic ci nie będzie jak sobie poleżysz, w tym czasie ja zadzwonię po taksówkę. - Dziewczynie chciało śmiać się z samej siebie, bo tak, ona gada do Adama, który jest nieprzytomny i tak ona właśnie ratuje mu dupę. Ta ironia. Szczerze mówiąc Emilia chyba wolała kiedy chłopak był przytomny. Mimo jego charakteru. Dziewczyna przesunęła go opierając o ścianę i sama usiadła obok. Nie miała pojęcia gdzie z nim pojechać. Przydałoby mu się jechać do psychologa. Taksówka przyjechała po 15 minutach, a kierowca był na tyle miły, że pomógł jej z zawleczeniem Adama na tylne siedzenie. Była naprawdę wdzięczna. Powiedziała kierowcy by zawiózł ją do pierwszego lepszego hotelu, bo nie miała za bardzo innego wyjścia i spojrzała na Adama. Rozczochrane włosy, lekko uchylone usta i głośny oddech. Gdyby nie sytuacja dziewczyna przyznałaby, że chłopak wygląda na prawdę słodko gdy śpi, ale nie dopuszczała nawet takiej myśli szczególnie, że Adam był pijany.
- Impreza? - Spytał kierowca z uśmiechem. Był młody, wyglądał na jakieś 20 lat.
- Tak podejrzewam. - Stwierdziła Emilka, a mężczyzna tylko się zaśmiał.
***
Z pomocą kierowcy Emilia wynajęła Adamowi pokój na jedną noc i zostawiła mu karteczkę, żeby wiedział co się mniej więcej stało. Wykończona dziewczyna wracając do domu napisała Marcie, że źle się poczuła, ale to nic takiego. Gdy była już w domu oczy kleiły jej się i marzyła już tylko o ciepłym łóżku. Zamiast jednak położyć się spać poszła do kuchni. Wyjęła z lodówki pierwsze lepsze rzeczy i opierając się o blat zaczęła je jeść. Gdy Dezy wszedł do kuchni zrobił nieco podejrzaną i zdziwioną minę, ale Emilia nawet nie zwróciła na to uwagi prawie zasypiając na stojąco. Naprawdę obiecała sobie, że jeśli jeszcze raz ktoś zaliczy jej zgon to bez skrupułów zostawi go nawet jeśli leżałby na środku ulicy i niech się dzieje co chce.
- Masz okres? - Spytał Dezy, a dziewczyna wyrwana z walki o niezasypianie popatrzyła na niego mało rozumnie. Czuła się źle. Nadal pamięta okropny zapach alkoholu bijący od Adama.
- Po czym wnioskujesz? - Spytała Emilia ziewając. Dezy popatrzył na nią jakby powiedziała coś głupiego, ale nie obchodziło ją to.
- Po tym, że jesz banana do kabanosów? - Spytał bardziej niż stwierdził. Dziewczyna nieco zdezorientowana odłożyła jedzenie na blat i pokręciła głową, jakby sobie coś właśnie uświadomiła.
- Miałam ciężki dzień Dezy i jeszcze te zakupy...Rozumiesz nie? Pójdę spać. - Powiedziała powoli i ruszyła do swojego pokoju Może nie zmęczyła się jakoś bardzo fizycznie, ale za to umysł miał już widocznie dość. Walnęła się na łóżko nawet się nie przebierając i przykryła się kołdrą. Zasnęła natychmiastowo.
***
Biegnie, ucieka. Tylko przed czym? Na pewno przed czymś okropnym. Biegnie szybko, bardzo szybko. Słyszy jak krew jej szumi, a serce boleśnie obija się o żebra chcąc się wyrwać. Wie jednak, że jej prędkość nie wystarcza. Czas jej się skraca. Kończy. Musi biec, musi dać radę. Pod osłoną nocy biegnie spocona i przerażona. Słyszy coś czego nie umie odróżnić, ani do niczego dopasować i to chyba lepiej, że nie wiadomo co to ani kto. Czuje jak jej skóra nieprzyjemnie zahacza o gałązki drzew i jak leci jej krew z ust. Nie wie dlaczego tak jest, ale nie ma czasu się nad tym zastanawiać. Płuca pieką ją niemiłosiernie, a nogi zaczynają się plątać gubiąc tępo. Dziewczyna upada na kolana dusząc się. Za każdym razem wypluwa ślinę wymieszaną z krwią.
