Uciekam. Przynajmniej
próbuję to zrobić. Czuję strach i wiem, że płomienie zaraz mnie
dosięgną. Wiem, że to koniec, że umrę. Próbuję krzyczeć,
wołać o pomoc, ale moje gardło odmawia posłuszeństwa i zamiast
tego duszę się dymem. Boję się. Wiem, że jeśli zrobię jeden
niepewny krok ogień złapie mnie w swoje sidła. Wiem, że nie dam
rady, ale biegnę dalej nie chcąc się poddać, a może powinnam to
zrobić? Powinnam się poddać? W końcu moja rodzina, ona została w
środku domu, może ja też powinnam tak uczynić i być wierna
bliskim? Coś w głowie mówi mi jednak, że oni chcą żebym
przeżyła, więc biegnę. Nagle coś łapie mnie za nogę i ciągnie
w stronę ognia. Co teraz!? Szarpię się, próbuję uciec, ale to na
nic. Zaczynam płakać z bezradności, kiedy płomienie zaczynają
lizać moje nogi. Zaciskam oczy z całych sił. Krzyczę i wrzeszczę.
Mój krzyk przez chwilę zdaje się być nierealny i przytłumiony,
ale po chwili jest donośny i przeraźliwy. Niemal błagający. Ktoś
potrząsa moimi ramionami, a ja decyduję się otworzyć oczy. Widzę
ją...Pielęgniarkę. Kolejny koszmar. Mam nierówny oddech i jestem
cała spocona. Rozglądam się nerwowo szukając jakichkolwiek oznak
pożaru, ale kiedy nie dostrzegam ich uspokajam się.
- Krzyczałaś...Znów. Proszę powiedz mi co się stało, odezwij się
do mnie. - Mówi kobieta w białym kitlu. Ma chudą twarz, ale
wygląda na sympatyczną. Włosy związane ma w niską kitkę. Jest
niska i chuda. To ona przynosi mi jedzenie i próbuje jakkolwiek
nakłonić mnie do mówienia. Mówi, że jeśli w ciągu tygodnia się
do niej nie odezwę będzie musiała wezwać psychologa. To nie
pomoże. Straciłam swoich bliskich miesiąc temu w pożarze, tylko
ja przeżyłam. Jestem sama, kompletnie. Moje nogi nadal się goją.
Są poparzone i czasami pieką niemiłosiernie, ale przyzwyczaiłam
się. Kiedyś dużo mówiłam, ale teraz zamknęłam się w sobie i
od tamtego wydarzenia nie odezwałam się ani słowem, nie napisałam
też nic na kartkach, które dali mi bym mogła się nimi
porozumiewać.. Pomińmy to, że krzyczę w nocy. Mam 18 lat, a
zachowuje się jak dziecko, które nie umie poradzić sobie z życiem.
Jestem słaba. Okropnie słaba, psychicznie jak i fizycznie. Każdy
kto do mnie przychodzi (czyt. pielęgniarki i lekarze) próbują
zmusić mnie do odezwania się, ale ja nie chcę. Czy nie mogą tego
zrozumieć, że boję się? Boję się, że mój głos nie będzie
taki jak kiedyś, będzie okropny, poza tym pewnie jeszcze bardziej
przypominałby mi o rodzinie. Często śpiewałam mojemu bratu
kołysanki. Już nigdy żadnej nie zaśpiewam. Nie mam dla kogo.
Pokręciłam głową, a pielęgniarka westchnęła odpuszczając.
Obmyła mnie lekko i zmieniła pościel. Kazała mi zasnąć. Nie
zrobiłam tego. Wiedziałam, że gdy tylko zamknę oczy zobaczę dom
pożerany przez pomarańczowo-czerwono-żółte płomienie. Po prostu
leżałam i płakałam. Następny dzień minął mi tak jak każdy
inny. Ciągle to samo. Jedzenie, picie, zmiana opatrunku...Nic
nadzwyczajnego. Poza jedną rzeczą...Wieczorem ktoś wszedł do
mojej sali, a raczej wbiegł do niej i zatrzasnął za sobą drzwi.
