sobota, 9 kwietnia 2016

Pierwszy One-Shot :D

Zapraszam was na pierwszego Ona- Shot'a na tym blogu :D Nie bójcie się, na pewno nie zastąpię tym rozdziałów. No cóż zapraszam: 
Uciekam. Przynajmniej próbuję to zrobić. Czuję strach i wiem, że płomienie zaraz mnie dosięgną. Wiem, że to koniec, że umrę. Próbuję krzyczeć, wołać o pomoc, ale moje gardło odmawia posłuszeństwa i zamiast tego duszę się dymem. Boję się. Wiem, że jeśli zrobię jeden niepewny krok ogień złapie mnie w swoje sidła. Wiem, że nie dam rady, ale biegnę dalej nie chcąc się poddać, a może powinnam to zrobić? Powinnam się poddać? W końcu moja rodzina, ona została w środku domu, może ja też powinnam tak uczynić i być wierna bliskim? Coś w głowie mówi mi jednak, że oni chcą żebym przeżyła, więc biegnę. Nagle coś łapie mnie za nogę i ciągnie w stronę ognia. Co teraz!? Szarpię się, próbuję uciec, ale to na nic. Zaczynam płakać z bezradności, kiedy płomienie zaczynają lizać moje nogi. Zaciskam oczy z całych sił. Krzyczę i wrzeszczę. Mój krzyk przez chwilę zdaje się być nierealny i przytłumiony, ale po chwili jest donośny i przeraźliwy. Niemal błagający. Ktoś potrząsa moimi ramionami, a ja decyduję się otworzyć oczy. Widzę ją...Pielęgniarkę. Kolejny koszmar. Mam nierówny oddech i jestem cała spocona. Rozglądam się nerwowo szukając jakichkolwiek oznak pożaru, ale kiedy nie dostrzegam ich uspokajam się. 
- Krzyczałaś...Znów. Proszę powiedz mi co się stało, odezwij się do mnie. - Mówi kobieta w białym kitlu. Ma chudą twarz, ale wygląda na sympatyczną. Włosy związane ma w niską kitkę. Jest niska i chuda. To ona przynosi mi jedzenie i próbuje jakkolwiek nakłonić mnie do mówienia. Mówi, że jeśli w ciągu tygodnia się do niej nie odezwę będzie musiała wezwać psychologa. To nie pomoże. Straciłam swoich bliskich miesiąc temu w pożarze, tylko ja przeżyłam. Jestem sama, kompletnie. Moje nogi nadal się goją. Są poparzone i czasami pieką niemiłosiernie, ale przyzwyczaiłam się. Kiedyś dużo mówiłam, ale teraz zamknęłam się w sobie i od tamtego wydarzenia nie odezwałam się ani słowem, nie napisałam też nic na kartkach, które dali mi bym mogła się nimi porozumiewać.. Pomińmy to, że krzyczę w nocy. Mam 18 lat, a zachowuje się jak dziecko, które nie umie poradzić sobie z życiem. Jestem słaba. Okropnie słaba, psychicznie jak i fizycznie. Każdy kto do mnie przychodzi (czyt. pielęgniarki i lekarze) próbują zmusić mnie do odezwania się, ale ja nie chcę. Czy nie mogą tego zrozumieć, że boję się? Boję się, że mój głos nie będzie taki jak kiedyś, będzie okropny, poza tym pewnie jeszcze bardziej przypominałby mi o rodzinie. Często śpiewałam mojemu bratu kołysanki. Już nigdy żadnej nie zaśpiewam. Nie mam dla kogo. Pokręciłam głową, a pielęgniarka westchnęła odpuszczając. Obmyła mnie lekko i zmieniła pościel. Kazała mi zasnąć. Nie zrobiłam tego. Wiedziałam, że gdy tylko zamknę oczy zobaczę dom pożerany przez pomarańczowo-czerwono-żółte płomienie. Po prostu leżałam i płakałam. Następny dzień minął mi tak jak każdy inny. Ciągle to samo. Jedzenie, picie, zmiana opatrunku...Nic nadzwyczajnego. Poza jedną rzeczą...Wieczorem ktoś wszedł do mojej sali, a raczej wbiegł do niej i zatrzasnął za sobą drzwi. Byłam nieco wystraszona. Co się działo!? Kto to jest?! Spojrzałam na chłopaka pytająco, a on tylko się do mnie uśmiechnął. Miał brązowe włosy i piękne zielone oczy, które zdawały się być lekko żółtawe.
