Emilia nie rozumiała. Nie rozumiała, dlaczego lubi rozmawiać z Adamem, nawet jeśli ona go tylko wyzywała. Nie rozumiała dlaczego, kiedy za każdym razem mówiła mu by się oddalił miała nadzieję, że ten jednak zostanie i powie coś śmiesznego. W prawdzie Adam nie był zły. Wszyscy malowali go o wiele gorzej. Dzisiaj w szkole siedziała z Martą na prawie każdej przerwie. Nie odzywała się, czasem tylko przytakując dziewczynie. Myślała jak to będzie. Czuła, że zaraz coś się stanie. Coś negatywnego, w końcu ona nie powinna być szczęśliwa prawda? Nigdy nie miała w życiu łatwo i tylko czekała na ten moment kiedy coś się wydarzy. Wychodziła właśnie z lekcji matematyki. Była uważniejsza niż zwykle. Obserwowała wszystkich przyglądając się ich minom. Większość zachowywała się normalnie, jak na nastolatków oczywiście. Wrażenie nie opuściło jej jednak i uczepiło się jej.
- Emi co ty tak cicho siedzisz? - Spytała Marta nagle zauważając, że coś musi być nie tak. Brązowowłosa spojrzała na nią i wzruszyła ramionami. Sama nie wiedziała, ale dzisiaj nie miała na nic ochoty i chodziła spięta. Jej myśli były chaotyczne i nie logiczne. Nie miała pojęcia czy to z przemęczenia, czy może chodziło o zbliżający się powoli okres, w każdym razie zignorowała to zanurzając się w odmętach swojego umysłu...To brzmi przerażająco, może bardziej pasuje określenie zanurzenia się w swoich fantazjach i myślach, tak to brzmi lepiej. Dziewczyna pokręciła głową jakby próbowała czemuś zaprzeczyć. Wychodząc ze szkoły dziwne uczucie nadal jej towarzyszyło i Emilia miała ochotę po prostu walnąć się na kanapę, albo łóżko...Łóżko to wygodniejsza opcja, ale tak naprawdę wystarczy jej nawet dywan.
- Kogo my tu mamy? - Spytał znajomy głos. Z uśmiechem odwróciła się do Adama.
- Zagubionego czerwonego kapturka, który w tej chwili nie ma ochoty patrzeć na ryj wilka i marzy o ciepłej chatce swojej babci. - Stwierdziła zakładając ręce na piersi. Zrobiła wyzywającą minę, jednak nie udało jej się zaskoczyć czy zbić z tropu chłopaka. Właściwie to wyglądał tak jakby się tego spodziewał, co zaczęło ją irytować. Co on kuźwa Wróżbita Maciej!?
- Nie podskakuj, bo wilk może cię zaprowadzić do tej chatki. - Ostrzegł z uśmieszkiem, a Emilia zarumieniła się. Ta cała sytuacja była dość dziwna.
- Po prostu się odwal, Adam. Chcę iść do domu. - Burknęła cicho, ale tak, by chłopak ją zrozumiał.
- No to idź. Ja ci nie zabraniam. - Westchnęła ciężko, bo z nim naprawdę ciężko rozmawiać.
- Wypchaj się. - Powiedziała i przyśpieszyła kroku. W którymś momencie przestała kontrolować sytuację. Z którejś strony usłyszała okropny pisk opon, a serce jej zamarło, bo samochód pojawił się tuż przed nią uderzając w słup napięcia. Dopiero teraz poczuła silne dłonie trzymające ją za ramiona. Nie mogła się ruszyć i w pewnym momencie zatraciła oddech. Po prostu powietrza było coraz mniej, stawało się duszne i gęste. Jakiś przechodzień zaczął już dzwonić na pogotowie. Emilia nie była pewna co się przed chwilą stało, ale wiedziała jedno, mogła umrzeć. Strach opanował ją, a ona nie mogła się uspokoić. Ręce trzęsły jej się. Gdzieś w oddali słyszała głos Adama, ale został on przytłumiony jej własnym wewnętrznym krzykiem. Ból w kolanach poczuła później. Nie wiedziała co się z nią dzieje, ale wiedziała, że upadła na chodnik. Zaczęła się dusić. Nie mogła oddychać. Jej gardło zacisnęło się boleśnie, a lęk towarzyszył temu wszystkiemu. Bała się, bo tlen nieubłaganie jej się kończył. Próbowała się uspokoić, ale jeszcze bardziej pogarszała sprawę nie mogąc pogodzić się z tym jaka słaba jest. Przez chwilę mignęły jej gdzieś przestraszone tęczówki chłopaka, ale nie była do końca pewna jak ten chłopak się nazywał. Nagle wszystko przestało się liczyć, oprócz kończącego się powietrza i panicznego lęku. Dopiero kiedy Adam zaczął nią potrząsać usłyszała go.
- Spokojnie. Rób to co mówię. Weź oddech i trzymaj go. 1...2...3....4....5. Doskonale, teraz wypuść, powoli. - Robiła to co kazał, a powietrza znów było jakby więcej. Czuła się słabo, a ból w klatce piersiowej nie dawał jej spokoju, ale to akurat był najmniejszy problem. Po kilku minutach Emilia wreszcie się uspokoiła obserwując karetkę.
- Co się ze mną dzieje. - Spytała szeptem sama siebie. Jeszcze przed chwilą czuła się jakby była duszona. Co z nią jest nie tak?
- Nic. To normalne. Przeżyłaś szok, miałaś atak paniki. - Stwierdził spokojnie Adam. W jego tonie jednak słychać było nutkę zatroskania, co równie dobrze mogło być złudzeniem, bo dziewczyna nie doszła jeszcze do końca do siebie. Czemu to musi przydarzać się akurat jej!? I czemu to Adam musi być super bohaterem. " W sumie to chciałabym, żeby tak zostało". Emilia zaskoczona nową myślą szybko ją odgoniła. Policzki lekko zaszły jej różem, ale miała nadzieję, że nikt tego nie zauważy.
Mega jak zawsze! Czekam na dalszy ciąg <3 Weennny! Życzęęę!! JAAA!!
OdpowiedzUsuńSuper! Jak zawsze <3
OdpowiedzUsuńCzuję się wróżbitą Macieję xD
OdpowiedzUsuńSuper *-* Już nie mogę się doczekać następnego! ♥
OdpowiedzUsuńMatko! Emocje xd
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział.
Troszkę spóźniony ten komentarz, ale teraz to nue jest ważne... ROZDZIAŁ! No właśnie... Co z nim?... Przykro mi to mówić, bo spodziewałam się czegoś innego, ale... JEST ON POPROSTU CUDOWNY! Jest on zdecydowanie NAJ, bo już widać, że akcja się rozkręca!
OdpowiedzUsuń