Byłam nieco wystraszona. Co się działo!? Kto to jest?! Spojrzałam
na chłopaka pytająco, a on tylko się do mnie uśmiechnął. Miał
brązowe włosy i piękne zielone oczy, które zdawały się być
lekko żółtawe.
- Cześć...Sory za najście. Moja mama jest
pielęgniarką i pozwoliła mi zostać trochę w szpitalu. Kazała mi
odrabiać lekcje i być grzecznym, ale najwidoczniej moja własna
matka mnie nawet nie zna. Zawsze mieszam się w kłopoty. Zepsułem
taką jedną rzecz i teraz prawdopodobnie jeden z lekarzy może być
na mnie troszkę wściekły. - Mówił i usiadł na stołku obok
mojego łóżka. Zauważyłam, że ma okulary na nosie. Okulary były
dosyć duże, a oprawki były czarne. Dodawały mu uroku. Wyglądał
na takiego jak ja. 18/19 lat. Uśmiechnęłam się do niego, bo tylko
tyle mogłam zrobić.
- Jak masz na imię? - Spytał patrząc na
różne strzykawki, które leżały na stoliku w rogu pokoju. To mnie
zaniepokoiło, ale skoro chłopak jest ciekawski to nic na to nie
poradzę. Myślałam, że nie zapyta, że chociaż on nie będzie
wymagał ode mnie odpowiedzi, ale było inaczej. Spojrzał na mnie czekając na odpowiedź, ale ja tylko odwróciłam wzrok.
-
Okey...Skoro nie chcesz mi nic mówić to ja totalnie nic do tego nie
mam. Pewnie strasznie ci się tu nudzi. Ten biały monotonny kolor
przyprawia mnie o mdłości, zawsze zastanawiałem się jak ludzie
tutaj nie wariują. - Spojrzałam na niego zdziwiona. Rozmawiał ze
mną, a jednak nie wymagał ode mnie odpowiedzi. Uśmiechnął się w
moją stronę swoimi wąskimi ustami. Zrobiło mi się cieplej.
- Ty
musisz być tą, o której opowiadała moja mama. Dziewczyna, która
nic nie mówi. To ciekawe. Ja nie umiałbym wytrzymać tak dużo w
milczeniu, ale cóż...Niektóre rzeczy zmieniają człowieka
okropnie. Trzymam jednak kciuki za ciebie. Chciałbym wiedzieć co
sądzisz o pizzach i kebabach, bo widzisz ostatnio mój przyjaciel
mówił mi, że pizza jest lepsza od kebabów, a ja ewidentnie się z
tym nie zgadzam. Ciekawe co ty lubisz. Nie odpowiadaj. Mam nadzieję,
że kiedyś się dowiem. - Słuchałam go uważnie i zrobiło mi się
miło. Chłopak opowiadał bardzo dużo i nie oczekiwał ode mnie
niczego w zamian. To było niczym zbawienie. Nie nudziłam się tak
bardzo i mogłam zapomnieć o tym, że zostałam sama, poza tym był
dosyć zabawny.
- Ja jestem Kamil, mój
przyjaciel to Mariusz. Kiedyś z Mariuszem pojechałem do sklepu.
Mówiłem mu, że idę tylko po colę, ale on się uparł, żebym
kupił mu coś jeszcze. Kupiłem chipsy, piwo, chusteczki, gumy
orbit, chleb, bo podobno jego mama chciała i jeszcze coś takiego
dosyć osobistego. Kiedy wychodziłem ze sklepu jedna rzecz wypadła
mi z ręki. Oczywiście musiały to być prezerwatywy XXL...Nawet nie
wiesz jak głupio się wtedy czułem kiedy jakiś facet podszedł do
mnie i podał mi tą paczkę, po czym poklepał po ramieniu. Mariusz
powinien za to oberwać! Za te prezerwatywy i za to, że nie
wystarczyło mi kasy na colę. - Roześmiałam się, bo Kamil zdawał
się być naprawdę wkurzony. Po chwili jednak spojrzał na mnie i
uśmiechnął się. Ja natychmiastowo umilkłam. Nie mówię, śmiać
również się nie powinnam. Nie po tym co się stało.