 - Cześć...Sory za najście. Moja mama jest pielęgniarką i pozwoliła mi zostać trochę w szpitalu. Kazała mi odrabiać lekcje i być grzecznym, ale najwidoczniej moja własna matka mnie nawet nie zna. Zawsze mieszam się w kłopoty. Zepsułem taką jedną rzecz i teraz prawdopodobnie jeden z lekarzy może być na mnie troszkę wściekły. - Mówił i usiadł na stołku obok mojego łóżka. Zauważyłam, że ma okulary na nosie. Okulary były dosyć duże, a oprawki były czarne. Dodawały mu uroku. Wyglądał na takiego jak ja. 18/19 lat. Uśmiechnęłam się do niego, bo tylko tyle mogłam zrobić. 
- Jak masz na imię? - Spytał patrząc na różne strzykawki, które leżały na stoliku w rogu pokoju. To mnie zaniepokoiło, ale skoro chłopak jest ciekawski to nic na to nie poradzę. Myślałam, że nie zapyta, że chociaż on nie będzie wymagał ode mnie odpowiedzi, ale było inaczej. Spojrzał na mnie czekając na odpowiedź, ale ja tylko odwróciłam wzrok. 
- Okey...Skoro nie chcesz mi nic mówić to ja totalnie nic do tego nie mam. Pewnie strasznie ci się tu nudzi. Ten biały monotonny kolor przyprawia mnie o mdłości, zawsze zastanawiałem się jak ludzie tutaj nie wariują. - Spojrzałam na niego zdziwiona. Rozmawiał ze mną, a jednak nie wymagał ode mnie odpowiedzi. Uśmiechnął się w moją stronę swoimi wąskimi ustami. Zrobiło mi się cieplej. 
- Ty musisz być tą, o której opowiadała moja mama. Dziewczyna, która nic nie mówi. To ciekawe. Ja nie umiałbym wytrzymać tak dużo w milczeniu, ale cóż...Niektóre rzeczy zmieniają człowieka okropnie. Trzymam jednak kciuki za ciebie. Chciałbym wiedzieć co sądzisz o pizzach i kebabach, bo widzisz ostatnio mój przyjaciel mówił mi, że pizza jest lepsza od kebabów, a ja ewidentnie się z tym nie zgadzam. Ciekawe co ty lubisz. Nie odpowiadaj. Mam nadzieję, że kiedyś się dowiem. - Słuchałam go uważnie i zrobiło mi się miło. Chłopak opowiadał bardzo dużo i nie oczekiwał ode mnie niczego w zamian. To było niczym zbawienie. Nie nudziłam się tak bardzo i mogłam zapomnieć o tym, że zostałam sama, poza tym był dosyć zabawny.
 - Ja jestem Kamil, mój przyjaciel to Mariusz. Kiedyś z Mariuszem pojechałem do sklepu. Mówiłem mu, że idę tylko po colę, ale on się uparł, żebym kupił mu coś jeszcze. Kupiłem chipsy, piwo, chusteczki, gumy orbit, chleb, bo podobno jego mama chciała i jeszcze coś takiego dosyć osobistego. Kiedy wychodziłem ze sklepu jedna rzecz wypadła mi z ręki. Oczywiście musiały to być prezerwatywy XXL...Nawet nie wiesz jak głupio się wtedy czułem kiedy jakiś facet podszedł do mnie i podał mi tą paczkę, po czym poklepał po ramieniu. Mariusz powinien za to oberwać! Za te prezerwatywy i za to, że nie wystarczyło mi kasy na colę. - Roześmiałam się, bo Kamil zdawał się być naprawdę wkurzony. Po chwili jednak spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Ja natychmiastowo umilkłam. Nie mówię, śmiać również się nie powinnam. Nie po tym co się stało. 
