Wreszcie w domu!! Ugh...To był męczący dzień i to bardzo. Dezy wróci dopiero za godzinę. Współczuję mu, że ma jeszcze jedną lekcję. Podwinęłam rękaw bluzy. Rany się prawie zagoiły, ale nadal mam ochotę by się pociąć za to, że byłam taka głupia i zrujnowałam sobie życie, ale dałam słowo Dezemu! On naprawił moje życie, a ja nie chcę go psuć kolejny raz. Usiadłam na miękkim materiale kanapy i włączyłam telewizję. Przełączałam po kolei i nic ciekawego nie leciało, w końcu zostawiłam na jakiś wiadomościach. Byłam tak przymulona, że nawet nie chciało mi sie palcem ruszyć. Ta kanapa była tak wygodna!
- Misia jestem! - krzyknął mój braciszek, a ja się uśmiechnęłam pod nosem. Może się nie będę tak nudzić przynajmniej...Nadal interesuje mnie ten szkolny bad boy czy jak mu tam. Z tego co pamiętam miał na imię Adam, a nazwisko to jakieś chińskie było.
- Salon! - krzyknęłam i przewróciłam sie na drugi bok.
- A ty co se śpisz! - powiedział i zaczął mnie gilgotać. No ja pierdole co oni mają z tymi gilgotkami!? I Flo i Dezy odkąd tylko pamiętam kochali mnie torturować łaskotkami.
- Stój! - krzyknęłam poważnie i jakby ze strachem. Mój brat nieco zdezorientowany przestał mnie łaskotać. Wykorzystałam jego chwilowe zawieszenie i szybko wstałam z łóżka. Już miałam pobiec, ale on nagle złapał mnie w talii.
- A ty gdzie się wybierasz!? - spytał wydzierając mi sie do ucha.
- Weź mnie kuźwa już puść to nie śmieszne! - burknęłam. Serio byłam już zirytowana. Fajnie jest się pośmiać, ale bez przesady no!
- Dobra dobra...Misia się fochnęła i teraz nikt nie może jej dotykać prawda? - powiedział do mnie, a ja pokiwałam głową. Jak on mnie dobrze zna. Usiadłam na kanapie, a Dezydery obok mnie przytulając mnie do siebie. I właśnie za to kocham mojego brata. Nie wstydzi się pokazywać swoich uczuć.
- W ogóle mam dobrą wiadomość. - zapowiedział Dezy, a ja zaczęłam się zastanawiać o co chodzi. Zabierze mnie na lody (bez skojarzeń)?
- Jaką? - spytałam z zaciekawieniem patrząc na niego. Może wreszcie znalazł sobie laskę!
- Jutro odwiedzi nas Florian. - powiedział, a ja ucieszona mocniej wtuliłam się w brata. Zajebiście! Tak dawno nie widziałam Florka. On na pewno wyrósł i będzie to widać. Och jestem tak bardzo ciekawa. Mocno za nim tęskniłam. Ciekawe czy gdzieś pracuje, czy ma dziewczynę, jak tam z tą jego ekipą? Jak ta ekipa się nazywała? To było coś w stylu teterefe chyba...
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. - powiedziałam ciągle tuląc sie do Dezego. Musiałam jakoś odreagować tą radość i postanowiłam się przejść.
- Mam iść z tobą? - spytał Dezydery pijąc sok pomarańczowy.
- Nie... Jak coś to będę dzwonić. - powiedziałam. Mój jakże kochany braciszek potargał mi włosy i poszedł do siebie. Dzięki za zniszczenie mi fryzury! Było chłodno, więc ubrałam się ciepło i wyszłam na zewnątrz. Wiatr powiewał delikatnie, ale był bardzo zimny. Szłam coraz szybciej, by zrobiło mi się chociaż troszeczkę cieplej. Zaśmiałam się z własnej głupoty kiedy potknęłam się o nierówną kostkę. Ja po prostu robienie z siebie idiotki mam we krwi. Ja wam mówię, że po tygodniu każda osoba będzie mnie znać z potykania sie. Już widzę te twarze i te palce wskazujące w moją stronę. Usta przechodniów będą mówić: "O patrz to ta łamaga co sie ciągle potyka". O czym ja myślę!? Kolejny raz zaśmiałam się z własnej głupoty. To pewnie przez Dezego. Widocznie jego choroba psychiczna jest zaraźliwa. Dobra koniec tych głupich myśli! Uśmiechnięta szłam przed siebie nie zwracając uwagi na dziwnie patrzących się przechodniów. No co?! Nie można se podskakiwać w rytm ulubionej muzyki, która gra mi w słuchawkach? Zamknęłam oczy na dłuższą chwilę oddając się muzyce co było błędem. Zderzyłam się z kimś i upadłam na twardy chodnik.