- Ej co jest?
Spokojnie, śmiać się możesz, to nie mówienie, poza tym powinnaś
częściej się śmiać, bo masz ładny śmiech no i jest zdrowy. Jak
wyjdziesz ze szpitala to zabiorę cię na kabaret, wtedy będziesz
sikać ze śmiechu. - Powiedział. Miał rację, ale co do sikania ze
śmiechu troszkę się pomylił. Zarumieniłam się na swoje dziwne
myśli i czekałam aż chłopak znów zacznie coś opowiadać.
Niestety przerwały nam otwierające się drzwi i pielęgniarka
wchodząca do środka.
- Kamil tu jesteś! Nie wolno ci tu wchodzić!
- Czyli ta sympatyczna pielęgniarka to jego mama? Nie widać za
bardzo podobieństwa. Może wdał się w tatę. Nie wiem dlaczego
nagle wszystko co dotyczyło chłopaka zaczęło mnie interesować.
Chciałam go poznać. Chciałam wiedzieć jaka jest jego ulubiona
kawa, czy skończył studia, jakie lubi lody...
- Niby czemu mamo?
Przecież się nie zarażę. Tylko sobie z nią gawędziłem i tyle.
- Odpowiedział pewny siebie. Pomiędzy kobietą, a chłopakiem chyba
rozgrywała się jakaś mentalna rozmowa, bo mierzyli się wzrokami,
a po chwili chłopak się poddał. Westchnął, opuścił ramiona i
spojrzał na mnie.
- Miło było, może jeszcze kiedyś przyjdę. -
Mam nadzieję. Dni mijały bardzo szybko. Kamil przychodził co drugi
dzień opowiadając mi coraz więcej, a ja słuchałam czasami się
śmiejąc, kiwając głową lub wzruszając ramionami. Polubiłam go.
Rehabilitacja rozpoczęła się na weekendzie. Moje nogi potrzebowały
ćwiczeń, by móc normalnie funkcjonować. Nie szło mi to za
dobrze. Raz Kamil chciał iść na te ćwiczenia ze mną, ale nikt
nie pozwolił mu wejść. Szkoda. Może byłoby mi łatwiej gdyby
ktoś ciągle do mnie mówił. Minął kolejny miesiąc, a moje
nogi zaczynały normalnie funkcjonować. Rozmowy z psychologiem nie
pomagają. On ciągle mi mówi bym się otworzyła, bym zaufała, ale
ja nie mogłam. Nie chciałam mówić o swojej rodzinie, czy mówić
o czymkolwiek. Wolałam słuchać Kamila, który nigdy na mnie nie
nacisnął. On szanuje to, że się nie odzywam i to jest miłe. On
jako jedyny wie, że mam problem z zaufaniem, że się boję, mimo
wszystko ciągle mi mówi, że trzyma za mnie kciuki i wie, że dam
sobie radę. To bardzo pocieszające i słodkie, ale co jeśli go
zawiodę? Koszmary nadal mi się śnią, nadal krzyczę w nocy, ale
przynajmniej potem leżąc nie muszę myśleć o tym koszmarze,
zamiast tego zastanawiam się co u Kamila, jestem ciekawa co będzie
gdy wyjdę ze szpitala. Czy chłopak zapomni o mnie? Chciałabym się
go o to spytać, ale z wiadomych przyczyn nie robię tego, a Kamil
wspomniał tylko raz, że zabierze mnie na kabaret. Cóż uczepiłam
się tego i trzymam go za słowo. Boję się, że zostawi mnie samą,
ale póki co korzystam z teraźniejszości. Staram nie przejmować
się przyszłością i tyle.