- Ej co jest? Spokojnie, śmiać się możesz, to nie mówienie, poza tym powinnaś częściej się śmiać, bo masz ładny śmiech no i jest zdrowy. Jak wyjdziesz ze szpitala to zabiorę cię na kabaret, wtedy będziesz sikać ze śmiechu. - Powiedział. Miał rację, ale co do sikania ze śmiechu troszkę się pomylił. Zarumieniłam się na swoje dziwne myśli i czekałam aż chłopak znów zacznie coś opowiadać. Niestety przerwały nam otwierające się drzwi i pielęgniarka wchodząca do środka. 
- Kamil tu jesteś! Nie wolno ci tu wchodzić! - Czyli ta sympatyczna pielęgniarka to jego mama? Nie widać za bardzo podobieństwa. Może wdał się w tatę. Nie wiem dlaczego nagle wszystko co dotyczyło chłopaka zaczęło mnie interesować. Chciałam go poznać. Chciałam wiedzieć jaka jest jego ulubiona kawa, czy skończył studia, jakie lubi lody...
 - Niby czemu mamo? Przecież się nie zarażę. Tylko sobie z nią gawędziłem i tyle. - Odpowiedział pewny siebie. Pomiędzy kobietą, a chłopakiem chyba rozgrywała się jakaś mentalna rozmowa, bo mierzyli się wzrokami, a po chwili chłopak się poddał. Westchnął, opuścił ramiona i spojrzał na mnie. 
- Miło było, może jeszcze kiedyś przyjdę. - Mam nadzieję. Dni mijały bardzo szybko. Kamil przychodził co drugi dzień opowiadając mi coraz więcej, a ja słuchałam czasami się śmiejąc, kiwając głową lub wzruszając ramionami. Polubiłam go. Rehabilitacja rozpoczęła się na weekendzie. Moje nogi potrzebowały ćwiczeń, by móc normalnie funkcjonować. Nie szło mi to za dobrze. Raz Kamil chciał iść na te ćwiczenia ze mną, ale nikt nie pozwolił mu wejść. Szkoda. Może byłoby mi łatwiej gdyby ktoś ciągle do mnie mówił. Minął kolejny miesiąc, a moje nogi zaczynały normalnie funkcjonować. Rozmowy z psychologiem nie pomagają. On ciągle mi mówi bym się otworzyła, bym zaufała, ale ja nie mogłam. Nie chciałam mówić o swojej rodzinie, czy mówić o czymkolwiek. Wolałam słuchać Kamila, który nigdy na mnie nie nacisnął. On szanuje to, że się nie odzywam i to jest miłe. On jako jedyny wie, że mam problem z zaufaniem, że się boję, mimo wszystko ciągle mi mówi, że trzyma za mnie kciuki i wie, że dam sobie radę. To bardzo pocieszające i słodkie, ale co jeśli go zawiodę? Koszmary nadal mi się śnią, nadal krzyczę w nocy, ale przynajmniej potem leżąc nie muszę myśleć o tym koszmarze, zamiast tego zastanawiam się co u Kamila, jestem ciekawa co będzie gdy wyjdę ze szpitala. Czy chłopak zapomni o mnie? Chciałabym się go o to spytać, ale z wiadomych przyczyn nie robię tego, a Kamil wspomniał tylko raz, że zabierze mnie na kabaret. Cóż uczepiłam się tego i trzymam go za słowo. Boję się, że zostawi mnie samą, ale póki co korzystam z teraźniejszości. Staram nie przejmować się przyszłością i tyle.