- Ktoś tu nie umie chodzić. - zaśmiała sie osoba, na którą wlazłam. Miała szyderczy i kpiący głos. Spojrzałam w górę i dostrzegłam chłopaka ze szkoły. Adama. Strach wypełnił moje serce, ale mimo tego zarumieniłam sie.
- Ktoś tu nie umie wymijać! - warknęłam. Niech nie myśli, że jestem słabą, bezbronną dziewczynką.
- Uważaj, bo zaraz nie będziesz mogła wstać z tego chodnika. - zadrwił podając mi rękę. Zignorowałam jego dłoń i sama wstałam. Troszkę się go bałam, ale przecież jesteśmy w miejscu publicznym no i w razie czego zadzwonię do Dezego. Zakazał mi sie do niego zbliżać, ale przecież nie jestem jakąś 10 latką. Poradzę sobie.
- Damski bokser? - spytałam przygryzając wargę. Chyba nie powinnam była tego robić. To tylko zachęca facetów.
- Nie, a ty co? Męska bokserka? - zirytował mnie, ale postanowiłam zachować spokój.
- Nie. Przemoc kompletnie mi sie nie podoba, ale wiesz jak mus to mus. - powiedziałam zaczepnie. Strach jakoś ze mnie uleciał.
- Nie podskakuj, bo nawet mi do szyi nie sięgasz. - kurde miał racje! Ja jestem niska, a on ma tak z 1 metr i 90....Musiałam bardzo zadzierać głowę, by widzieć jego twarz. Muszę przyznać, że jest przystojny....Ech... Szkoda, że jego głupota przewyższa jego wygląd.
- Nie bój się. W domu mam dwumetrowe obcasy jak te laseczki z twojej klasy. Niech zgadne z iloma się przespałeś? - chciałam mu jak najbardziej pojechać i wkurzyć. Jestem debilką i wiem, że przez swój niewyparzony język będę mieć kłopoty. Jego szczęka zacisnęła sie mocniej tak samo jak dłonie.
- Wiem! Spałeś ze wszystkimi prawda? A może w twojej klasie są jeszcze jakieś mądre lasencje, które nie są dziwkami? - boże Emilia co w ciebie wstąpiło!? Po jego postawie było widać, że się wkurzył. Na mojej buzi powstał tryumf, ale w sercu zagościł strach. Już wiem, że będę z nim mieć na pieńku, a podobno to łamacz serc i bad boy...W co ja sie pakuje!?
- Ty niedługo też będziesz taką laską. Zobaczysz...Ale chce znać twoje imię przed tym jak wylądujesz u mnie w łóżku. - tym razem stało sie na odwrót. To ja się wpieniłam, a on tryumfował.
- Emilia...Emilia Skowron. - powiedziałam. W jego oczach dostrzegłam lekkie zdziwienie, a potem cwaniacki uśmieszek. Ciekawe o co chodzi. On coś kombinował.
- Zapraszam cię na kawę. - powiedział. Tylko o to mu chodziło? Hmmm...Zgodziłam sie. Czemu by nie? Idąc do kawiarenki obmyślałam plan ucieczki tak w razie czego. Z drżącym sercem weszłam do kawiarenki, do której mnie zaprowadził. Usiadłam na przeciwko niego i spojrzałam prosto w jego oczy. Na chwilkę w nich utonęłam, ale potem szybko odwróciłam wzrok zdając sobie sprawę z tego, że on również na mnie patrzy. Zamówił dwie kawy, po czym wyjął komórkę i zaczął coś pisać. Po dwóch sekundach komórka znów znalazła sie w jego kieszeni. Ciekawe co i do kogo napisał.