***
Już dzisiaj wychodzę ze
szpitala. Moje nogi mają się dobrze. Co prawda są na nich liczne
blizny, ale Kamil nie pozwolił mi na przejmowanie się nimi, sam
zdawał się nie zwracać na nie uwagi. Wiedziałam o nim bardzo
wiele, a on nadal nie wiedział o mnie nic. Nie wiem nawet czy
wiedział jak się nazywam. Co tydzień miałam chodzić na zajęcie
korekcyjne no i raz w miesiącu miałam wizytę u psychologa. Nadal
nic nie powiedziałam, ale coraz częściej się śmiałam i
pomrukiwałam. Mój lekarz zamówił mi taksówkę. Wszyscy nalegali
bym została w szpitalu ze względu na to, że nie mówię, ale ja
się na to nie zgodziłam, możliwe, że Kamil mi troszkę
pomógł...No dobra bardzo mi pomógł. Wyszłam ze szpitala
szczęśliwa i już kierowałam się do taksówki, ale nagle jakiś
samochód zagrodził mi drogę. Niepewnie spojrzałam przez szybę.
Wszystkie wątpliwości zniknęły kiedy ujrzałam w niej Kamila. Od
razu wsiadłam do samochodu. Z tyłu też ktoś siedział. To musiał
być Mariusz. Miał on ciemne blond włosy i niebieskie oczy. Był
dobrze zbudowany, bardziej umięśniony od Kamila, ale ja i tak
wolałam szatyna. Uśmiechnęłam się w jego stronę. Mariusz się
ze mną przywitał.
- Nie wiedziałem, że taka laska z tej
dziewczyny. - Powiedział do Kamila, a ten się zaśmiał.
- Mówiłem,
że jest ładna. - Odpowiedział zielonooki, a ja się zarumieniłam.
Nie mogłam tak dłużej.
- Jestem Sylwia. - Powiedziałam. Mój głos
był słaby i cichy. Kamil spojrzał na mnie zdziwiony. Miał
rozdziawioną buzię, a jego oczy błyszczały radością.
Odchrząknęłam i wzięłam głęboki wdech.
- Pytałeś jak mam na
imię kiedy wbiegłeś do mojej sali. Jestem Sylwia. - Powiedziałam
coraz głośniej. Kamil zaczął się śmiać, a potem pochylając
się nad skrzynią biegów przytulił mnie mocno. Odwzajemniałam
uścisk. Był to nie pierwszy taki przytulas, ale teraz wiedziałam,
że nie będzie również ostatnim.
- Mogę ci powiedzieć wszystko
jeśli będziesz tylko chciał. - Szepnęłam mu do ucha. Teraz już
nie było odwrotu. Postanowiłam się otworzyć, postanowiłam zaufać
właśnie Kamilowi.
- Mariusz, sory, ale musisz wyjść. - Chciałam
zaprzeczyć, przecież nie będzie wyganiać swojego przyjaciela z
mojego powodu. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić Mariusz był już
na zewnątrz, uśmiechnął się do mnie i poszedł. Spojrzałam na
Kamila i wiedziałam, że nie będzie naciskać. Mogę mu powiedzieć.
- Miałam rodziców. Mama była cukierniczką w kawiarni i robiła
najlepsze ciastka pod słońcem, tata pracował w firmie dostawczej.
Był tak jakby listonoszem. Mama kochała śpiewać i dekorować
ciasta. Zawsze była wesoła, ale również dosyć stanowczo. Nikt
nie umiał się jej sprzeciwić. Tato uwielbiał sport, często
zabierał mnie na boisko, które zrobił w lesie. Wystarczyło tylko
skosić trawę i umieścić kamyki, które wyznaczały bramkę. Piłka
nożna była moim ulubionym sportem, byłam całkiem niezła.
Uwielbiałam swoich rodziców, co weekend w sobotę zawsze
oglądaliśmy coś razem. 4, a teraz to już raczej 5 lat temu
urodził mi się brat. Miał na imię Michał. Często kradł mi
rzeczy z pokoju. Zawsze się kłóciliśmy, ale prawda była taka, że
kochaliśmy się i nie wytrzymywaliśmy bez siebie dłuższy okres
czasu. Często śpiewałam mu różne piosenki. - Przerwałam na
chwilkę. Mój głos był cichy i zachrypnięty. Spojrzałam kątem
oka na Kamila, który patrzył na mnie zaciekawionym wzrokiem.