    ***
Już dzisiaj wychodzę ze szpitala. Moje nogi mają się dobrze. Co prawda są na nich liczne blizny, ale Kamil nie pozwolił mi na przejmowanie się nimi, sam zdawał się nie zwracać na nie uwagi. Wiedziałam o nim bardzo wiele, a on nadal nie wiedział o mnie nic. Nie wiem nawet czy wiedział jak się nazywam. Co tydzień miałam chodzić na zajęcie korekcyjne no i raz w miesiącu miałam wizytę u psychologa. Nadal nic nie powiedziałam, ale coraz częściej się śmiałam i pomrukiwałam. Mój lekarz zamówił mi taksówkę. Wszyscy nalegali bym została w szpitalu ze względu na to, że nie mówię, ale ja się na to nie zgodziłam, możliwe, że Kamil mi troszkę pomógł...No dobra bardzo mi pomógł. Wyszłam ze szpitala szczęśliwa i już kierowałam się do taksówki, ale nagle jakiś samochód zagrodził mi drogę. Niepewnie spojrzałam przez szybę. Wszystkie wątpliwości zniknęły kiedy ujrzałam w niej Kamila. Od razu wsiadłam do samochodu. Z tyłu też ktoś siedział. To musiał być Mariusz. Miał on ciemne blond włosy i niebieskie oczy. Był dobrze zbudowany, bardziej umięśniony od Kamila, ale ja i tak wolałam szatyna. Uśmiechnęłam się w jego stronę. Mariusz się ze mną przywitał. 
- Nie wiedziałem, że taka laska z tej dziewczyny. - Powiedział do Kamila, a ten się zaśmiał.
- Mówiłem, że jest ładna. - Odpowiedział zielonooki, a ja się zarumieniłam. Nie mogłam tak dłużej. 
- Jestem Sylwia. - Powiedziałam. Mój głos był słaby i cichy. Kamil spojrzał na mnie zdziwiony. Miał rozdziawioną buzię, a jego oczy błyszczały radością. Odchrząknęłam i wzięłam głęboki wdech.
- Pytałeś jak mam na imię kiedy wbiegłeś do mojej sali. Jestem Sylwia. - Powiedziałam coraz głośniej. Kamil zaczął się śmiać, a potem pochylając się nad skrzynią biegów przytulił mnie mocno. Odwzajemniałam uścisk. Był to nie pierwszy taki przytulas, ale teraz wiedziałam, że nie będzie również ostatnim. 
- Mogę ci powiedzieć wszystko jeśli będziesz tylko chciał. - Szepnęłam mu do ucha. Teraz już nie było odwrotu. Postanowiłam się otworzyć, postanowiłam zaufać właśnie Kamilowi. 
- Mariusz, sory, ale musisz wyjść. - Chciałam zaprzeczyć, przecież nie będzie wyganiać swojego przyjaciela z mojego powodu. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić Mariusz był już na zewnątrz, uśmiechnął się do mnie i poszedł. Spojrzałam na Kamila i wiedziałam, że nie będzie naciskać. Mogę mu powiedzieć. 
- Miałam rodziców. Mama była cukierniczką w kawiarni i robiła najlepsze ciastka pod słońcem, tata pracował w firmie dostawczej. Był tak jakby listonoszem. Mama kochała śpiewać i dekorować ciasta. Zawsze była wesoła, ale również dosyć stanowczo. Nikt nie umiał się jej sprzeciwić. Tato uwielbiał sport, często zabierał mnie na boisko, które zrobił w lesie. Wystarczyło tylko skosić trawę i umieścić kamyki, które wyznaczały bramkę. Piłka nożna była moim ulubionym sportem, byłam całkiem niezła. Uwielbiałam swoich rodziców, co weekend w sobotę zawsze oglądaliśmy coś razem. 4, a teraz to już raczej 5 lat temu urodził mi się brat. Miał na imię Michał. Często kradł mi rzeczy z pokoju. Zawsze się kłóciliśmy, ale prawda była taka, że kochaliśmy się i nie wytrzymywaliśmy bez siebie dłuższy okres czasu. Często śpiewałam mu różne piosenki. - Przerwałam na chwilkę. Mój głos był cichy i zachrypnięty. Spojrzałam kątem oka na Kamila, który patrzył na mnie zaciekawionym wzrokiem. 