- Może podałabyś mi swój numer? - spytał zadziornie, a ja odpowiedziałam mu kręcąc głową.
- Jaka niedostępna. - zaśmiał się drwiąco. On serio mi działa na nerwy.
- Bardziej niezainteresowana! - odpowiedziałam mu patrząc na wystrój lokalu. Ciepłe, stonowane kolory i piękne obrazy. Chyba będę przychodzić tu częściej.
- Czyżby? Przed chwilą patrzyłaś na mnie jakbyś chciała mnie zjeść. - ugh...Popatrzyłam na niego nieco wkurzona.
- A może patrzyłam sie na ciebie tak jakbym chciała ci przywalić co?! O tym nie pomyślałeś. - stwierdziłam. Dziewczyny górą!
- Emilia. - serce mi stanęło w miejscu, a oczy zamroziły się patrząc w jeden punkt. Rozdziawiłam nieco buzię z strachu. Zagryzłam wargę i odwróciłam sie. Stał tam mój brat. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak wściekłego, zmartwionego i zawiedzionego jednocześnie. Spojrzałam morderczo na Adama. To do niego napisał SMS'a! Wszystko ukartował! Ja pierdole!
- Emilia idziemy do domu. - powiedział stanowczo Dezydery, aż przeszedł mnie dreszcz. Wstałam i popatrzyłam na mojego brata, ale szybko odwróciłam wzrok nie mogąc znieść jego karcącego spojrzenia.
- Tatuś się znalazł. Przecież Emilka jest prawie dorosła. Nie masz podejścia do dzieci. - zaśmiał się Adam. Boże niech on zamknie mordę!
- A może ty masz co!? - odwarknął Dezy i powoli szedł w stronę wyjścia.
- Nie rozumiem cię! Kiedyś byliśmy przyjaciółmi, a ty mnie nagle porzuciłeś. Niech Emilia dowie sie jaki jesteś! Jesteś tchórzem i zdradziłeś przyjaciela. - co!? Oni przyjaciółmi!? Co sie stało, że nagle się kłócą.
- Nie! To nie było przeze mnie i ty dobrze o tym wiesz! Zmieniłeś sie, a ja nie chciałem być taki jak ty. - Dezydery patrzył na niego zawzięcie. Bałam się. Bałam się, że Dezy coś zrobi, że uderzy Adama.
- Dezy chodźmy już. - powiedziałam cichutko. Jestem idiotką! Wiedziałam, że Adam to zły pomysł, ale ja oczywiście musiałam zrobić po swojemu!
------------------------------
Jest Adam! Teraz taka mała informacja :D Jak wiecie są święta i mam, a raczej będę mieć krótką przerwę od szkoły, więc podczas tej przerwy dodam rozdziałów tyle ile będziecie chcieć. Wystarczy, że pod tym rozdziałem pojawi się 5 komentarzy od pięciu innych osób i dodaję, ale od razu mówię, że 2 rozdziałów tego samego dnia nie opublikuję, bo bym się nie wyrobiła. To tyle :D
łooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo... Emilka ma dar do pakowania się w kłopoty :'D Następnej części doczekać się nie mogę... jestem zbyt ciekawska :) Wylecz Adama, bo jest chory na badboy'a xD hah... Weny!
OdpowiedzUsuńŁooooooooooooooołłłłł meggaa super ciekawość mnie zżera od środka Dezy i Adam kiedyś się przyjaźnili?? Ooo muszę to wiedzieć... Rozdział jak zawsze zajebisty.. Weeenyyy życzę!
OdpowiedzUsuńDodaj!!!
OdpowiedzUsuńHej, uwielbiam twojego bloga. Jeżeli znajdziesz czas zajrzyj do mnie :) http://holidays-full-of-love.blogspot.com/?m=1
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;)
Uwielbiam twoje historie😃😃
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuńAdam to taki zakazany owoc co?