- Emilia, wiedziałem, że cię złapię. - Głos był nieznajomy. Miał okropną chropowatą barwę i mimowolnie dziewczynę przeszedł dreszcz. Nie dusiła się już, ale krew ściekała jej między ustami strużkami niczym malutki wodospadzik. Jej serce przyśpiesza jeszcze bardziej, a ona sama nie wie co zrobić. Coś łapie ją za gardło. Próbuje się wyrwać ale nie może. Nie może złapać tchu, ani oddechu. Jej twarz zaczyna nabierać rumieńców, a ona próbuje nabierać powietrza, którego ciągle ubywa. Emilia jest tak wstrząśnięta, że zaczyna płakać i krzyczeć. Jej głos jest stłumiony, ale po chwili staje się donośny. Wszystko znika i kiedy dziewczyna czuje, że jest wolna od tych łapsk otaczających jej szyję zaczyna się szarpać i w końcu spada z łóżka razem ze pościelą. Zaczyna płakać cicho wiedząc, że to nieprawda, ale nadal się boi. Nie może przestać. Jej koszulka przylega do ciała i jest prawie cała mokra. Emilia siedzi chwilę na podłodze trzęsąc się. Uspokaja się dopiero po parudziestu minutach. Znów to samo...Takie koszmary miały miejsce dawno, a teraz jeden z nich wrócił i ona znów wstrzymywała przez sen powietrze. Co jeśli pewnego razu nie obudzi się i udusi? Jak na razie jednak Emilia ma na to sposób. Krzyk wybudza ją. W końcu nastolatka wstaje z podłogi czując chłód. Biorąc z szuflady czystą piżamę idzie do łazienki, by zmyć resztki strachu. Kiedy wraca do pokoju boi się zasnąć, nie chce tego. Z racji, że mieszka na poddaszu otwiera okno i podciąga się, by wyjść na dach. Ma na sobie piżamę, bluzę i skarpetki. Jest jej cholernie zimno, ale zdaje się tego nie zauważać kiedy patrzy w niebo i daje się pogłaskać delikatnemu wiatrowi unoszącego jej kosmyki włosów. Spokój...Odczuwa spokój siedząc na dachu i patrząc w głupie gwiazdy. Jest jej dobrze i mimo tego, że wie o tym, że powinna wrócić do pokoju zostaje jeszcze na chwilkę, tylko małą chwilkę. Patrzy na domu i zdaje sobie sprawę z tego jak pięknie wyglądają z tej odległości. Z bliska wszystko jest gorsze. Okrutniejsze i inne. Objęła ramionami kolana i nie mogła się powstrzymać przed łzami. Było jej dobrze, ale czegoś jej brakowało. Być może chodziło o normalną rodzinę, z mamą, z którą piekła by ciasta, z tatą, z którym rozmawiałaby o meczach i sportach, braci miała...Miała dwóch najlepszych i najukochańszych braci na świecie. Niestety oni nie zastąpią jej rodziców. Czuła pustkę i obojętność. Było jej wszystko jedno w tamtej szczególnej chwili. Gdyby teraz zeskoczyła z tego dachu na pewno by nie żałowała. Czemu myślę o samobójstwie. Nie chcę się zabijać. Myślała, jednak jeden cieniutki głosik z tyłu głowy podpowiadał jej, że owszem chce. Emilia nie mogąc znieść swoich niepokojących myśli wróciła do pokoju i włączyła na komputerze film, by się nie nudzić. To, że nie prześpi całej nocy było dla niej oczywiste. Po koszmarach nigdy nie zasypia.
No takie 4/10. No dobra żartuje jak zawsze wspaniały i cudowny rozdział więc 10/10.
OdpowiedzUsuńWOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOW, chyba trochę za mało tego "o" ale nie chce mi się pisać ich więcej, więc zrobię tak W Ox100000000000000000000 W Czekam na next Weny <3
OdpowiedzUsuńsuper
OdpowiedzUsuńHeh... A w sumie to nie xD Rozdział no brak słów... Cud mjud bejbe xD Dobra, bo te moje żarty.. Wenyyy i sadam :D :***
OdpowiedzUsuńOmg super!! Znów się popłakałam XD Weennnyyy! Życzę!! Ja!!! ☺☺
OdpowiedzUsuńRozdział supcio no ale gdzie kolejny? No ej my tu czekamy? :P
OdpowiedzUsuńKiedy rozdział? ;((
OdpowiedzUsuńKiedy rozdział? :<<
OdpowiedzUsuńUmarłaś? ;-;