- No i wtedy stało się to. Nie spałam całą noc, bo uczyłam się na chemię. Nasz dom miał dwa poziomy, na jednym mieszkałam ja, natomiast na drugim rodzice z Michałem, bo mój brat nie lubił spać daleko od rodziców. - Mój głos trochę się załamywał, ale nie zwróciłam na to uwagi. 
- Wybuchł pożar. Coś stało się z piecem. Nie wiem co dokładnie. Kiedy ogień dostał się do mojego pokoju nie miałam wyjścia. Musiałam wyjść przez okno. Nie wiedziałam co z moją rodziną, ale wtedy nie myślałam trzeźwo. Jedyne na czym się skupiłam to ucieczka z domu. Zanim mi się to udało poparzyłam sobie mocno nogi. Kiedy już wyskoczyłam na ziemię zemdlałam. Obudziłam się w szpitalu sama, jako sierota...- Mój głos całkowicie załamał i zaczęłam płakać. Kamil szybko mnie przytulił. Nie mówił nic, po prostu tu był i tego właśnie potrzebowałam. Pozwolił mi się wypłakać, wyrzucić z siebie wszystko. Nagle usłyszałam klakson. Chłopak przeklął pod nosem i oderwał się ode mnie. Ciągle staliśmy na środku parkingu. Szybko odjechał samochodem i zaparkował gdzie indziej. Zaśmiałam się widząc zdenerwowaną minę drugiego kierowcy. Nie zauważyłam nawet, że Kamil zaczął się we mnie wpatrywać. 
- Co? - Spytałam zdziwiona. To spojrzenie było takie ciepłe i pełne uczuć, mogłabym się rozpłynąć w tych zielonych oczach. Szatyn uśmiechnął się i otarł ręką moje policzki, które miałam mokre od łez. Kiedy już to zrobił nie zabrał jednak swojej dłoni, nadal trzymając ją na policzku. Zarumieniłam się. Przybliżył moją twarz do jego własnej. Po chwili delikatnie musnął ustami moje. Po tym oddaliliśmy się od siebie i spojrzeliśmy sobie w oczy. 
- Było dziwnie? - Spytał. Nie. Nie było dziwne. To zdawało się być czymś oczywistym. 
- Nie. - Odpowiedziałam uśmiechając się jak głupia. 
- To dobrze, bo zamierzam robić to częściej. - Zaśmialiśmy się. Przykrył swoją dłoń moją i ułożył je na skrzyni biegów. W ten sposób chłopak mógł prowadzić jednocześnie mnie dotykając. Czułam się jakbym znów miała dla kogo mówić. Kamil wyjechał z parkingu i pokierował w nieznaną mi stronę. 
- Gdzie jedziemy? - Spytałam zastanawiając się nad dużą ilością fajnych miejsc. 
- Cóż...Za pół godziny zacznie się taki jeden kabaret. - Odpowiedział, a ja stwierdziłam, że Kamil dotrzymał swojej obietnicy. Wiedziałam, że teraz może już być tylko lepiej. Koszmary i krzyki jeszcze nie zniknęły, ale jakoś damy sobie radę.  

8 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Superaśnie! :D Nowy rozdział, no dobra One shot, ale no i tak orazu uśmiech :D Teraz byle do wtorku :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Super! Takie One Shot'y są superaśne! Teraz żebym tylko doczekała się wtorku. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super <3 jak na pierwszy One Shot... Genialne <3 czekam do wtorku <3

    OdpowiedzUsuń