- No i
wtedy stało się to. Nie spałam całą noc, bo uczyłam się na
chemię. Nasz dom miał dwa poziomy, na jednym mieszkałam ja,
natomiast na drugim rodzice z Michałem, bo mój brat nie lubił spać
daleko od rodziców. - Mój głos trochę się załamywał, ale nie
zwróciłam na to uwagi.
- Wybuchł pożar. Coś stało się z
piecem. Nie wiem co dokładnie. Kiedy ogień dostał się do mojego
pokoju nie miałam wyjścia. Musiałam wyjść przez okno. Nie
wiedziałam co z moją rodziną, ale wtedy nie myślałam trzeźwo.
Jedyne na czym się skupiłam to ucieczka z domu. Zanim mi się to
udało poparzyłam sobie mocno nogi. Kiedy już wyskoczyłam na
ziemię zemdlałam. Obudziłam się w szpitalu sama, jako sierota...-
Mój głos całkowicie załamał i zaczęłam płakać. Kamil szybko
mnie przytulił. Nie mówił nic, po prostu tu był i tego właśnie
potrzebowałam. Pozwolił mi się wypłakać, wyrzucić z siebie
wszystko. Nagle usłyszałam klakson. Chłopak przeklął pod nosem i
oderwał się ode mnie. Ciągle staliśmy na środku parkingu. Szybko
odjechał samochodem i zaparkował gdzie indziej. Zaśmiałam się
widząc zdenerwowaną minę drugiego kierowcy. Nie zauważyłam
nawet, że Kamil zaczął się we mnie wpatrywać.
- Co? - Spytałam
zdziwiona. To spojrzenie było takie ciepłe i pełne uczuć,
mogłabym się rozpłynąć w tych zielonych oczach. Szatyn
uśmiechnął się i otarł ręką moje policzki, które miałam
mokre od łez. Kiedy już to zrobił nie zabrał jednak swojej dłoni,
nadal trzymając ją na policzku. Zarumieniłam się. Przybliżył
moją twarz do jego własnej. Po chwili delikatnie musnął ustami
moje. Po tym oddaliliśmy się od siebie i spojrzeliśmy sobie w
oczy.
- Było dziwnie? - Spytał. Nie. Nie było dziwne. To zdawało
się być czymś oczywistym.
- Nie. - Odpowiedziałam uśmiechając
się jak głupia.
- To dobrze, bo zamierzam robić to częściej. -
Zaśmialiśmy się. Przykrył swoją dłoń moją i ułożył je na
skrzyni biegów. W ten sposób chłopak mógł prowadzić
jednocześnie mnie dotykając. Czułam się jakbym znów miała dla
kogo mówić. Kamil wyjechał z parkingu i pokierował w nieznaną mi
stronę.
- Gdzie jedziemy? - Spytałam zastanawiając się nad dużą
ilością fajnych miejsc.
- Cóż...Za pół godziny zacznie się
taki jeden kabaret. - Odpowiedział, a ja stwierdziłam, że Kamil
dotrzymał swojej obietnicy. Wiedziałam, że teraz może już być
tylko lepiej. Koszmary i krzyki jeszcze nie zniknęły, ale jakoś
damy sobie radę.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńSuper!! Weny życzę
OdpowiedzUsuńSuperaśnie! :D Nowy rozdział, no dobra One shot, ale no i tak orazu uśmiech :D Teraz byle do wtorku :3
OdpowiedzUsuńSuper! Takie One Shot'y są superaśne! Teraz żebym tylko doczekała się wtorku. :)
OdpowiedzUsuńSuper <3 jak na pierwszy One Shot... Genialne <3 czekam do wtorku <3
OdpowiedzUsuńWow . Podoba mi się.
OdpowiedzUsuń